grudnia 30, 2021

"Tomasz Niefart. Gacie na łopacie" Kasia Keller

"Tomasz Niefart. Gacie na łopacie" Kasia Keller

Wakacje się skończyły, więc czas wrócić do szkoły. W przypadku Tomasza Niefarta – urodzonego pechowca – oznacza to tylko jedno – nowe pasmo szkolnych i towarzyskich porażek! Totalna kompromitacja i dokumentna publiczna żenada tylko czekają, by podłożyć mu nowy kolec! Co tym razem przytrafi się Tomaszowi? Na przykład kompromitacja przed dziewczynami podczas meczu piłki nożnej i upokorzenie na zawodach pływackich. Jedno trzeba przyznać – Niefart znowu będzie na ustach wszystkich!

Myślisz, że Ty masz pecha? Przeczytaj historie z życia Tomka. Już sam fakt, że nazywa się Tomasz Niefart skazał go na porażkę… tak przynajmniej twierdzi sam Tomasz.



Pomysł na bohatera - typowego nastolatka, dla którego każda sytuacja może stać się prawdziwą życiową tragedią, okazał się strzałem w 10. Aby jednak tak się stało potrzebne było poczucie humoru oraz znajomość 'funkcjonowania' nastolatków. Kasia Keller posiada jedno i drugie, dlatego kolejną część perypetii Tomasza czyta się z równym zainteresowanie, jak pierwszą. 

Książka zawiera dziewięć historii - dziewięć różnych opowieści o naszym niefartownym chłopcu. Wydarzenia, w obliczu, których autorka stawia chłopca, są zabawne oraz zaskakujące. W tytułowej historii, "Gacie na łopacie", nasz Tomek zostaje zaproszony na zawody w pływaniu rangi międzyszkolnej. Niespodziewanie na basenie znika mu worek z ręcznikiem i ubraniami... co było dalej? Przeczytajcie sami, to tylko jedna z wielu opowieści, które Was i Wasze dzieci rozbawią. 

Pechowe przygody Tomka widzimy w zabawnej dla czytelnika otoczce, która pozwali spojrzeć dość wrażliwym na swoim punkcie nastolatkom, z dystansem i przymrużeniem oka na siebie i różne, spotykające ich sytuacje. Cieszę się, że powstał bohater, który bez zadęcia i moralizatorstwa odbija na kartach książki ich zachowanie. Mam nadzieję, że takie książki nie tylko zachęcą do czytania, ale przy okazji do krytycznego spojrzenia na samych siebie. Nawet jeżeli opowieści o Tomaszu Niefarcie nie skłonią nastolatków do refleksji to z pewnością wywołają u nich uśmiech.



grudnia 27, 2021

"Dziewczyna z gór. Śniegi" Małgorzata Warda

"Dziewczyna z gór. Śniegi" Małgorzata Warda

Ofiara porwania, Nadia, po wielu latach decyduje się ujawnić policji swoją tożsamość. W wyniku tego następuje ciąg dramatycznych zdarzeń.

Śnieżna burza pogrąża w chaosie górskie miasteczko, utrudniając prowadzenie śledztwa, a w tym czasie wychowywana poza światem Nadia wraca do cywilizacji. Tam musi stawić czoła mediom i policji. Pojawiają się wątpliwości, czy jest ofiarą porwania, czy może od lat świadomie kieruje własnym losem.

Porywacz pozostaje nieuchwytny. Pojawiające się tropy sugerują jego śmierć, ale czy Jakub na pewno nie żyje? I kim właściwie jest? Przestępcą czy może człowiekiem, który w końcu nauczył się kochać?

Z pozoru oczywiste oceny przestają być jednoznaczne, a ludzkie emocje zdają się nie podlegać zasadom winy i kary.


Po co autorka po trzech latach wraca do książki i pisze dalsze losy bohaterów? Nie wiem. Nie rozgryzłam tego, drugi tom nie dał mi, niestety, odpowiedzi na te pytania. 

UWAGA, możliwe spoilery!

"Dziewczyna z gór. Śniegi" to ciąg dalszy opowieści o Nadii, porwanej w wieku 11 lat dziewczynce. Teraz - 15 lat później - jest ona już dorosłą kobietą, która miała wiele okazji i możliwości, by uciec od swojego porywacza. Dlaczego tego nie zrobiła? Jak odnalazła się w nowo-starej rzeczywistości? Jak zareagowali jej rodzice? Autorka bardzo pobieżnie odnosi się do tych pytań. Druga część nie wnosi niczego nowego do historii Nadii, nie jest żadną wartością dodaną. Jak dla mnie, jest zupełnie niepotrzebnym zapełnieniem kartek historyjkami, które bezrefleksyjnie czytamy, by dowiedzieć się, że czeka nas jeszcze tom trzeci.
 
"Śniegi" to pewne wybrane, pourywane retrospekcje życia w górach z porywaczem; sytuacje, które się wydarzyły, a które niczego do opowiadanej historii nie wnoszą, niektóre są powtórzeniami, inne doprecyzowują obraz 'normalnego' życia Jakuba i Nadii. Małgorzata Warda oprócz ww. opisuje poszukiwania Jakuba, jego próby przeżycia oraz obecną sytuację Nadii. Niestety, jest to tak lakoniczne i pozbawione jakiejkolwiek głębi, że przez powieść się płynie bez głębszych rozważań czy refleksji. To, co w pierwszym tomie było siłą, czyli zmuszenie czytelnika do zmierzenia się z sumieniem, tutaj w ogóle nie ma miejsca. Dziecko wraca po wielu latach do domu, a w powieści, w zachowaniu bohaterów tego nie widać i nie czuć.


Zastanawiam się, po co właściwie powstał drugi tom? Pierwszy był genialny, stawiał pytania, drugi jest dla mnie o niczym. Mamy tutaj płytką relację rodzinną - autorka w zasadzie w ogóle nie podjęła się próby psychologizacji postaci. Bohaterowie są płytcy, nierealni, są bytami na papierze, którzy nie wzbudzają emocji. To, co mogło być atutem drugiego tomu, próba wniknięcia w głowy rodziców, ukazanie ich emocji, tutaj w ogóle nie ma miejsca. Zarówno matka, jak i ojczym są w tle. Niby ważni, ale jakby ich w ogóle nie było. Na dodatek, autorka nie powstrzymała się przed schematycznym, przewidywalnym, znanym z każdej nudnej obyczajówki romansem głównej bohaterki. 

Dla mnie ta książka to rozczarowanie, strata czasu i trochę odarcie pierwszego tomu z jej największych pozytywów. Żałuję, że autorka wróciła do "Dziewczyny z gór". Dobre rzeczy lepiej zostawić, a nie na siłę je ulepszać, czy na kanwie sukcesu tworzyć kolejne, które przeważnie są gorsze i psują obraz całości.

grudnia 19, 2021

"Wielka księga Mikołajka" Goscinny&Sempe

"Wielka księga Mikołajka" Goscinny&Sempe

Cały świat Mikołajka i jego kumpli w księdze pełnej niespodzianek!

Otwórzcie okienka i klapki, żeby odkryć blaski i cienie burzliwego życia Mikołajka i wszystkich jego kumpli: Alcesta, który ciągle je, Ananiasza pupilka naszej Pani, Gotfryda, który ma strasznie bogatego tatę i dom z basem, czy Euzebiusza, który lubi dawać w nos, ale tylko kolegom.

"Wielka księga Mikołajka" to zbiór krótkich zabawnych sytuacji, dowcipów, humoresek, żartobliwych tekstów, dopełnianych niepodrabialną kreską Sempe. 

Urok najnowszej odsłony przygód Mikołajka polega na niespodziankach, które kryją się na praktycznie każdej stronie tej jakże starannie wydanej książki. Mamy tu okienka do uchylenia, drzwi do otwarcia, kopertę do zajrzenia, zasłony i jeszcze mnóstwo innych zakamarków, których odkrywanie sprawi fanom Mikołajka wiele radości. Sytuacje zamieszczone w "Wielkiej księdze Mikołajka" są znane z wcześniejszych przygód chłopaka, dla dzieci, które go nie znają mogą się wydać dziwne, nieśmieszne, czy nieciekawe. Dla nich sugeruję podrzucenie pierwszej książki przygó Mikołajka. 

Jeżeli znacie małego (lub dużego😉) fana przygód tego zabawnego łobuziaka z Francji, to z pewnością warto rozważyć w ramach prezentu dla niego tę właśnie książkę ☺️ 

grudnia 14, 2021

"Hunter" L.J. Shen

"Hunter"  L.J. Shen

Hunter to pierwszy tom serii Boston Bells L.J. Shen. Poznaj dwoje nieustraszonych łowców i dowiedz się, które z nich zwycięży!

Sailor miała w życiu jeden jasny cel – i znajdował się ON na samym środku tarczy strzelniczej. Ciężka praca i skupienie dały jej wymarzoną szansę na wyjazd na olimpiadę, gdzie jej łucznicze umiejętności zostałyby zauważone i docenione. Jednak aby osiągnąć to, co zaplanowała, nie może sobie pozwolić na rozproszenie uwagi. A to oznacza: żadnych imprez, żadnych zobowiązań i przede wszystkim – żadnych chłopców. Dlatego propozycja, którą złożył jej znany playboy i dziedzic rodzinnej fortuny, całkowicie ją zaskoczyła. W zamian za sponsorowanie jej kampanii i wsparcie kariery miałaby zamieszkać z nim na najbliższe pół roku. Tylko dlaczego niemal dorosły mężczyzna miałby potrzebować niani? I czemu upiera się, że musi nią być właśnie Sailor?

Hunter również nie jest zachwycony tym pomysłem. Czeka go sześć miesięcy czyśćca. To jego jedyna szansa na udowodnienie ojcu, że potrafi zachowywać się dorośle i odpowiedzialnie, oraz na zachowanie należnego mu dziedzictwa. Tak oto najbardziej zepsuty, rozpustny i zblazowany chłopak w Bostonie ląduje w jednym mieszkaniu z bezkompromisową, upartą i nieustępliwą Sailor. Hunter nawet nie przypuszczał, jak trudno będzie mu dotrzymać wszystkich warunków kontraktu.


Jak głosi powyższa notka wydawcy, szykuje się kolejny tom serii, w której ukazał się "Hunter". Dla mnie jednak pierwszy będzie jednocześnie ostatnim. Mój umysł, moje oczy, moje poczucie literackiej estetyki nie przyjmą więcej tego, co otrzymałam od autorki na łamach "Huntera". 

Powieść zaczyna się sceną, po której byłam pewna, że więcej tej książki nie otworzę. Zaczęło się jak w najgorszym koszmarze sceną, w której Hunter, obudzony przez kolegów wkłada magiczny paluszek w kobietą. Paluszek jest magiczny bo ledwo to robi, a kobieta wije się z rozkoszy. Druga kobiecina, która także skusiła się na naszego tytułowego bohatera w tym samym czasie - nie potrzebuje paluszka. Wystarczy jej... noga. Tak, kochani, kobiecina zadowala się na nodze Huntera. Mamy dwie szczęśliwe za jednym zamachem. Co ma takiego w sobie nasz bohater, że kobiety są chętne, zwarte - czy raczej rozwarte - i gotowe ledwo obok nich przejdzie? Nie wiem. Nie odkryłam tego na żadnej z 414 stron.

Nie będę rozpisywała się o fabule bo jest tak prosta i schematyczna jak konstrukcja cepa. Facet - półbóg, zaliczający wszystko co się rusza. Dziewczyna - nie chcem, ale muszem się z nim zadawać, ale szybko, oczywiście, zmiana na chcem. Mogłabym zrozumieć konstrukcję bohaterów, gdyby napisał ją facet, tutaj jakoś trudno mi zaakceptować stworzenie takich bohaterów przez kobietę. Rzekłabym nawet, że to szkodliwy obraz, które młode dziewczyny niech czytają przez palce albo wcale. Oczywiście obraz zblazowanego typa, którego ze wszystkich opresji ratują pieniądze rodziców miał być przykrywką jego wewnętrznych, emocjonalnych problemów, braku opieki i ciepła rodzinnego bla bla bla.


Myślałam, że nie przeczytam już gorszej książki niż "Gordian" Melissy Darwood, a tu niespodzianka, poziom ten sam osiągnięty. Dla mnie to kolejny tani porn z kobietami, które wychodzą na głupie i łatwe, a facet to myślący kasa i przyrodzeniem machomen. Jakiś pozytyw na koniec? Całkiem przystojna okładka ;)

Czytajcie na swoją odpowiedzialność. Nie polecam.

grudnia 13, 2021

"Po drugiej stronie raju" Beata Zdziarska

"Po drugiej stronie raju" Beata Zdziarska
Ewa i Mateusz są małżeństwem, któremu nieźle się powodzi. Luksusowy apartament w centrum miasta, dwa samochody, dobra praca. Do szczęścia brakuje im właściwie tylko… szczęścia. Kiedy pewnego dnia postanawiają zawalczyć o nieco zetlałe uczucie między nimi, okazuje się, że los trzymał dla nich w zanadrzu coś, czego woleliby nigdy nie doświadczyć.


Powiem Wam, że wybierając do recenzji książkę Beaty Zdziarskiej nie spodziewałam się, że zrobi na mnie TAKIE wrażenie. Okładka i opis nie oddają dramatu, jaki rozgrywa się na kartach powieści "Po drugiej stronie". Dodatkowo książka napisana jest plastycznym językiem, z wydarzeniami, które niejednokrotnie zaskoczą, ale nada będę bardzo życiowe i autentyczne.

Bohaterami książki jest młode małżeństwo - Ewa i Mateusz. Ludzie po trzydziestce, spełniający się zawodowo, ona w korporacji, on w firmie budowlanej. Niestety, ich wzajemna relacja nie jest już tak satysfakcjonująca. Małżonkowie żyją razem, ale tak naprawdę tylko obok siebie. Ich uczucie się wypaliło, mają odmienne priorytety, zainteresowania, na dodatek nie dogadują się ze swoimi teściami. W takim życiowym rozkroku spada na nich nieszczęście. Okazuje się, że życie przygotowało dla nich dużo większy cios niż mogliby sobie to wyobrazić. Mateusz zaczyna chorować...

Powieść Beaty Zdziarskiej czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Autorka napisała naprawdę dobrą, życiową obyczajówkę, w której nie ma ani jednorożców, ani tęczy. Tutaj mamy życie w swojej brutalnej odmianie. Życie, które pozornie było dla bohaterów szczęśliwe, i które nagle się odwróciło. Zarówno Ewa, jak i Mateusz są tutaj bardzo dobrze nakreśleni. Każde z nich zmaga się z emocjami, niemocą, sumieniem. W tym momencie autorka wyprowadza z cienia rodziców oraz przyjaciół młodego małżeństwa, ciekawe postacie, które odegrają w powieści bardziej lub mniej istotną rolę. 


To, co mnie się podobało to fakt, że autorka nie ubarwia świata przedstawionego, nie wmawia, że będzie dobrze, trzyma się faktów, które nie zawsze czytelnikowi się podobają. Co więcej, nie ma tutaj także kryształowych bohaterów. Nie ma truizmu w stylu: cierpienie uszlachetnia, czy miłość pokona wszelkie przeszkody. Mamy za to trudne decyzje, walkę sumienia, wybory, które czytelnikowi mogą się nie spodobać, ale których nie może potępiać, bo nigdy nie wie, jak zachowałby się w danej sytuacji. Największym atutem powieści Beaty Zdziarskiej jest jej brutalna realność. 

Ciekawym zabiegiem jest oddanie narracji dwóm kobietom, Ewie i jej teściowej Zofii, co pozwala spojrzeć na życie bohaterów i późniejszy, rozgrywający się w nim dramat z dwóch różnych perspektyw. 
POLECAM!

Trudna to była obyczajówka, pełna moralnych wątpliwości i walki sumienia, ale przez to też bardzo ciekawa. Naprawdę nie mogłam się od niej oderwać dopóki nie skończyłam. 
Polecam!
Ocena: 9/10

grudnia 04, 2021

"Podróże Julki i Krzysia. Zamki Polski Południowej" Marek Marcinowski

"Podróże Julki i Krzysia. Zamki Polski Południowej" Marek Marcinowski

Akwarium w suficie, sekretne przejścia, podziemne tunele czy legendarne skarby – o tym wszystkim, a także o innych skrywanych przez zamki tajemnicach dowiedzą się Julka i Krzyś podczas swojej wakacyjnej podróży. Daj się porwać przygodzie i razem z bohaterami poznaj historyczne perełki leżące na terenie Polski!

Marek Marcinowski to autor, który porwał nas już w kosmos oraz zwrócił naszą uwagę na problem zanieczyszczenia Ziemi. Tym razem, autor zabrał nas w fascynującą podróż po zamkach Polski Południowej. Naszymi przewodnikami w tej wyprawie są rodzice dwójki bystrych, rezolutnych i ciekawych świata dzieci - Julki i Krzysia, którzy usłyszawszy propozycję wycieczki krajoznawczej tropem zamków i ich tajemnic, bez wahania wyrazili zgodę.

Wsiadamy więc do samochodu i jedziemy...

Julka i Krzyś, jak chyba wszystkie dzieci, uwielbiają tajemnice i przygody, ale też szybko się nudzą, dlatego Marek Marcinowski przekazuje ciekawostki o zamku, w którym w danej chwili się znajdują, nie zanudzając małych czytelników długimi opisami. Krótko, zwięźle, acz treściwie przekazuje najważniejsze informacje i legendy, które mogą zainteresować dzieciaki. 

"Podróże Julki i Krzysia. Zamki Polski Południowej" to książka, która może stać się swoistym przewodnikiem oraz drogowskazem, wskazującym ciekawe miejsca na mapie naszego pięknego i chyba nadal niedocenianego kraju. Może warto rozważyć podróż śladami książkowych bohaterów?Wszyscy wiemy, jak wielki walor edukacyjny mają wszelkie wycieczki i podróże. Z pewnością taka forma nauki jest przez dzieci nie tylko akceptowalna, ale i pożądana, a gdy dołożymy do tego sekrety kryjące się w murach zamków, tajemnice i niewyjaśnione zjawiska z nimi związane to chyba mamy przepis na udane wakacje. 

Niezaprzeczalnym walorem książki Marka Marcinowskiego jest to, iż pomaga rozbudzić w dzieciach ciekawość naszym pięknym krajem, co mam nadzieję, będzie procentowało chęcią poznania kolejnych interesujących miejsc i historii z nimi związanych. 

listopada 30, 2021

"Ostatni lot" Julie Clark

"Ostatni lot" Julie Clark

Dwie kobiety. Dwa loty. Jedyna szansa, żeby zniknąć.



Claire Cook wiedzie idealne życie u boku Rory’ego, wspaniałego męża. Związek z zamożnym politykiem, luksusowe mieszkanie na Manhattanie i żadnych powodów do zmartwień. Ale to tylko pozory. Za zamkniętymi drzwiami ich domu nic nie jest takie, jak się wydaje. Apodyktyczny mąż nie potrafi zapanować nad swoim wybuchowym charakterem i wyładowuje agresję na żonie, a armia jego lojalnych pracowników śledzi każdy ruch Claire. I choć Rory kontroluje żonę przez całą dobę, to nie wie, że Claire od miesięcy planuje ucieczkę.


Podróż służbowa, w którą Claire ma się udać sama, to dla niej niepowtarzalna szansa, by wreszcie uwolnić się od męża psychopaty. Na lotnisku w jednym z barów kobieta przypadkowo spotyka Evę, z równą determinacją próbującą zerwać z przeszłością. Strach i pragnienie ucieczki są tak silne, że dwie nieznajome kobiety podejmują spontaniczną decyzję, która na zawsze odmieni ich życie. Zdesperowane postanawiają wymienić się kartami pokładowymi: Claire poleci jako Eva do Oakland, a Eva do Portoryko jako Claire. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i nikt nie odkryje prawdy, zostawią przeszłość za sobą i zaczną nowe życie.


Kiedy po wylądowaniu w Oakland Claire dowiaduje się o katastrofie lotniczej z udziałem samolotu lecącego do Portoryko, ma w głowie mętlik. Eva wspomniała, że jest pogrążoną w żałobie wdową i nikt nawet nie zainteresuje się jej zniknięciem. Czy to nie idealna okazja, by przejąć tożsamość tragicznie zmarłej kobiety i bezpowrotnie zostawić za sobą przeszłość? Claire nie wie jednak, że Eva ją okłamała, a życie, o którym opowiadała, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.


Odkąd zobaczyłam zapowiedzi bardzo chciałam ją przeczytać. Jak przeczytałam różne recenzje chciałam jeszcze bardziej. W końcu do mnie trafiła i jak to bywa, rzeczywistość nie do końca sprostała moim oczekiwaniom. To, co jako pierwsze mi się nasuwa po lekturze "Ostatniego lotu", to brak napięcia, który towarzyszy najlepszym thrillerom. Dla mnie to była thrillerowata obyczajówka. Oczywiście ma w sobie elementy, które często występują w thrillerach, jednak patrząc całościowo, nie nazwałabym jej tak. 

Wydarzenia w książce dotyczą Claire i Evy, których los splata na lotnisku, w momencie gdy obie szukają sposobu na 'zniknięcie'. Fabuła toczy się dwutorowo, w dwóch płaszczyznach czasowych. Historia Evy dzieje się w przeszłości, natomiast Claire w teraźniejszości. Cała książka to opis życia zarówno jednej, jak i drugiej kobiety. Claire to bogata żona polityka o dwóch twarzach. Eva to samotniczka z wyboru, której życie i sposób zarabiania na niego nie należą do najbezpieczniejszych. O jej tajemnice odkrywamy stopniowo wraz z  Claire, która z braku lepszego rozwiązania trafia do jej mieszkania.
Fabuła wraz z rozwojem sytuacji i kolejnymi stronami książki robi się przewidywalna. Napięcie (jeżeli jakiekolwiek było) opadło. Kolejne wydarzenia nie robiły na mnie wrażenia. Nie działo się nic, czego nie można było się domyślić - może poza jednym, ale w zasadzie niewiele znaczącym dla całej historii. "Ostatni lot" to tak naprawdę historia obyczajowa dwóch doświadczonych przez życie, zdanych tylko na siebie kobiet, które szukają dla siebie ratunku. To opowieść o niesprawiedliwości, przemocy w małżeństwie, pozorach. 

Moje oczekiwania nie zostały zaspokojone, a Wasze? Czytaliście "Ostatni lot"?  

listopada 26, 2021

"Okrutna siostra" Karen Dionne

"Okrutna siostra" Karen Dionne

Spektakularny powrót autorki bestsellera Córka Króla Moczarów.

Dwa pokolenia sióstr. Niewybaczalna zbrodnia. Sekret, który może zniszczyć rodzinę.

Zbrodnia z przeszłości zaważyła na życiu dwudziestosześcioletniej Rachel Cunningham, która od piętnastu lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Ma luki w pamięci i wini siebie za śmierć rodziców. Gdy na światło dzienne wychodzą nowe szczegóły dotyczące zabójstwa, Rachel decyduje się wrócić do domu i tam znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Co tak naprawdę wydarzyło się tego feralnego dnia? Jakie tajemnice kryje dom na moczarach?


Karen Dionne to autorka fenomenalnego thrillera psychologicznego "Córka króla moczarów", jednej z najlepszych książek, jakie przeczytałam. Nic więc dziwnego, że z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po najnowszą książkę autorki "Okrutna siostra". Początkowo, tuż po przeczytaniu książki, byłam rozczarowana. Przewidywalna, przewidywalna, przewidywalna. Chyba dobrze, że nie napisałam swojej opinii od razu, a piszę ją dopiero teraz, gdyż po czasie przychodzi mi do głowy więcej plusów i zalet.

Zacznijmy od bohaterów. Pierwszą poznajemy Rachel, która od piętnastu lat z własnej woli przebywa w szpitalu psychiatrycznym, przekonana, że w dzieciństwie zabiła swoją matkę. Problem w tym, że śmierć ta została uznana za rozszerzone samobójstwo i to jej ojciec wg śledczych zabił matkę, a następnie siebie. Fabuła toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwszą narrację prowadzi Rachel, która po piętnastu latach dowiaduje się, że naprawdę nie mogła zabić swojej matki. Wypisuje się ze szpitala i wraca do rodzinnego domu odkryć, co się tam tak naprawdę stało. Druga narracja jest prowadzona przez matkę Rachel - Jenny. Cofamy się do przeszłości i poznajemy młode małżeństwo w obliczu tragedii, która wydarzyła się w ich domu. Tragedia ta ma drugie dno i jest ono związane z  pierwszą córką, a siostrą Rachel. 

Autorka prowadzi fabułę niespiesznie. Nie ma tu gwałtownych zwrotów akcji. Wszystko prowadzone jest jak po sznureczku, powoli prowadząc do środka kłębuszka. W zasadzie sam tytuł już jest niezwykle sugestywny. Mnie mocno uwierała przewidywalność kolejnych wydarzeń, brak niespodzianek i jakiegoś efektu wow, chociażby w zakończeniu. Tutaj najważniejszy jest klimat i obserwacja dziecka niezwykłego, dla którego nie ma ratunku, którego zachowanie prowadzi do jednego rozwiązania. Atmosfera powieści, tragizm sytuacji kochających rodziców i postać ciotki, która chyba sprawiła największe zaskoczenie to niewątpliwe plusy "Okrutnej siostry". Natomiast pewnym minusem, który podczas czytania zgrzytał mi dość mocno było wprowadzenie elementów fantastycznych, pewnych zjawisk nadprzyrodzonych - wg mnie zupełnie niepotrzebnych. 
"Okrutna siostra" to thriller ciekawy przez podjęty temat psychopatii, natomiast porównując go do "Córki króla moczarów" to postawiłabym go o dwie półki niżej. 
Zachęcam do lektury, być może znajdziecie w niej więcej plusów niż ja. Miłej lektury!
Ocena: 6-/10

listopada 23, 2021

"Prosto w serce" Jolanta Kosowska

"Prosto w serce" Jolanta Kosowska

Życie Hani przypomina najpiękniejszą romantyczną opowieść. Młoda kobieta właśnie kończy studia i rozpoczyna przygotowania do ślubu. Planowanie wspólnego życia, nowa, wymarzona praca i otaczająca ją miłość sprawiają, że nie potrzeba jej do szczęścia niczego więcej. Pewnego dnia jednak bajka się kończy – podczas przyjęcia Hania nagle mdleje, a diagnoza lekarska rozwiewa wszelkie nadzieje na to, że uda jej się żyć tak samo, jak do tej pory. Najbardziej bolesny cios padnie jednak niepodziewanie z zupełnie innej strony…
„Prosto w serce” to poruszająca historia o nieprzewidywalności uczuć, trudnych życiowych wyborach i ich jeszcze trudniejszych konsekwencjach. To podróż przez pełną niezwykłych barw, smaków i dźwięków Prowansję, w której rzeczywistość co chwila miesza się z fikcją. Nocne kluby, namiętne tańce, zaskakujące oświadczyny i wyjątkowy ślub. A wszystko po to, żeby odgonić mary przeszłości i… znów uwierzyć w miłość!


Jolanta Kosowska jest autorką, która trafiła do mojego serca książką "Niepamięć" - Intrygująca dwoistość fabuły łącząca kryminał z dramatem, której centrum stanowi kobieta. Świetne stopniowanie napięcia, zaskakujący finał, bohaterowie 'z krwi i kości'. Powieść ta jest jedną z lepszych, jakie w życiu przeczytałam, dlatego zawsze będę ją polecała. Inne książki, które przeczytałam to: 
Jedno autorce trzeba przyznać, obok jej książek nie można przejść obojętnie. Tak jest również z powieścią "Prosto w serce" - zaczęłam czytać i przepadłam. Takie obyczajówki chcę i lubię czytać. 

Fabuła jest prosta. Młodzi ludzie, szaleńczo w sobie zakochani, szykują się do ślubu. Do ceremonii zostają dwa tygodnie, suknia wisi już w szafie, ale Pan Młody pod wpływem pewnych zdarzeń zmienia zdanie. To jak przeżywa i jak radzi sobie w nowej rzeczywistości Hania jest sednem powieści "Prosto w serce".  

Jolanta Kosowska, jak zwykle, stworzyła powieść, której centrum stanowi postać kobieca, jej emocje, jej próba ułożenia sobie życia. Twarda, choć krucha, silna choć smutna. Aura jaka unosi się wokół postaci Hani, magnetyzm, który ją spowija, niewymuszony wdzięk, liryczność powodują, że trudno się w niej nie 'zakochać'. Spod pióra autorki słowa wychodzą niewymuszenie, nadając powieści niepowtarzalną i niepodrabialną otoczkę, która powoduje, że czytanie jej powieści jest samą przyjemnością, nawet jak opowiadają o trudnych sprawach.
"Prosto w serce" opowiada o złamanym sercu, które po wyleczeniu jest gotowe znowu pokochać, oraz o czającym się w ukryciu niebezpieczeństwie, niewiadomej, która w jednej chwili może zabrać całe nowo-zbudowane życie. Wątek choroby Hani jest nakreślony pobieżnie, jest dodatkiem, ale dobrym, delikatnym cieniem, które wisi przez całą powieść nad bohaterką, którą zdążyliśmy polubić.

Jolanta Kosowska stworzyła piękną opowieść o zranionej kobiecie, która powoli buduje swoje życie na nowo w skąpanej w słońcu Prowansji.
POLECAM!
Ocena: 8/10

listopada 20, 2021

"Terapia" Klaudia Muniak

"Terapia" Klaudia Muniak

Luiza pracuje jako sekretarka w warszawskim biurze. Szef świetnie ją traktuje, znakomicie uzupełniają się w pracy. Jednak demony przeszłości nie pozwalają jej żyć normalnie. Aby się z nimi uporać, postanawia wybrać się w podróż do Dębicy. Zatrzymuje się w hotelu i chce rozliczyć się z przeszłością. Jej plan jest bezwzględny. Tuż po powrocie dociera do niej informacja o znalezieniu zwłok jej przyjaciółki ze szkolnych lat, która na jej liście zemsty była numerem jeden.

Szymon, z którym Luiza zaczęła się niedawno spotykać, wydawał się tym jedynym. Do czasu, kiedy staje się wobec niej agresywny. Luiza ucieka do domku pod Warszawą, który okazuje się pozornym schronieniem. Kobieta po raz kolejny pada ofiarą przemocy. Gdy granica między rzeczywistością a wytworami wyobraźni coraz bardziej się zaciera, jej szaleństwo osiąga punkt kulminacyjny.


"Terapia" to thriller medyczny, który pokazuje swoje prawdziwe oblicze dopiero w drugiej połowie książki. Niestety, do tego momentu jest mocno przegadany przez Luizę, główną bohaterkę najnowszej powieści Klaudii Muniak.

Luiza sprawia wrażenie kobiety stabilnej, choć skrywającej pewne tajemnice. Nie spieszy jej się do zawierania znajomości, czy spędzania czasu w gronie przyjaciół, których w zasadzie, zdaje się nie mieć. Wydarzenia z przeszłości mają na Luizę cały czas wpływ, a kolczyki i blizny dobitnie świadczą o tym, że nie były to błahe sytuacje. Ciekawa wygląda relacja Luizy, czy raczej symbioza z szefem, który jest w stosunku do niej bardzo opiekuńczy i długo nie wiemy dlaczego tak się dzieje. Niestety, kreacja bohaterów jest powierzchowna. Brakuje im głębi, i to nawet gdy wiemy już dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej. 

Ponad połowa powieści wiedzie nas przez monologi wewnętrzne bohaterki i mało znaczące wydarzenia. Nie będę ukrywała, że mnie one nudziły. Zagłębianie się w głowę i myśli kobiety było w pewnym momencie już irytujące. Autorka do granic możliwości przeciągnęła akcje wprowadzające. Długo czekałam na jakieś mocniejsze uderzenie ze strony fabuły, a otrzymywałam kolejne wynurzenia Luizy. 
Dopiero po ponad połowie książki mamy twist, mamy akcję, mamy ruch na kartach historii. Wiemy skąd tytuł, wiemy czemu szef choć taki bliski i opiekuńczy w stosunku do Luizy nie jest zainteresowany związkiem z nią. Wiemy, po co męczyliśmy wcześniejszą połowę opowieści. Tutaj autorka zaskoczyła mnie pozytywnie. Nie bała się postawić sprawy na ostrzu noża i wybrać rozwiązanie wręcz szokujące. Na końcu wszystkie elementy zyskują logiczne wyjaśnienie, a sam pomysł i jego wykonanie nabierają sensu. Zakończenie majstersztyk! BRAWO za odwagę.

Musicie przekonać się sami, czy chcecie przemęczyć połowę książki, by dowiedzieć się o co w niej tak naprawdę chodziło.
Ocena: -6/10

listopada 16, 2021

"Ulica Noel" Richard Paul Evans

"Ulica Noel" Richard Paul Evans

Czasami potrzeba ciemności, żeby ukazało się nasze światło.

Spotykają się na życiowym zakręcie, kiedy obydwoje stracili już wiarę, że coś dobrego może im się przydarzyć. Elle samotnie wychowuje synka, pracuje na dwie zmiany w przydrożnym barze i ledwo wiąże koniec z końcem. William dopiero co zamieszkał w ich miasteczku i od razu wzbudza zainteresowanie wszystkich swoim nietypowym zachowaniem.
Los splata ich ścieżki w zaskakujący sposób. On pomaga jej otworzyć się na uczucia, a ona wspiera go w walce z demonami przeszłości.

Elle zaczyna się zastanawiać, czy ich spotkanie na pewno było przypadkowe. I czy to możliwe, że William zna prawdę o najtrudniejszym okresie w jej życiu.

Czy rodzące się uczucie da im szansę na nowy początek?


"Ulica Noel" to powieść świąteczna tocząca się w Stanach Zjednoczonych, tuż po wojnie wietnamskiej. Elle to samotna matka, której mąż-żołnierz zginął, a rodzice dowiedziawszy się, że ich wnuk będzie czarnoskóry, wyrzekli się jej. Schronienie i pomoc znajduje w przydrożnym barze, w którym zaczyna pracować jako kelnerka. Nie jest jej łatwo, synek Elle to jedyny czarnoskóry obywatel miasteczka, w którym mieszkają. Doskwiera im także chroniczny brak pieniędzy, gdyż pensja kelnerki na niewiele wystarcza. Mają za to ogrom wzajemnej miłości i przyjaciół, na których mogą polegać w każdej sytuacji.

Pewnego dnia poznają Williama, z którym mimo początkowego nieporozumienia szybko znajdują wspólny język. Oboje są życiowymi rozbitkami, którym trudno jest nawiązać bliższe relacje. Każde z nich nosi na sercu blizny, które pod wpływem nowego uczucia powoli przestają tak boleć. Nie jest jednak różowo. William nosi w sobie tajemnice, która nie pozwalają mu na całkowite otwarcie serca i duszy.
Powieść Richarda Paula Evansa napisana jest bardzo lekkim stylem, z wyczuciem i smakiem. Chociaż treściowo nie powinna być 'przyjemna', to jednak taka jest. "Ulica Noel" to bajka dla dorosłych, która ogrzewa i pokazuje, że niezbadane są ludzkie drogi. Nigdy nie wiadomo z kim zetknie nas los i jak potoczy się nasze dalsze życie. To także opowieść o wybaczeniu i próbie zrozumienia bliskich osób, które swoimi decyzjami tak bardzo zraniły. Moje serducho w powieści skradł najmłodszy bohater, synek Elle - błyskotliwy, rezolutny chłopczyk, który jest siłą napędową matki i takim uroczym promyczkiem całej powieści.
Polecam
Ocena: 7/10

Z cyklu Seria z Noel ukazała się także powieść "Świąteczny nieznajomy", zapraszam do zapoznania się z jej recenzją.



listopada 12, 2021

"Wybaczam ci" Remigiusz Mróz

"Wybaczam ci" Remigiusz Mróz


Ina Kobryn prowadzi spokojne, uporządkowane życie. Spełnia się w pracy, wraz z mężem stara się o dziecko i właściwie nie ma powodów do zmartwień. Wszystko zmienia się, gdy pewnej nocy siada przed laptopem i dostrzega, że mąż nie wylogował się ze swojego konta na Facebooku. Jej wzrok pada na krótką wiadomość o treści „wybaczam ci”, pochodzącą od nieznajomej dziewczyny.

Bagatelizuje sprawę, ale gdy budzi się rano, okazuje się, że nadawczyni popełniła samobójstwo na samym środku placu Konstytucji w Warszawie. Ina stara się odnaleźć wiadomość, ta jednak znika bez śladu. Mąż zaś twierdzi, że nie ma pojęcia, kim jest dziewczyna, która odebrała sobie życie, ani co stało się z wiadomością.

Ina zaczyna odkrywać, że to nie jedyna tajemnica, którą ukrywał przed nią partner…


Ma człowiek kilka książek do zrecenzowania. Ten człowiek sam je wybrał, cieszył się, kiedy przyszły. I tak sobie leżą i czekają na chwilę wolnego. Pech chce, że człowiek pracuje w bibliotece... i trach, przychodzą nowości. Pracować z zamkniętymi oczami się nie da, więc z pracy wychodzi z książką nadprogramową. W końcu, można zerknąć w autobusie, a nuż będzie beznadziejna i kłopot z głowy. Nie jest. Droga się kończy, a człowiek żałuję, że musi wysiadać.

Kolacja zjedzona, a myśli krążą wokół "Wybacz mi". Autor jest sprytny. Nie kończy rozdziałów tak, że można odłożyć książkę na później. Nie da się. Trzeba czytać. Zdarzenia ciekawe, humor postaci przedni - ups - chyba jest noc, trzeba iść spać. 

Poranek, śniadanie, książka, autobus. Hmmm droga jakby krótsza niż zwykle

Wieczór, noc, północ - przeczytane. No Panie Mróz, brawo. Takie zakończenia to ja lubię 😁

A teraz trochę bardziej merytorycznie.

Remigiusz Mróz stworzył klasyczny thriller, w którym rozwiązanie jednych tajemnic ciągnie za sobą następne, a często te niby rozwiązane, nie do końca takie się okazują. Osią "Wybaczam ci" jest wiadomość, którą dostaje mąż głównej bohaterki, a której treść jest tytułem powieści. Mąż, oczywiście, wypiera się znajomości z młodą śliczną dziewczyną, która notabene, tej samej nocy ginie, po czym sam zapada się pod ziemię. Ina odkrywa, że wszystko wokół jej męża było pisane palcem po wodzie, ale nie poddaje się, a twardo podąża za kolejnymi tajemnicami, w czym dzielnie towarzyszy jej chłopak siostry. 

Największym minusem powieści była dla mnie naiwna postać głównej bohaterki, czyli Iny. Wiadomo, że bez tego nie powstałaby powieść, niemniej jej postawa w stosunku do męża była dla mnie przesadnie poprawna. Nie wiem, czy w normalnym życiu zdarzyłaby się taka anielska żona, która mimo odkrywania coraz to nowych kłamstw, nadal tak wiernie obstawiałaby niewinność męża. Mało przekonywająco wypadł również wątek mafii wietnamskiej, takiej mało strasznej.
Książkę czyta się fenomenalnie szybko, ponieważ większość powieści to akcja - reakcja oraz dialogi - świetne! Ina i jej prawie-szwagier Gracjan to duet, którego rozmowy co chwilę wywoływały mój śmiech. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że tak dobrze będę się bawiła przy powieści p. Mroza. Totalny relaks i przyjemnie spędzony czas, z tajemnicami, które nie pozwalały mi oderwać się od książki. Zakończenie? Takie, jakie tygryski lubią najbardziej. Mam nadzieję, że autorowi nie przyjdzie do głowy pisanie kontynuacji;)

Polecam, mimo wspomnianych minusów :)

listopada 04, 2021

"Bal szalonych kobiet" Victoria Mas

"Bal szalonych kobiet" Victoria Mas

Jest rok 1885, Paryż, połowa Wielkiego Postu. Oto wyjątkowe doroczne wydarzenie. Śmietanka towarzyska oraz pacjentki szpitala psychiatrycznego Salpêtrière spotykają się na wielkiej maskaradzie. W parach i korowodach tańczą do melodii walców i polek. Wszystko to pod batutą neurologa Jean-Martina Charcota, gwiazdy francuskiej medycyny, od lat kierującego szpitalem. Szpitalem, w którym diagnozy stawiają wyłącznie mężczyźni, a który kobiety uważają za przedsionek piekła.

Wśród pacjentek szpitala jest Louise, osierocona przez rodziców czternastolatka, którą pewnego dnia wujek rzucił na łóżko i nie zważając na protesty, rozerwał jej spódnicę. Po kilku atakach paniki trafia do szpitala jako histeryczka. Dołącza do niej także Eugénie, która jest całkowicie zdrowa poza jedną „przypadłością” – widzi duchy zmarłych. Do szpitala zaciąga ją siłą ojciec, nieopatrznie wygadała się ze swoich zdolności spirytystycznych.

Jedynym sposobem, aby wydostać się z Salpêtrière, jest nakłonienie do pomocy oddziałowej pielęgniarek, Geneviève. I tak nadarza się znakomita okazja do ucieczki – bal kostiumowy. Jednak aby spełnić marzenia o wolności, oddziałowa będzie musiała złamać wszelkie zasady.
"Bal szalonych kobiet" to powieść o czasach trudnych, trudnych przede wszystkim dla kobiet. XIX-wieczny Paryż to miejsce, w którym KAŻDA, niezależnie od statusu i majątku kobieta mogła trafić do Salpetriere, osławionego szpitala psychiatrycznego. To tutaj mężowie, ojcowie, czyli mężczyźni przywozili swoje kobiety, które uznali za 'wariatki'. Powody umieszczenia w szpitalu były różne, główna bohaterka powieści Victorii Mas, została umieszczona w szpitalu przez ojca ze względu na mistycyzm - widzi i rozmawia z duchami. 

To, co jest najbardziej przerażające w tej książce to fakt jej autentyczności i bynajmniej nie mam tutaj na myśli mistycyzmu tylko traktowania kobiety jak ludzkiego podgatunku, z którym mężczyzna może zrobić, co chce bez żadnych konsekwencji. Victoria Mas bardzo dobrze pokazuje szpital, jako więzienie, jakim dla nich jest Salpetriere, ale także w opozycji do tego, jako azyl dla kobiet, które doznały zbyt wielu krzywd ze strony mężczyzn. Autorka idealnie przedstawia także dwoistość rzeczywistości, fakt, że jednego dnia można być wolnym, a drugiego stać się więźniem i z szanowanej osoby zostać okrzykniętym wariatem, szaleńcem. 

Duża część pacjentek paryskiego szpitala psychiatrycznego, zarówno w rzeczywistości, jak i w powieści, to tak naprawdę skrzywdzone, wykorzystane przez mężczyzn kobiety, które poddawane są eksperymentom medycznym, mającym im pomóc. To są czasy postępu w psychiatrii okupionego okrutnym wykorzystaniem i cierpieniem pacjentek. W książce autorka skupia się głównie na jednej metodzie leczenia, czyli na hipnozie, jeżeli jednak zagłębicie się w temat, czy chociażby sięgnięcie po genialną powieść "Runa" Very Buck zobaczycie, że to tylko ułamek z metod stosowanych w ówczesnych czasach. To, co robione histeryczkom, 'wariatkom', kobietom zamkniętym wbrew swej woli w Salpetriere jest dużo bardziej przerażająca, niż to pokazuje w swej książce Victoria Mas. Ona skupia się na konkretnej historii Eugene, która chce się ze szpitala wydostać, korzystając z dorocznego balu, w którym biorą udział pacjentki oraz śmietanka towarzyska Paryża. Korzystając ze swojego daru obmyśla plan ucieczki, w którym kluczową rolę ma odegrać siostra oddziałowa, opoka szpitala - Genevieve.
Historia zawarta w "Balu szalonych kobiet" jest intrygująca i wciągająca, żałuję, że brak w niej dogłębniejszego przybliżenia tematu ówczesnej psychiatrii i praktyk jakie miały miejsce w Salpetriere. Autorka co prawda obsadziła swoją historię postaciami historycznymi, ale dla mnie to było za mało.  Zdecydowanie bardziej podobała mi się wspomniana książka Very Buck, również poruszająca temat szpitala psychiatrycznego w Paryżu. 
Niemniej bardzo polecam ją Waszej uwadze.

października 25, 2021

Wywiad z Katarzyną Żwirełło, autorką książki "Nim padnie pierwszy strzał"

Wywiad z Katarzyną Żwirełło, autorką książki "Nim padnie pierwszy strzał"

Katarzyna Żwirełło
(pseud. Vera Eikon) - polska autorka urodzona w 1989 roku w Łodzi. Swoją przygodę z pisaniem zaczynała od najmłodszych lat, a jej debiutancka powieść ukazała się w 2011 roku, wydana w formie elektronicznej przez oficynę RW2010. Po raz pierwszy jej książka („Hydra pamiątek” 2015r.) trafiła do druku nakładem wyd. Sumptibus. Rok później „narodziła się” Vera Eikon - autorka powieści kryminalno-sensacyjnych.

Przez kilka lat mieszkała w Amsterdamie i tam rozpoczęła pracę nad swoją pierwszą serią kryminalną „Między prawami”. Po powrocie do kraju znalazła dla siebie miejsce w Warszawie, gdzie rozgrywa się akcja jej książek. Pośród aromatu kawy kreuje autentycznych bohaterów, snuje opowieści zapadające w pamięć i poruszające serce. W swoich powieściach pokazuje, że nawet w najciemniejszych momentach życia człowieka można rozpalić iskrę nadziei, wiary oraz miłości. Wyciszenie znajduje podczas górskich wędrówek, a skupienie na warszawskiej strzelnicy. Mama. Żona. Właścicielka psa.

Ulubione przedmioty: książka, różaniec, glock


Od premiery minął miesiąc, czy emocje już opadły?

W ogóle! Nadal czytelnicy zaskakują mnie opiniami o książce. Planujemy z wydawnictwem spotkania autorskie. Mam ogromny apetyt na dzielenie się opowiedzianą przeze mnie historią z jak największą liczbą wielbicieli mocnych wrażeń.

Książka zbiera pozytywne opinie i wysokie oceny, spodziewałaś się takiego sukcesu?

Zawsze staram się spodziewać dobrych rzeczy. Rozsądnie jest nie spodziewać się niczego, żeby nie zostać rozczarowanym, ale myślę też, że przyciągamy to, czego oczekujemy. Obiektywnie patrząc, wiedziałam, że jest to dobra książka, jednak nie spodziewałam się, że czytelnicy wyciągną z niej aż tyle smaczków, że tak ją docenią. Jestem za to niezmiernie wdzięczna.

Dlaczego nie zdecydowałaś się na nowego bohatera tylko wróciłaś do Berga?

Bardzo się związałam ze swoim bohaterem. Czułam też pewien niedosyt w sferze tego, co ukształtowało, utemperowało jego niezłomny charakter. Wiedziałam też, że zrobię niespodziankę jego wielbicielom.

Opowiedz o swojej inspiracji, jak doszło do napisania pierwszych zdań w powieści? 

Pierwsze zdania opisywały główną scenę książki. Moim początkowym zamysłem było napisanie książki jednoscenicznej, której akcja zajmie jeden dzień i odbędzie się w jednym miejscu. Zamierzałam poprzeplatać ją retrospekcjami z życia bohaterów. To był niezwykle inspirujący pomysł, który niestety szybko zweryfikowała rzeczywistość. Miałam wrażenie, że taka struktura za bardzo szarpała emocjami odbiorcy, za szybko ucinała momenty kulminacyjne. Przebudowałam ją więc na linearną i teraz ma ona więcej sensu oraz lepiej oddziałuje na wrażenia odbiorców.

Czy bohaterowie zostali zainspirowani rzeczywistymi ludźmi?

Są w tej książce elementy zainspirowane rzeczywistością, część z nich to nawet odwzorowanie prawdziwych wydarzeń, jednak bohaterowie są całkowicie fikcyjni.


Dlaczego "Nim padnie pierwszy strzał" to dzieło Katarzyny Żwirełło, a nie jak
wcześniej Very Eikon?

Mój pseudonim literacki działał czasami na moją niekorzyść. Nie kojarzono go z polską literaturą, co jest zrozumiałe, ale nie chciałam, żeby taki był efekt. Przedyskutowałam sprawę z wydawcą i taką podjęliśmy decyzję.

Towarzyszą Ci jakieś rytuały podczas pisania, czy po prostu siadasz i piszesz?

Raczej to drugie. Jeśli coś siedzi mi w głowie, to zapiszę to bez rytuałów. Przychodzi jednak taki moment, kiedy muszę wstać od klawiatury, by zaparzyć sobie kawę lub herbatę.

Masz już pomysł na kolejną książkę? A może ona już powstała?

Powstały już kolejne cztery, a piąta się pisze. Czekają je jeszcze zmiany redakcyjne. Pierwsza, którą szykuję dla czytelników, będzie rasowym kryminałem. Pobawimy się z zabójcą w kotka i myszkę.

A co Ty, jako czytelniczka lubisz czytać? Masz ulubiony gatunek literacki, ulubionego
autora?

Jestem czytelnikiem z gatunku mood-reader, czyli sięgam po to, na co aktualnie mam ochotę. Kryminał, thriller, klasyczna powieść, biografia, książka filozoficzna, duchowa… na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Do moich ulubionych autorów piszących kryminały zaliczają się Hakan Nesser, GK Chesterton, Agatha Christie.

Istnieje temat, którego wiesz, że nie poruszysz w swojej twórczości?

Nigdy nie wiadomo, o czym przyjdzie mi pisać! Czasami tematy znajdują pisarza, a nie odwrotnie. Nie chodzi mi jednak o to, że będę zmuszona poruszyć jakiś temat, tylko to, że trafię na coś, co niespodziewanie zacznie spędzać mi sen z powiek.

Czego Ci życzyć w związku z życiem zawodowym?

Powiększającego się grona czytelników oraz wytrwałości w branży literackiej. Tych dwóch nigdy nie jest za wiele.

I tego Ci serdecznie życzę!
Bardzo dziękuję za rozmowę.


A Waszej uwadze polecam strony autorki:


października 22, 2021

"Boginie" Alex Michaelides

"Boginie" Alex Michaelides

 Wszyscy skrywamy tajemnice, nawet przed sobą.



Dla Mariany Andros – terapeutki grupowej walczącej z własnymi demonami przeszłości – Cambridge to miejsce, gdzie poznała swojego męża. Dla jej siostrzenicy Zoe to tragiczna scena morderstwa jej najlepszej przyjaciółki. W murach uniwersytetu, gdzie ożywają wspomnienia, Mariana poznaje tajne stowarzyszenie młodych dziewczyn – Boginie. Jego członkinie są wstrząśnięte zabójstwem jednej z koleżanek. Grupa jest pod wpływem enigmatycznego profesora Edwarda Foski. Mariana jest pewna, że pomimo iż Foska ma alibi, to on jest sprawcą zabójstwa.


Obsesja Mariany na punkcie udowodnienia winy Fosce wymyka się spod kontroli, grożąc zniszczeniem jej wiarygodności, a także najbliższych relacji. Kobieta jest zdeterminowana, by powstrzymać zabójcę, nawet jeśli będzie ją to kosztowało wszystko – łącznie z własnym życiem.


Oczekiwania i nadzieje jakie pokładałam w najnowszej książce autora "Pacjentki" były płonne. Po lekturze zostało mi poczucie całkowitego zawodu. Nie znalazłam w niej żadnego punktu, wątku, bohatera, który byłby dla mnie interesujący.

Główną bohaterką, która próbuje rozwikłać tajemnicę śmierci przyjaciółki swojej siostrzenicy Zoe jest Marianna. Terapeutka, która sama powinna zasiąść na leżance u jakiego psychologa, bo ewidentnie nie radzi sobie z życiem po śmierci męża. Początek opowieści był obiecujący - poznajemy Marianne w pracy, poznajemy jej pacjentów, tworzy się pewna tajemnicza atmosfera, która mija wraz z wyjazdem bohaterki do Cambridge, w którym rozegrała się wspomniana wcześniej tragedia. 

Autor bardzo dużo czasu poświęcił 'boginiom', nudnym, monotonnym, powtarzającym się wspomnieniom mitologicznych bogiń, które w książce odzwierciedlało grono wybranych studentek, zrzeszonych wokół młodego profesora Fosci. Zafiksowanie Marianny na próbach udowodnienia winy profesora mocno mnie irytowała, zresztą całe zachowanie kobiety było irytujące i wręcz błagało o wprowadzenie jakiegoś zrównoważonego bohatera, który wprowadziłby do fabuły trochę zdroworozsądkowości. 
Nie można odmówić "Boginiom" pewnej filmowości. Myślę, że ta historia odnalazłaby się na dużym ekranie, na którym plastyczność opisów, a także nadanie bohaterom aktorskich twarzy uczyniłaby z niej ciekawszy produkt niż sama książka. Dla mnie dochodzenie do prawdy przez terapeutkę potrzebującą terapeuty było zbyt naiwne, wątek bogiń - naiwno-nudny, wyjaśnienie nie warte męczenia się z całą książką. 

Wszyscy, bądź prawie wszyscy zachwyceni są zakończeniem, które wymyślił autor. Faktycznie, trzeba przyznać, że trudno jest się go domyślić. Mnie nie przyszło do głowy, ale czy było logiczne? Raczej chodziło o stworzenie czegoś kontrowersyjnego, co czytelnik zapamięta. Podejrzewam, że spore grono osób za miesiąc nie będzie pamiętało kto w ogóle był bohaterem książki i co się w niej stało, ale zapamięta zakończenie.
Ocena: 5/10

października 19, 2021

"Czytam i decyduję. Przygoda w kanałach" Izabela Michta

"Czytam i decyduję. Przygoda w kanałach" Izabela Michta


Oprawa twarda
Stron: 64
Premiera: 29 września
Wiek: 6+

Antek zgubił cenny breloczek – prezent od Walusia, swojego najbliższego przyjaciela. By go odnaleźć, udaje się do kanałów. Kogo tam spotka? Jakie przeżyje przygody? Czy odzyska zgubę? I jak ta sytuacja wpłynie na przyjaźń chłopców?
Czytam i decyduję to seria o wielu liniach fabularnych. O tym, jak potoczą się przygody rodzeństwa Zosi i Antka, zadecyduje czytające dziecko. Przy ponownym czytaniu bohaterowie mogą trafić w nowe miejsca, spotkać inne osoby, a historia może zakończyć się zupełnie inaczej.
Czytając i decydując, dzieci nie tylko przeżywają przygody wspólnie z Zosią i Antkiem, lecz także poznają konsekwencje własnych wyborów.


Antek to młody, bystry, chłopak, który pewnego dnia gubi prezent od najlepszego przyjaciela Walusia. Prezentem jest breloczek: srebrna kostka, która wpada do kratki ściekowej. Antek staje przed kłopotem i ogromnym dylematem - co zrobić? Jak odzyskać utracony skarb?

Książka Izabeli Michty niesie ze sobą wiele rozwiązań i wiele możliwości. To opowieść z nieliniową fabułą, w której czytelnik decyduje, jak postąpi bohater bajki. Wyboru należy dokonać spośród dwóch przedstawionych możliwych rozwiązań. Każda podjęta decyzja niesie ze sobą konsekwencje... i kolejne możliwości kolejnych wyborów. "Przygoda w kanałach" przekazuje władzę nad fabułą dzieciom, które mogą czytać książkę wielokrotnie, zmieniając w niej wcześniej podjęte decyzje.

Pod względem wizualnym książce nie można niczego zarzucić. Twarda okładka chroni przed uszkodzeniami, a kolorowa czcionka pomaga nie zagubić się w opowieści. Ilustracje w książce - duże i kolorowe są uzupełnieniem treści, jej integralną częścią. Tekst przeplata się z kolorowymi rysunkami, obrazującymi tekst bajki. 


Czytam i decyduję to bardzo ciekawa propozycja dla młodych czytelników, wprowadzająca swoiste novum w świat książek dla dzieci. Oddaje ona losy bohaterów w ręce czytającego, na niego, cedując dalsze losy chłopca i konsekwencje podjętych decyzji. Moja córka nie mogła odłożyć książki dopóki nie wypróbowała wszystkich możliwych rozwiązań, bardzo jej się podobała możliwość współtworzenia historii. Polecam książkę do samodzielnego czytania dzieciom, bądź rodzicom czytającym swoim pociechom, którzy dzięki tej jednej bajce, za każdym razem będę odkrywali w niej nowe treści.

października 16, 2021

"Malwinka i Lusia. Skarb na końcu tęczy" Kasia Keller

"Malwinka i Lusia. Skarb na końcu tęczy" Kasia Keller

 Malwinka i Lusia wyruszają w kolejną podróż do świata wyobraźni!

Tym razem dziewczynka i alpaka udają się na drugą stronę tęczy. Czy rzeczywiście znajduje się tam prawdziwy skarb, a olbrzymów należy się bać? Przewodnikiem po tej części niesamowitego świata zostaje przypadkowo spotkany… skrzat Skarbek!

Takiego duetu jak Malwinka i Lusia nigdzie nie znajdziecie! Czterolatka dzięki swojej bogatej wyobraźni tworzy światy, w których przeżywa niezwykłe przygody. Jej towarzyszką jest Lusia – ukochana pluszowa alpaka. To dzięki niej, na co dzień nieśmiała i strachliwa dziewczynka, podejmuje zaskakujące wyzwania! Postać Malwinki pomoże najmłodszym dzieciom zaakceptować siebie i pokaże, że dzięki wyobraźni już tylko krok dzieli nas od niezwykłej przygody!

Każde z opowiadań o Malwince i Lusi to świetna okazja do poruszenia ważnych tematów. Świat wyobraźni sprawia, że trudne rzeczy stają się znacznie prostsze, a pozorne problemy rozwiązuje się tu znacznie szybciej.


Maliwnka i Lusia to bohaterki opowieści dla przedszkolaków, które stworzyła niezwykle utalentowana Kasia Keller. Autorka książki tworzy historie dla dzieci, nastolatków, a także dorosłych. Zawsze z wielką ciekawością i przyjemnością sięgam po jej książki, i jeszcze na żadnej się nie zawiodłam. Tak jest i tym razem. "Malwinka i Lusia. Skarb na końcu tęczy" to cudowne opowieści, okraszone wspaniałą dawką humoru dostosowaną do wieku małoletniego czytelnika oraz przygodami, które ogarnie i przeżyje wraz z Malwinką każdy mniejszy i większy przedszkolak.

"Malwinka i Lusia. Skarb na końcu tęczy" to druga opowieść o przygodach dziewczynki, której wyobraźnia jest nieograniczona. Tym razem rezolutna dziewczynka wraz z nieodłączną Lusią wybiorą się na drugi koniec tęczy, będą zmagały się ze złym dniem spowodowanym... okularami, a także poznają tajemniczą nową koleżankę. 

Życie Malwinki jest kolorowe, pełne przygód i niezwykle pasjonujące. To jej ciekawość i wyobraźnia pozwalają na niesamowite podróże, które odbywa z niezastąpioną maskotką, alpaką Lusią. Nie oznacza to jednak, że nie trapią jej problemy, owszem, trapią. Jak każdy młody człowiek i ciekawski przedszkolak napotyka na trudności, miewa kłopoty czy przytrafiają jej się przykrości Potrafi, jednak, sobie z nimi radzić - w końcu od czego jest wyobraźnia. To ona podsuwa różne rozwiązania i pozwala oderwać się od niemiłych myśli. 

Dla mnie przygody Malwinki to apoteoza wyobraźni. Autorka robi świetną robotę, przy okazji przypominając rodzicom, że wyobraźnię dziecka trzeba kształtować i dbać, by za szybko dzieci jej nie utraciły. Czytajmy im książki, które je zaciekawią i rozbudzą fantazję. Dajmy im materiały do cudownej zabawy, możliwość przeżywania przygód; czytajmy i przeżywajmy je razem z nimi. "Malwinka i Lusia" nadają się do tego idealnie. 

października 15, 2021

"Córka króla moczarów" Karen Dionne

"Córka króla moczarów" Karen Dionne

 "Jeżeli chcesz w tym roku przeczytać jeden thriller, niech to będzie Córka Króla Moczarów".

Clare Mackintosh, autorka Pozwolę ci odejść

"Córka Króla Moczarów jest tak dobra, jak dobry może być tylko thriller".
The New York


Tak, między innymi, była rekomendowana książka Karen Dionne "Córka Króla Moczarów". I powiem Wam, to prawda! Ten thriller to petarda. Wielopoziomowa, wielopłaszczyznowa opowieść, od której nie można się oderwać. Porywająca w swój subtelny sposób, wciągająca w zawiłości ludzkiego umysłu historia zniewolenia, ślepej miłości dziecka, wielowymiarowego postrzegania rzeczywistości. Majstersztyk wśród thrillerów psychologicznych, jeden z lepszych i ciekawszych jakie w życiu czytałam!

Znakomity thriller psychologiczny, połączenie „Dziewczyny z tatuażem” i „Pokoju”.
Jego bohaterką jest Helena Pelletier, która dorastała w całkowitym odosobnieniu w domku na trzęsawiskach na Górnym Półwyspie w amerykańskim stanie Michigan. Jej idolem i niedoścignionym wzorem jest ojciec, który nauczył ją polować, tropić i żyć na łonie natury. W końcu jednak dziewczyna zaczyna rozumieć, że z matką są w rzeczywistości na bagnach więzione, a ojciec kontroluje całe ich życie. Helena decyduje się na ucieczkę, dzięki czemu ojciec trafia do więzienia o zaostrzonym rygorze.
Helena układa sobie życie pod nowym nazwiskiem; nikt nie zna jej przeszłości. Kiedy po piętnastu latach ojciec ucieka z pilnie strzeżonego więzienia i ukrywa się na moczarach, kobieta wie, że tylko ona może go wytropić. I dopaść, zanim on dopadnie ją.

https://mediarodzina.pl/prod/1491/Corka-Krola-Moczarow

Ogromnym plusem powieści jest jej sugestywna narracja. Prowadzona w pierwszej osobie, przez kobietę, która urodziła się w niewoli, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Przeszłość, która ją dopadła, każe jej wrócić pamięcią do wydarzeń, które chciała wymazać ze swojej pamięci.

Helena Pelletier to żona i matka 2 dzieci, córeczek. Prowadzi własną działalność, tworząc naturalne dżemy, które sprzedaje w internecie oraz miejscowych sklepach. Trochę dzika, mająca problemy w kontaktach międzyludzkich, jednak bardzo kochająca zarówno męża jak i córeczki. Nikt, nawet oni, nie wiedzą jak tragiczną ma za sobą przeszłość. Wymyślona na potrzeby nowego życia tożsamość, nijak się ma do rzeczywistości. Helena jest córką uprowadzonej młodziutkiej dziewczyny oraz jej porywacza. Od urodzenia żyjąca na mokradłach, nie widząc innych ludzi, żyjąc dziko, z porywczym ojcem i zahukaną matką, nie zdaje sobie sprawy z dziwności i nietypowości takiego życia. Nie znając innego, nie wie, że może inne wieść.


Główna bohaterka jest osobą niezwykle fascynującą, genialnie sportretowaną przez Karen Dionne. W jednej osobie autorka pokazuje nam siłę manipulacji oraz krótkowzroczność i ufność dziecka. Helena widzi jak ojciec traktuje jej matkę, jego niestabilność emocjonalną, porywczość, odczuwa na własnej skórze, a mimo to potrafi on tak zmanipulować rzeczywistość, tak oddziaływać, że mimo wszystko pozostaje on w jej oczach istotą wręcz uwielbianą. To on pokazuje Helenie otaczający 'świat', to on uczy ją polować, tropić, przeżyć. To on jest zawsze obok. Matka to osoba, która jest w kuchni, ktoś nieważny, z którą nie odczuwa żadnej więzi. Dopiero późniejsze wydarzenia uświadamiają jej, że ta matka była i jest kimś ważnym, kimś kto po cichu pomagał, był obok... Ciężko jednak, nagle po 14 latach odrzucić wszystko w co się wierzyło, co się kochało, aby postąpić właściwie.

Opuszczam wzrok na ojca. Rozumiem, że robił okropne rzeczy. Mógłby odsiedzieć sto wyroków dożywocia, a i tak sprawiedliwości nie stałoby się zadość. Tamtej nocy był jednak tylko tatą, moim tatą.

Matka to kobieta pozbawiona nadziei, wypełniająca swoja rolę, cicha w swoim strachu, jest nam jej ogromnie żal, kiedy czytamy jak jest traktowana zarówno przez ojca jak i przez córkę. Tragizm sytuacji jest przytłaczający, czy jednak można winić dziecko, nie znające prawdy, że zachowuje się tak a nie inaczej? Dziecko to istota, która dopiero poznaje dobro i zło, to rodzice uczą je rozpoznawać i stawać po właściwej stronie, jeżeli więc od małego ma się złe wzorce to trudno wymagać by postępowało inaczej. Trzeba także pamiętać, że w świecie dziecka miłość do rodzica jest ogromna i ślepa. Kilka dobrych wydarzeń jest w stanie przysłonić całe codzienne zło, którego jest - często nieświadomym tego - świadkiem.


Autorka w tej ponad 300 stronicowej powieści porusza mnóstwo interesujących wątków, takich jak zniewolenie, postrzegania świata przez dziecko, humanitaryzm - czy śmierć może być aktem miłosierdzia(?), przypadkowość życia/fatum, skutki podjętych decyzji itd. 
Gorąco POLECAM!

Śmierć Łowcy nie jest jednak moją winą. Znalazł się w złym miejscu o niewłaściwym czasie, tak jak ktoś, kto ginie w wypadku drogowym, strzelaninie czy w samobójczym zamachu bombowym.

Ocena: 9+/10

października 11, 2021

"Schronisko w Podgórowie" Joanna Tekieli

"Schronisko w Podgórowie" Joanna Tekieli

Ewa i Mariusz to małżeństwo z prawie dwudziestoletnim stażem. W ich związek wkradła się rutyna, oboje mają wrażenie, że się od siebie oddalili. Pod wpływem znalezionego w sieci ogłoszenia decydują się na prawdziwą życiową rewolucję: sprzedają mieszkanie w mieście i kupują stare schronisko w maleńkiej miejscowości Podgórowo. Wydaje im się, że największą trudnością będzie przystosowanie się do nowych, dość surowych warunków życia oraz przedłużające się remonty, ale los szykuje dla nich wyzwania, których nie przewidzieli…

"Schronisko w Podgórowie" to życiowa opowieść o trudach codzienności, nieoczekiwanych zwrotach, radzeniu sobie z przeciwnościami. To także świetne przedstawienie silnej kobiety, która nie tylko się nie poddaje, ale która przez niesprzyjające wydarzenia staje się silniejsza. Mnie najnowsza powieść Joanny Tekieli przekonała. Mam nadzieję, że przekona i Was.

Powieść Joanny Tekieli to historia normalnej, zwykłej polskiej rodziny, która postanawia całkowicie zmienić swoje życie. Głównymi postaciami tej historii są Ewa i Mariusz - małżeństwo z długoletnim stażem oraz trójką dzieci. Mieszkają w niezbyt dużym mieszkaniu w mieście, powoli się od siebie oddalając. Widząc ogłoszenie o sprzedaży, w niezwykle okazyjnej cenie, domu, który był kiedyś górskim schroniskiem, Mariusz upatruje w tym szansę na odmianę swojego losu. Chce wyremontować dom i otworzyć agroturystykę. Do swojej wizji przekonuje wkrótce żonę. Remont i wizje sielskiego życia zbliżają małżonków...

... A przynajmniej tak wydaje się Ewie. 

Autorka doprowadziła w powieści do dwugłosu mężczyzny i kobiety, który pokazywał całkowicie odmienny - przez nich - odbiór rzeczywistości. Czytając miałam wrażenie, że dotykam życia prawdziwych ludzi. Mężczyzna, chcący uchodzić za samowystarczalnego nie przyznaje się do pożyczek i pomocy fachowców, kobieta, myśli, że wspólna praca i codzienne przebywanie ze sobą zbliża i niejako cementuje związek. Ile razy słyszeliście, że remont jest najlepszym sprawdzianem dla miłości i związku? Ja to słyszałam od każdego kto kiedykolwiek przeprowadzał generalny remont mieszkania, ba! Wiem to też po sobie;) W powieści "Schronisko w Podgórowie" remont doprowadza do (nie)oczekiwanych wydarzeń. Oczekiwanych, gdyż autorka daje fabułą do zrozumienia, co się wydarzy, ale nieoczekiwanych dla Ewy. 

To, co mnie urzekło w tej opowieści to mądrość bohaterki i prawdziwość jej zachowania. Autorka nie odziera Ewy z autentyczności, nie ubiera jej w pelerynę superbohaterki. Rzuca jej kłody pod nogi, z którymi ta musi sobie poradzić, a jednocześnie pozwala i dobrze opisuje emocje, które nią targają. W powieści mamy zawarte różne oblicza miłości, w tym miłości macierzyńskiej, tak do małych dzieci, jak i tych dorosłych. "Schronisko w Podgórowie" to opowieść o dojrzałości i jej braku, o odpowiedzialności i ucieczce od niej. To także opowieść o tym, że w życiu trzeba liczyć głównie na siebie, ale też pomagać i nie stronić od przyjmowania pomocy. 

Historia, którą stworzyła Joanna Tekieli jest niezwykle dojrzała; dojrzała i autentyczna. Mogłabym jeszcze wiele o niej napisać, gdyż zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, ale nie chcę odbierać Wam przyjemności z jej poznawania.
POLECAM, dajcie porwać się "Schronisku w Podgórowie"!
Ocena: 8+/10



Copyright © Femina domi , Blogger