czerwca 25, 2022

#opiniaOli. Nowe przygody Bolka i Lolka. Łowcy tajemnic

#opiniaOli. Nowe przygody Bolka i Lolka. Łowcy tajemnic

Bolek i Lolek to prawdziwi łowcy tajemnic!

Co kryje się we wnętrzu wielkiej jaskini nieopodal pola namiotowego? Czy na osiedlu grasują złodzieje
psów? Skąd wzięli się Indianie w samym środku miasta? Bolek i Lolek z zapałem podejmują się
rozwiązania każdej zagadki i zwykle wychodzi z tego niezła draka. Jednak dzięki szalonym pomysłom zawsze udaje im się uratować skórę.

Dobra zabawa gwarantowana!


W tym tomie chłopcy przeżywają przygody rodem z filmów science - fiction. Razem z Bolkiem i Lolkiem zostajemy czerwonoskórymi, budujemy kryjówkę czy wybieramy się do lasu. Okazuje się że lepiej jest spać w domu niż samemu na dworze, i że dobrze jest być przygotowanym na wszystko. Wspólnie także biwakujemy i szukamy psa pewnej pani...


Bardzo podobały mi się nowe przygody Bolka i Lolka. Nie mogłam się oderwać od czytania. Przeżywałam opisywane historie razem z bohaterami. Rekomenduję tę książkę także dorosłym czytelnikom bo podczas czytania na pewno przypomną sobie beztroski czas dzieciństwa. 
Polecam :)
Ocena: 9/10

czerwca 23, 2022

Jestem otchłanią - Donato Carrisi

Jestem otchłanią - Donato Carrisi
„Śmieci wyrzucane przez człowieka opowiadają jego prawdziwą historię. Bo, w przeciwieństwie do ludzi, śmieci nie kłamią”.

Sprzątający mężczyzna wie, że właśnie w tym, co ludzie wyrzucają, kryją się ich najgłębsze sekrety. A on umie interpretować każdy wyrzucony do kosza przedmiot. I potrafi je wykorzystywać do znajdowania swoich ofiar. Żyje zgodnie z utrwalonym rytmem, bo jedynie w ten sposób może pozostać niewidzialny, być cieniem na obrzeżach świata. Tylko w rzadkie, ale jakże pamiętne wieczory pozwala sobie na odstępstwa od swoich nawyków.
Wszystko zmienia się, gdy na widok tonącej dziewczynki nie może się oprzeć impulsowi i ratuje jej życie, a tym samym naraża się na to, że przestanie być niewidzialnym, oraz na gniew człowieka ukrywającego się za zielonymi drzwiami.
Największym jednak zagrożeniem jest to, że uratowana dziewczynka ściąga na niego uwagę kobiety, kto nie spocznie, dopóki nie wypełni swojej misji. I jest coraz bliżej.


Widząc najnowszą książkę Donato Carrisi wiedziałam, że prędzej, czy później ją przeczytam. Do dziś pamiętam wrażenie jakie wywarła na mnie genialna powieść "W labiryncie". Ona i "Pacjent" Fitzka to moje ulubione thrillery. Umiejętność odwrócenia fabuły tak, żeby pozostała logiczna, a jednocześnie absolutnie niespodziewana dla czytelnika to znak rozpoznawczy obu książek. Byłam bardzo ciekawa, jaka treść kryje się za tą charakterystyczną, przyciągającą wzrok okładką książki "Jestem otchłanią".

Tym razem, włoski autor, zabrał nas w emocjonalną podróż po smutnym dzieciństwie. Po dzieciństwie, które pozostawia ślad na całe życie. Traum z najmłodszych lat często nie da się zapomnieć, wymazanie ich z pamięci jest nie lada sztuką, raczej rzadko kończącą się pozytywnie. Często nasze doświadczenia z dzieciństwa definiują nas jako dorosłych. Tak było i tutaj. Główny bohater to postać wzbudzająca współczucie. Nie jest łatwo czytać o odrzuceniu przez matkę, o maltretowaniu... Nawet gdy autor otwiera coraz więcej mrocznych szufladek z życia bohatera trudno nam go potępiać. Stajemy się swoistymi świadkami rozwoju osobowości człowieka skrzywdzonego, jego przeistoczenie się w potwora, a mimo to, ciągle widzimy w nim ofiarę. 

Wraz z głównym bohaterem poznajemy też szereg postaci pobocznych, które mają wpływ na życie naszego sprzątającego mężczyzny, najważniejsi z nich to: dziewczynka z fioletowym kosmykiem oraz łowczyni much. Każda z nich powoli otwiera drzwi do swojego świata, który łączy się z życiem mężczyzny. Fakt, iż są to osoby bezimienne jest znamienny, wręcz symboliczny. Ofiary dorosłych, ofiary rówieśników, ofiary przypadków... Ofiara jest bezimienna, chociaż kryje w sobie mroczne, smutne, czy wręcz traumatyczne tajemnice. Emocje, które nami targają podczas lektury są prawdziwe, to one oraz umiejętności pisarskie autora powodują, że trudno jest się od książki oderwać. Mimo, że...


...podczas czytania wszystko wydaje się być dla nas jasne, logiczne i przewidywalne. Moc książki "Jestem otchłanią" kryje się w kreacji bohaterów i w powolnym łączeniu zależności między występującymi w niej postaciami. Puzzle początkowo zdają się nie mieć przed nami żadnych sekretów, skupiamy się na psychice bohaterów i ich historiach. Dajemy się uwieść prostocie fabuły, ponieść trudnym emocjom, współczuciu, by nagle otworzyć oczy ze zdziwienia, wrócić do przeczytanych zdań, aby sprawdzić, czy wszystko dobrze zrozumieliśmy. W końcu z podziwem kręcimy głową bo autor po raz kolejny zastosował plot twist, którego się nie spodziewaliśmy, który ma ręce i nogi, i który spowodował, że 'normalny' thriller, w którym główną rolę odgrywa krzywda dzieci okazał się bardzo dobry.

czerwca 19, 2022

Balsam, oliwka, a może mleczko?

Balsam, oliwka, a może mleczko?

Nie wiem, jak u Was, ale dla mnie czas letni to zmaganie z suchą skórą. Po zimnych miesiącach, być może ze starości🙈 moja skóra woła - NAWILŻAJ. Gdy kończy się zima sięgam więc po oliwkę, którą uwielbiam. Nakładana na jeszcze wilgotną skórę wspaniale nawilża. Skóra, wbrew pozorom, w ogóle się nie lepi. Oliwka szybko się wchłania, pozostawiając uczucie przyjemnego, miękkiego, ładnie pachnącego ciała. Gdy jednak przychodzi lato mam ochotę na mleczka, lub balsamy, których zapach delikatnie utrzymuje się na ciele dłuższy czas. Tutaj stawiam na kosmetyki pielęgnacyjne Avon, które mnie jak najbardziej satysfakcjonują zarówno działaniem, jak i ceną.

Ostatnio coraz częściej sięgam po balsamy, które mają swoje perfumowe odpowiedniki, jak np. balsam i perfum Attraction, o którym niedawno pisałam (perfumy Attraction), czy również przeze mnie lubiany Perceive. Można wtedy powiedzieć, że jestem wręcz otoczona swoim ulubionym zapachem;) Nie polecam tego codziennie, bo jednak możemy się nim znudzić ;)

Ciekawym wyborem są także balsamy brązujące. Niestety, ja powinnam unikać słońca, więc raczej nigdy nie cieszę się piękną, naturalną opalenizną, chyba, że złapaną przypadkowo. W swoim czasie sięgałam po balsamy i mleczka brązujące, ale nie byłam zadowolona. Trudno jest równomiernie nałożyć balsam, a co gorsza (gorsza dla mnie) zapach mnie odstręcza. Mam wrażenie, że wszystkie tego typu środki pachną tak samo intensywnie i po prostu brzydko. 

Natomiast ciekawszym pomysłem są balsamy rozświetlające, które bardzo delikatnie nadają skórze połysk, nie tracąc na innych właściwościach.

Oprócz balsamów do wyboru mamy także mleczka, które na lato są odpowiedniejszym wyborem. Mleczka składają się przede wszystkim z wody i nawilżających substancji odżywczych, posiadają bardziej płynną, lżejszą konsystencję, która idealnie sprawdza się właśnie latem. Balsamy są cięższe i bardziej treściwe, a wybór odpowiedniego (wyszczuplające, regenerujące, na cellulit itd. itp.) może przyprawić o ból głowy. Pamiętajmy jednak, że najważniejsza jest po prostu pielęgnacja, a czym - czy to będzie oliwka, balsam, czy mleczko - to już nasz indywidualny wybór i preferencje :)


A czego Wy używacie latem? Macie swój ulubiony produkt, czy tak jak ja sięgacie po różne?

czerwca 17, 2022

Opowiedz mi swoją historię - Katarzyna Janus

Opowiedz mi swoją historię - Katarzyna Janus

Losy ludzkie, czasami najbardziej zaskakujące i dramatyczne, potrafią jednak mieć szczęśliwy finał, podobnie jak poplątane wstążki można rozplątać i ułożyć na swoim miejscu.

Matylda Wiśniewska jest psychologiem klinicznym i pracuje w szpitalu. Jednak los jej nie oszczędza. Jednego dnia dowiaduje się, że nie jest córką swojego ojca, a już następnego odchodzi od niej mąż. Kobieta ma wrażenie, że jej świat się wali. Natalia Krzyżanowska jest piękną dziewczyną, od dzieciństwa zakochaną z wzajemnością w koledze z klasy, Kajetanie. Tuż przed maturą okazuje się, że oboje zostaną rodzicami, na dodatek spodziewają się bliźniąt. Łącząca ich miłość okazuje się wyjątkowa. Tymczasem okrutny los nie daje młodym spokoju, Kajtek ginie w wypadku motocyklowym. Obie kobiety spotykają się w szpitalu…

Dawno nie czytałam książki, w której tyle by się działo - tutaj, niestety, to nie jest zaleta. 

Autorka włożyła w fabułę dużo, naprawdę dużo nieszczęść, nieszczęśliwych zdarzeń, problemów, trosk, przypadków. Miałam wrażenie, że każda strona przynosi kolejną 'bombę', co niestety szybko przestało robić wrażenie, a stało się groteskowe. Zastanawiałam się, co może przytrafić się bohaterom czego jeszcze autorka nie wykorzystała. Okazywało się, że w tej kwestii - naprawdę sporo - Katarzyna Janus potrafiła wymyślić.

Matylda, główna bohaterka książki jest psychologiem. W książce została przedstawiona jak osoba dająca sobą manipulować, wykorzystywać się i działać pod wpływem impulsu. W relacji z pewnym bohaterem była przedstawiona jak pensjonarka, a nie kobieta wykształcona, z bagażem doświadczeń, wiedzą itp. Absolutnie sprawdziło się w jej przypadku powiedzenie, że szewc bez butów chodzi. Niby psycholog, ale zupełnie nie potrafiący dojść ze sobą do ładu.

Ciekawszą i lepiej sportretowaną postacią była Natalia. Wywodząca się z patologicznej rodziny dziewczyna, co i rusz dostawała nie kamień, a głaz trosk i kłód rzucanych pod nogi. Zdecydowanie najbardziej doświadczona bohaterka. Chyba, że do postaci Magdy dodamy problemy jej faceta, wtedy się wyrównuje ;)


Bo oprócz kobiet, w książce byli i mężczyźni. Także ich autorka nie oszczędzała. Powiem tak, nikt w tej książce nie (ma)miał normalnego życia, nawet pewien 10-latek, którego autorka obdarzyła  zachowaniem i mentalnością 5-latka. Zachowanie w obliczu pewnych wydarzeń zupełnie nie pasowała do jego wieku. Dodam jeszcze, że wątek ten, (i nie tylko ten), nie doczekał się rozwinięcia i zakończenia.  Był taką kroplą, po której fabuła zaczęła być dla mnie śmieszna i groteskowa.

"Opowiedz mi swoją historię" to historia, strona po stronie zapisywana, przeróżnymi problemami. Spokojnie można by z nich stworzyć ze trzy, cztery, a nawet i pięć powieści. Bohaterowie to zlepek wad i zalet, bez rozwinięcia ich osobowości, motywów, głębszych opisów. Wszystko działo się na zasadzie: bach, bach, bach - koniec. Nie było nawet czasu, żeby kogoś polubić, czy się zirytować - chociaż, COFAM, postać Magdy wywoływała u mnie irytację ;) 

Czy tego oczekiwałam? Nie. Czy historia mnie usatysfakcjonowała? Nie. Czy wywołała emocje? Głównie uśmiech... politowania, poczucie straconego czasu i refleksję, że niestety, co za dużo to niezdrowo. Książkę polecam tym, którzy lubią szybko przeczytać i jeszcze szybciej zapomnieć. 

czerwca 09, 2022

Dopóki biegnę - Terri Blackstock

Dopóki biegnę - Terri Blackstock
Casey zna prawdę. Ale prawda jej nie uwolni.
DNA Casey Cox na miejscu zbrodni jest wszędzie. Nie ma sensu wyjaśniać wszystkiego policji – już kiedyś bardzo się na niej zawiodła. Musi uciec, zanim ją złapią… albo stanie się jeszcze coś gorszego. Prawda nie ma tu już żadnego znaczenia.

Ale jaka jest prawda? To pytanie dręczy Dylana Robertsa, naznaczonego zespołem stresu pourazowego i wyniszczonego przez wojnę kombatanta, wynajętego, by znaleźć Casey. Sprowadzenie kobiety może pomóc mu odżyć. Chociaż fakty na miejscu zbrodni wydają się mówić wszystko, to szczegóły zabójstwa są niespójne, a podejrzana nie pasuje do profilu mordercy. Ale czy ten zniekształcony obraz przypadkiem nie sprawił, że Dylan stał się nieobiektywny? Skoro Casey jest niewinna, to dlaczego ucieka?

Przyglądanie się jej przeszłości i obciążającym ją dowodom nasuwa sprzeczne wnioski: albo kobieta jest morderczynią-psychopatką, albo altruistyczną bohaterką…

Biblioteki mają jeden duży plus, przechadzając się między półkami mogła znaleźć prawdziwe czytelnicze perełki, bądź zupełnie nieznanych wcześniej autorów. "Dopóki biegnę..." Terri Blackstoct nie jest perełką, ale całkiem zgrabną i wciągającą opowieścią kryminalno-obyczajową.

Główna bohaterka, Casey, to młoda dziewczyna, która w dzieciństwie przeżyła śmierć ukochanego ojca, którą zakwalifikowano jako samobójstwo. Casey nie wierzy w to, czuje, że za jego śmiercią stały osoby trzecie. Na skutek tych wydarzeń przestała ufać policji. Gdy więc pewnego dnia znajduje swojego przyjaciela martwego wie, że musi uciekać, bo nikt nie uwierzy w jej niewinność. Jej śladem rusza wynajęty przez rodzinę Dylan...

Książka Terri Blackstock jest bardzo ciekawie skonstruowaną powieścią. Mamy w niej do czynienia z historią Casey - jej ucieczki, tajemniczą śmierć ojca, historię Dylana i jego poszukiwania Casey oraz dodatkowe zdarzenia, które przytrafiają się dziewczynie podczas ucieczki.
"Dopóki biegnę..." nie jest wybitną historią, ale na tyle ciekawą i wciągającą, że bardzo chętnie do niej wracałam. Mamy w niej wstawki (nie)wiary w Boga, wplecione tragiczną historię porwania oraz obraz nieustraszonej bohaterki, która pomoc innym stawia ponad swoje dobro. Wstawki opatrzności boskiej nie są nachalne, dla mnie było to ubogacenie fabuły bardzo rzadko stosowane w powieściach kryminalnych.

Książkę czyta się szybko; zwroty akcji i fakt, że bohaterowie są 'w drodze' sprawia, że ciągle coś się dzieje. Na pewno jest to bardzo dobra propozycja na niedziele balkonowe popołudnie, ale uprzedzam - to dopiero pierwsza część i ona nie daje nam wszystkich odpowiedzi ;) Mnie jednak to wystarczy, nie będę sięgała po kolejną, chyba że za jakiś czas. Jednak na pewno sięgnę po nowsze książki autorki, bo bardzo spodobał mi się jej styl pisania.

czerwca 02, 2022

Co się stało z Mirandą Huff - Javier Castillo

Co się stało z Mirandą Huff - Javier Castillo
Widzę Cię. Gdy był już tak blisko domku w Hidden Spring, że dostrzegł zapalone światła, Ryan odczytał SMS-a. Nie wiedział jeszcze, że to ostatnia wiadomość od Mirandy.

Małżeństwo scenarzystów z Los Angeles przechodzi poważny kryzys. Za namową terapeuty decydują się spędzić weekend z dala od cywilizacji. Mężczyzna dociera na miejsce i na podjeździe widzi zaparkowany samochód. W środku nikogo nie ma, w łazience ślady walki, a na podłodze plamy krwi. Gdzie jest Miranda? Gdy Ryan zgłasza policji zaginięcie żony, sprawy zaczynają się komplikować. Wkrótce nieopodal miejsca jej zniknięcia detektywi odnajdują zwłoki młodej kobiety. W tym samym czasie do redakcji „Los Angeles Times” trafia taśma filmowa, która miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Policja wznawia sprawę zaginięcia kobiety sprzed kilkunastu lat. Czy uda się odkryć, co łączy Paulę Hiks i Mirandę Huff? Czy za zniknięciem kobiet stoi ta sama osoba? I kto tak naprawdę jest ofiarą, a kto oprawcą?


Ona i on. Miłość i nienawiść. 
Miranda i Ryan to małżeństwo, które postanowiło zawalczyć o swój rozpadający się związek. Terapia ma im pomóc na nowo rozniecić płomień miłości. Za namową terapeuty postanawiają spędzić weekend z dala od cywilizacji aby spróbować naprawić swoją relację. Wszystko się komplikuje już pierwszego dnia, gdy Ryan zamiast żony zastaje w domku krew. Co się stało z jego żoną, Mirandą?

Powieść Javiera Castillo to naprzemienna relacja bieżących wydarzeń oraz retrospekcje. Historia opowiadana jest z perspektywy kilku osób, Ryana, Mirandy, ich przyjaciela James'a, którego historia, a właściwie tajemnica, okazuje się równie interesująca jak sprawa zaginięcia Mirandy, jest również tajemnicza sprawa tajemniczej kobiety, Pauli. 


"Co się stało z Mirandą Huff" to obraz małżeńskiej patologii, trochę przestroga uświadamiająca, że nigdy nie tak naprawdę nie wiemy, kim jest, albo kim się stanie druga osoba i to dotyczy tak samo małżonków, jak i przyjaciół. Autor dokonał ciekawego doboru problemów, który urozmaicał... kinem :)

Fabuła jest wciągająca, chociaż wydarzenia nie należą do tych wprawiających w osłupienie. Nie ma tu spektakularnych zaskoczeń, wszystko dzieje się logicznie i pewnych rzeczy spokojnie można się domyśleć. Niemniej napisana jest tak, że chce się czytać dalej i trudno się od niej oderwać. Krótkie rozdziały pisane z perspektywy różnych osób, retrospekcje, które dotyczą różnych wydarzeń oraz sekrety, które zaczynają wyglądać na światło dzienne w zupełności mnie, jako fankę thrillerów zaspokoiły. 



Copyright © Femina domi , Blogger