maja 16, 2021

"Człowiek, który wiedział za dużo. Dlaczego zginęli Jaroszewiczowie" Monika Góra

"Człowiek, który wiedział za dużo. Dlaczego zginęli Jaroszewiczowie" Monika Góra
Sierpień 2020 roku. Przed warszawskim sądem okręgowym rozpoczyna się proces oskarżonych o zabójstwo premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji Solskiej. Mają nimi być członkowie działającego w latach 90. gangu karateków z Radomia. Sprawa ma jednak drugie dno, a ustalenia policji i prokuratury wydają się niewiarygodne. Z domu Jaroszewiczów nie skradziono bowiem najcenniejszych przedmiotów. Jak wynika natomiast z sekcji zwłok, sprawcy przez długie godziny torturowali premiera, jednocześnie opatrując mu rany, zmieniając ubranie i podając leki. Niemal na pewno próbowali go zmusić do wyjawienia jakichś informacji.
Monika Góra szuka odpowiedzi na pytania, dlaczego przez wiele lat policja i prokuratura nie potrafiły wskazać winnych zbrodni. Jak to możliwe, że dopiero teraz na światło dzienne wychodzą fakty, które nigdy nie zostały ze sobą połączone? Czy kolejny raz przed oblicze sądu trafili ludzie, którzy nie popełnili tej zbrodni?

Reportaż Moniki Góry wciąga i niepokoi, brawurowo odsłaniając sprawy, które polskie elity przez dekady zamiatały pod dywan.


Niektóre prawdziwe historie przerażają bardziej niż fikcja…

I tak też było w przypadku tej książki. Zapewne większość z Was (ja również) jesteśmy za młodzi, by pamiętać, te czasy, więc pewnie spora część osób ominie ten tytuł, odpuści go. Po co czytać coś, co wydarzyło się przed naszymi urodzinami? A jednak ja Wam tę książkę polecam i to z dwóch powodów. Po pierwsze ta historia jest niezwykle ciekawa i niezwykle przerażająca. Jak to możliwe, że premier(!) i jego żona zostają bestialsko zamordowani w swoim własnym domu? Ludzie na szczycie władzy, jedni z najważniejszych w państwie, a jednak spotyka ich coś takiego? Co wiedzieli? Co ukrywali? Historia praktycznie nie do uwierzenia. A po drugie, bo ona ciągle trwa. Nie do uwierzenia jest fakt, że mamy 2020 rok i nadal nie jesteśmy pewni tego co się stało. Przed sądem stają ludzie oskarżeni o tę zbrodnię, ale chyba nikt nie wierzy, że to prawdziwi zbrodniarze. 

Piotr Jaroszewicz i jego żona zginęli w swojej willi. Nie zostali ograbieni, więc wątek rabunkowy od razu upada. On został uduszony, ona zastrzelona, ale nim do tego doszło premier Jaroszewicz był brutalnie torturowany. Ktoś mocno się natrudził aby się nad nim pastwić, ale jednocześnie od razu nie zabić. Czy to ma związek ze wspomnieniami, które premier spisywał, a których nigdy nie odnaleziono? A może ma z tym coś wspólnego żona premiera, którą wprost o udział w zbrodni oskarżył syn Jaroszewicza, ale w takim razie dlaczego sama też zginęła? Kto po tylu latach nadal nie chce, by prawda wyszła na jaw?

Monika Góra jest naszym przewodnikiem po historii Jaroszewiczów, toczącego się śledztwa i jego niejasności. Czytając, co i rusz, będziecie kręcić z niedowierzaniem głową. Autorka, opisując prawdę stworzyła kryminał i sensację w jednym. Prawdziwa historia, która przebija niejedną współczesną opowieść powstałą tylko i wyłącznie w wyobraźni pisarza. Monika Góra cofa się także do czasu przed podjęciem funkcji premiera przez Piotra Jaroszewicza. To są bardzo ważne informacje, bo pokazują macki władzy, która wznosi wybranego człowieka coraz wyżej, aż do spektakularnego upadku, a w tym przypadku brutalnej śmierci. Obraz przedstawiony przez Monikę Górę jest smutny. Prawda nie jest najważniejsza, a ci co powinni o nią walczyć, być bezstronni, też są pociągani tymi niewidzialnymi mackami. Smutny obraz naszego państwa, policji, prokuratury. Lata mijają a widoku na lepsze nie ma. Czy kiedyś dopiszemy zakończenie tej historii? Oby. Na jaw wychodzą nowe fakty, ale czy wystarczy determinacji? Pożyjemy, zobaczymy.
POLECAM.

maja 12, 2021

"Tomasz Niefart. Skazany na porażkę" Kasia Keller

"Tomasz Niefart. Skazany na porażkę" Kasia Keller

Myślisz, że Ty masz pecha? Przeczytaj historie z życia Tomka. Już sam fakt, że nazywa się Tomasz Niefart skazał go na porażkę… tak przynajmniej twierdzi sam Tomasz.

Te pełne humoru historie sprawią, że będziesz kibicować Tomkowi zarówno w szkole, w domu jak i podczas jego spotkań z przyjaciółmi. Wszystkie te przygody łączy wspólny mianownik – są totalną porażką naszego bohatera. Chłopiec, jak typowy nastolatek, odbiera każde niepowodzenie jako koniec świata i śmierć towarzyską.

Przekonaj się, czy rzeczywiście tak jest.


Tomasz Niefart, bohater najnowszej książki Kasi Keller, to NASTOLATEK z krwi, kości i emocji. Chłopak, dla którego opinia rówieśników odgrywa ogromną wręcz życiową sprawę, i który każde niepowodzenie mocno przeżywa. A ponieważ nazwisko ma dość niefartowne to na jego karb składa swojego życiowego 'pecha', wierząc, że inne dałoby mu lepszy start w życiu. 

Książka podzielona jest na kilkustronicowe rozdziały urozmaicane świetnymi, trochę komiksowymi ilustracjami. Każdy rozdział jest opowieścią o innym pechowym dniu, które idealnie ilustruje podejście do życia nastolatków. Moja córka, jeszcze nie nastolatka, czytając zastanawiała się, czemu on się tak wszystkim przejmuje? Co jest złego w tym, że posiada misia i koledzy się o tym fakcie dowiedzieli? Mam nadzieję, że za kilka lat będzie miała podobne podejście i dystans, którego naszemu Tomaszowi bardzo brakuje. 


Książka powstała z genialnej zabawy słowem: Tomasz Niefart - To masz niefart. I jest to zdanie, które nasz Tomek często słyszy od swoich kolegów: ty to masz niefart. Często oczywiście ten pech zdarza się na własne życzenie Tomasza, ale on woli zwalić je na przeznaczenie, bo czy Niefarta mogą spotykać dobre rzeczy? Kasia Keller idealnie odtwarza uczucia młodych ludzi dzięki czemu ta książka może im pomóc otworzyć oczy na pewne sprawy i nabrać niezbędnego do życia dystansu. Nie jest jednak zbiorem morałów. To zgrabnie napisana powieść z życia nastolatka, która rozbawi i młodszego i starszego czytelnika. 

Opowieści w książce są życiowe i zabawne. Scenki życia rodzinnego - jakby wyjęte z naszych domów - przedstawione zostały w bardzo przystępny, odpowiedni dla małoletniego czytelnika sposób. Niedługie rozdziały, śmieszne, komiksowe, czarno-białe ilustracje spowodują, że nawet zapalony antyczytacz da radę przebrnąć przez książkę Kasi Keller. Śmiem nawet twierdzić, że zrobi to z przyjemnością, i uśmiechem na ustach. Mnie, jako mamie i mamie nie-nastolatki bardzo przyjemnie  czytało się historie z życia Tomasza i jego rodzinki. Duży plus przyznaję autorce za umiejętność wejścia w skórę nastolatka oraz za ładną polszczyzną, a mimo to dostosowaną do wypowiedzi starszego dziecka. 
POLECAMY!

Pozostałe książki Kasi Keller dla starszych dzieci:

maja 09, 2021

Jak pomóc dziecku w powrocie do szkoły?

Jak pomóc dziecku w powrocie do szkoły?

Ponownie, w przeciągu ostatnich dwóch lat, zaczynamy wszystko od nowa. My - dorośli - mamy problem z powrotem do normalności, proszę sobie więc wyobrazić, jak ciężko muszą przeżywać to dzieci. Zadomowione i przystosowane do domowego kieratu i zdalnego nauczania po raz kolejny muszą zostawić swoją bezpieczną przestrzeń i wrócić na łono szkoły i klasy. Czy może wyjść z tego coś dobrego? Czy można ten proces przeżyć bezboleśnie? Jak pomóc dziecku ogarnąć nowo-starą rzeczywistość, i czy wiek ucznia ma w tej sytuacji jakieś znaczenia? 


1. 04 maja, po kolejnym lockdownie, do szkół wróciły najmłodsze dzieci. Czy możesz, Kasiu, nam - rodzicom - podpowiedzieć, w jaki sposób możemy pomóc dzieciom odnaleźć się i zmniejszyć ich stres związany z powrotem do szkół?

Najlepszym rozwiązaniem będzie pomóc im własnymi opowieściami - wyciągamy sytuacje z naszego życia, w których my odczuwaliśmy stres i opowiadamy o tym dziecko. Oczywiście trzeba pamiętać o kilku zasadach:

  • musi być to sytuacja w miarę prosta, żeby dziecko ją zrozumiało
  • najlepiej, aby była to sytuacja prawdziwa, do której będziemy wracać regularnie w opowieściach
  • musi kończyć się pozytywnym morałem, by dziecko wyciągało z niej naukę

Dla przykładu opowiem swoją historię, tą którą dzielę się z synem.

Byłam pracownikiem administracyjny, ale bardzo chciałam zacząć robić coś innego. Nadarzyła się okazja, aby prowadzić szkolenie. Niestety, nie miałam zbyt dużej wiedzy z zakresu tego, jak szkolić. Dostałam prezentację i kilka dni na przygotowanie się. Noc przed śniło mi się, że w trakcie szkolenia, przewróciłam się i złamałam nogę. Rano byłam okropnie przerażona, zestresowana, bałam się. Z jednej strony chciałam to zrobić, ale z drugiej strony wiedziałam, że nie dam rady. Usiadłam za komputerem i przeklikałam całą prezentację, odczytując tylko to, co było na slajdach. Ani razu się nie podniosłam. Gdy wszyscy wyszli z sali to po prostu stwierdziłam, że muszę coś z tym zrobić, że jeśli chcę prowadzić szkolenia to muszę nauczyć się wszystkiego od podstaw. W taki oto sposób dziś, już od 4 lat, non stop prowadzę szkolenia. Rozwinęłam się, poszłam na kursy, nie poddałam się! Poświęciłam mnóstwo swojej ciężkiej pracy, żeby dojść do tego momentu, w którym teraz jestem.

Jest to historia, która pokazuje, że ja - dorosła mama, również mogę się bać, mogę odczuwać stres, mogę odczuwać lęk i wszystkie te emocje we mnie będą, mimo to zmotywuję się, pójdę do przodu, żeby osiągnąć swój cel. To samo tłumaczę mojemu dziecku, że da sobie radę w życiu ze wszystkim, czego tylko zapragnie.


2. A jak poradzić sobie w sytuacji, gdy jednak dziecko wstaje rano i mówi, że nie chce iść do szkoły?

Jeśli dziecko rano wstaje i nie chce iść do szkoły to nie możemy mu w żadnej sposób tego odpuścić, niestety. Możemy spróbować w jakiś sposób złagodzić ten dzień. Ja, np. zaproponowałam mojemu dziecku, że w pierwszych tygodniach szkoły postaram się w każdym tygodniu RAZ odebrać go wcześniej ze szkoły. I tego się trzymamy.

Kolejną rzeczą jaką można zrobić to dać dziecku jakąś małą rzecz. Mnóstwo jest małych zabawek, które można wepchnąć do piórnika, żeby dziecko miało je zawsze przy sobie. Mój syn zabrał ze sobą 3 figurki super bohaterów, które będą przy nim jak nie będzie miał ochoty z nikim rozmawiać. Wtedy po prostu chwilę pobawi się tymi figurkami, będzie miał zajęcie. To co zabiera ze sobą z domu, w jakiś sposób psychicznie łączy go z tym domem, daje poczucie bezpieczeństwa.

Z pójścia do szkoły urządzić takie mini święto, w którym pozwalamy dziecku decydować, czyli - wieczorem pozwolimy mu zadecydować o ubraniach na następny dzień. Niech sobie wybierze jakąś rzecz typu czapkę, gumki do włosów albo spinki, coś takiego extra, czego na co dzień nie pozwalamy naszemu dziecku nosić, albo idźmy razem do sklepu i kupmy jakieś super odlotowe skarpety kolorowe i niech dziecko następnego dnia zabierze je do szkoły.

Następnie wymyślmy poranny rytuał. Niech dziecko zadecyduje co chce rano zrobić. Mój syn lubi rano wstać i posłuchać razem ze mną muzyki, którą sam wybiera. Czasami śpiewamy, czasami trochę tańczy, to zależy od tego jaki ma humor, ale to jest taki jego rytuał, który nastraja go na lepszy, bardziej pozytywny dzień.

Kolejną, bardzo ważną rzeczą w niwelowaniu stresu jest jedzenie. Jeśli dziecko nie lubi jeść w szkole, zadbajmy o to, żeby wstać wcześniej i wspólnie zjeść jakieś pyszne śniadanie. Jeśli nie lubi jeść w domu, a woli zjadać posiłek w szkole, to dajmy mu w tym pierwszym tygodniu albo przez pierwsze dwa tygodnie coś extra. Porzućmy wszystkie nasze nawyki, że dzieci powinny się odżywiać zdrowo. Jeśli twoje dziecko kocha pączki, kup mu te pączki. Kup mu dzisiaj, kup mu jutro i kup mu w piątek! Niech ma tych pączków przez cały tydzień 'po kokardę', ale niech się z nich ucieszy, niech ma ze sobą coś extra. Nie pozwalasz swojemu dziecku pić soków? One są tylko od święta? Zrób mu święto. Niech dziś do szkoły, wyjątkowo, zabierze sok. Coś innego, powodującego u niego odrobinę lepszy nastrój, dzięki czemu poczuje, że to jego pójście do szkoły jest dla nas takim drobnym świętem.

Kolejna rzecz - kontakt z nauczycielem. Możesz z nauczycielem porozmawiać, czy wysłać do niego wiadomość, na temat tego, że martwisz się, jak twoje dziecko poradzi sobie w szkole. Prosisz aby nauczyciel miał je na oku, a jeśli zauważy coś niepokojącego niech się z tobą skontaktuje. Rodzice mogą także zaproponować, na te najbliższe 2 miesiące szkoły, różne atrakcje. Za chwilę zrobi się ciepło i wiele atrakcji będzie dostępnych. Dzieci mogą wybrać się do kina, ZOO, teatru, zwiedzić miejskie parki, czy pójść do biblioteki. Jeśli wasz nauczyciel nie jest zbyt dobry w organizowaniu takich rzeczy spróbujcie zrobić to sami. Poszukajcie, jakie w okolicy są atrakcje, przygotujcie wszystko, dowiedzcie się i wyślijcie do nauczyciela gotową propozycję, może wtedy łatwiej będzie mu z niej skorzystać. Dzięki temu zapewni waszemu dziecku frajdę, a wtedy ono na pewno poczuje się lepiej, Nasze dzieci, po tylu miesiącach siedzenia w domu, naprawdę są żądne tych atrakcji, potrzebują ich, każdemu poprawiają humor.

Warto odpuścić sobie rozmawianie o ocenach. Dajmy dzieciom dwa, a nawet trzy tygodnie na zaklimatyzowanie się. Jeżeli dziecko nie nauczy się na czas tabliczki mnożenia, albo nie będzie mu tak sprawnie szło odejmowanie, naprawdę, nie przejmujmy się tym. Trudno, takie czasy nastały. Mamy całe lato, mamy mnóstwo miesięcy, żeby ten materiał nadrobić. Jeśli szkoła będzie się kończyła w tym roku i okaże się, że dziecko ma jakieś zaległości to będziemy nad tym myśleć później, będziemy pracować w domowych warunkach, w takich, w których nasze dziecko będzie się czuło komfortowo. Nie ma co na razie naciskać na oceny. Trzeba potraktować je z przymrużeniem oka i dać dziecku czas.

3. Jakie jeszcze mogą wystąpić problemy związane z powrotem do środowiska szkolnego i jak powinniśmy sobie z nimi radzić?

Na ten moment mogą się w szkole pojawić setki, jak nie tysiące problemów. Będą one najróżniejsze. To będzie rywalizacja między dziećmi, wyżywanie się na innych, bo jakieś dziecko będzie miało zły humor, przechwalanie się, kto, co ma i za ile.

Ja opowiadam mojemu dziecku o swoich życiowych sytuacjach. Ja też pracuję z ludźmi, których nie lubię, za którymi nie przepadam, i z którymi w życiu bym się nie zakolegowała. Wiadomo, muszę okazywać tym ludziom szacunek, ale absolutnie nie muszę się z nimi kolegować, nie muszę rozmawiać z nimi na tematy prywatne. Nauczyciel nigdy nie może zmusić dziecka do tego, żeby zakolegowało się z kimś, z kim tej więzi nie czuje i jej nie ma. Najlepiej jest na temat tych wszystkich sytuacji rozmawiać. I tu znów wrócę do storytellingu. Możemy opowiadać dzieciom, jakie NAM zdarzały się przypadki w szkole. Przypomnijcie sobie, jak to było kiedyś, czy nikt z was nigdy się nie śmiał? Na pewno się śmiał, bo ktoś miał ładniejsze buty, a ktoś brzydsze, ktoś miał prostsze zęby, a u kogoś wyglądały one inaczej. I sami nieraz byliśmy ofiarami szyderstw, więc rozmawiajmy z naszym dzieckiem, tłumaczmy mu, że nie ma się tym co przejmować. Trzeba znać swoją wartość, w dalszym ciągu dążyć do celu i szanować siebie.

Zawsze po rozmowie o czymś złym zapytajcie: a co było fajne? Co było miłe? Byliście na dworze? Pani śpiewała z wami piosenkę? Mieliście smaczny obiad w szkole? Dzieci się do siebie uśmiechały? Poznałeś kogoś nowego? Zawsze starajcie się wyciągać te pozytywy.

4. Czy stres/lęk jest odczuwany przez dzieci w różnym wieku tak samo, czy może ma on znaczenie i dzieci starsze lepiej sobie poradzą z kolejną zmianą w życiu? A może jest właśnie odwrotnie i to młodszym łatwiej będzie się ponownie dostosować?

Moim zdaniem nie ma różnicy, jeśli chodzi o wiek, a poziom stresu i poziom adaptacji. Każdy człowiek jest zupełnie inny i każdy człowiek inaczej do tego podchodzi - są tacy, których stres motywuje do działania i są tacy, których stres kompletnie paraliżuje i mogą dużo trudniej sobie z nim radzić. Trzeba próbować różnych metod, do skutku. Myślę, że w tym momencie każdy człowiek będzie miał problemy z powrotem do rzeczywistości niezależnie czy będzie miał 7 lat, czy 37. Mi będzie bardzo ciężko wrócić do pracy stacjonarnej po prawie roku pracy zdalnej.

Trzeba cały czas rozmawiać, cały czas obserwować dziecko i próbować być w stałym kontakcie z nauczycielem, tak żeby zauważyć pierwsze niepokojące objawy.

5. Jak rozmawiać z dziećmi, żeby chciały nam opowiedzieć o swoich lękach, emocjach, szkolnej rzeczywistości?

Bardzo ważnym elementem jest powrót dziecka do domu. Nie może być tak, że dziecko wróci, a rodzic usiądzie i zrobi mu przesłuchanie: a jak było? A rozmawiałeś z kimś? A bawiłeś się? A zjadłeś? A było ci ciepło? A było ci zimno? A było ci wygodnie? A pani, co mówiła? A co się działo? A co robiliście?

Nie, nie, nie! 

Pamiętajcie, że nasze dzieci z powodu stresu i z powodu zmiany jaka nastąpiła będą odczuwały fizyczne zmęczenie, więc rodzic ma obowiązek, aby zadbać przez pierwsze 2, 3 tygodnie - to będzie taki czas, kiedy organizm na nowo przyzwyczai się do funkcjonowania w innym środowisku - zadbać o to, żeby dzieci miały święty spokój po powrocie ze szkoły, mogły poleżeć, porobić coś, co je relaksuje. Nie pozwalasz zbyt często oglądać bajek swojemu dziecku? Zrób tym razem wyjątek Wymyśl sposób na relaks i regenerację sił fizycznych. Opowiadajcie historie, mówcie o tym, co wam się przydarzyło w ciągu dnia. Wtedy dziecko też się otworzy i też zacznie opowiadać o sobie. Ja opowiadam o każdym najdrobniejszym szczególe, np. o tym, że pani listonosz przyniosła dzisiaj list i psy strasznie szczekały. Dzięki temu moje dziecko rozumie, że ono też może opowiedzieć mi o wszystkim.

Zawsze między rodzicem a dzieckiem musi następować zasada wzajemności.


6. Na koniec powiedz jeszcze, ile może trwać ponowna adaptacja uczniów do środowiska szkolnego?

Myślę, że nie jesteśmy w stanie określić czasu, potrzebnego do adaptacji, ale wydaje mi się, że 3, 4 tygodnie to taki rozsądny czas, żeby przyzwyczaić się do nowych nawyków. Teoretycznie w naszym mózgu wszystkie połączenia jakie się tworzą, gdy wykonujemy kolejne rzeczy, stają się naszymi nawykami po ok. 21 dniach wykonywania tych rzeczy regularnie Możemy więc przyjąć, że po ok. miesiącu regularnego chodzenia do szkoły, gdy codziennie od poniedziałku do piątku będzie ta sama rutyna, powinien poczuć się pewniej, bardziej komfortowo, ale jak już wspomniałam, każdy jest inny.

Każdy człowiek ma inne potrzeby, jedni są typowymi domatorami, inni czują się jak ryba w wodzie w dużym towarzystwie i w otoczeniu innych ludzi. Także tu musimy obserwować dziecko i bardzo indywidualnie do tego podchodzić - absolutnie nie porównywać z innymi dziećmi, absolutnie w tym momencie nie naciskać na naukę, zadbać o to, żeby nasze dziecko czuło się dobrze, spokojnie, komfortowo. Pamiętać, żeby było ubrane w to co chce, jadło to co chce, mogło odpocząć po szkole, czuło się w naszym towarzystwie zrelaksowane. Jak trafi się gorszy dzień spokojnie opowiedzcie dziecku o tym, co się dzieje, kiedy to wam trafia się gorszy dzień. Każdy z nas tak ma.


Bardzo dziękuję Kasi za cenne informacje i porady. 
Mam nadzieję, że znajdziecie wśród nich inspiracje, które pomogą Wam i sprawią, że dziecięcy stres związany z powrotem do szkoły szybko stanie się przeszłością.

P.S. Jeżeli uważacie ten post za wartościowy to udostępnijcie go, może pomoże innym rodzicom :)

*zdjęcia: pixabay.com

maja 05, 2021

Maj na Instagramie

Maj na Instagramie

Kochani, dzisiaj chciałam polecić Wam dwie swoje akcje, które organizuję na Instagramie. Pierwsza wiąże się z nagrodami, a druga z zabawą i satysfakcją.


1. ROZDANIE

Maj jest dla mnie miesiącem wyjątkowym więc mam dla Was wyjątkowy konkurs.

Do wygrania jest komplet kosmetyków naturalnych marki UMAMI, wartości ok. 300zł, a do tego książka, którą możecie sobie sami wybrać. 

Zasady są banalnie proste, mam więc nadzieję, że weźmiecie udział. Serdecznie zapraszam!


2. @ksiazkoholik_pl

To mój nowy profil instagramowy, ALE jedyny w swoim rodzaju, bo łączący miłość do  książek i fotografii. Co miesiąc nowe wyzwanie fotograficzne dla ksiazkoholikow. Wystarczy zrobić zdjęcie, pasujące do tematu, dodać odpowiednie hasztagi i tym samym dać się zauważyć. Codziennie jest szansa na znalezienie się na tablicy książkoholika.


Pierwszym fotograficznym wyzwaniem jest temat: "MAJÓWKA KSIĄŻKOHOLIKA"
Od Was zależy jak je zrozumiecie i zinterpretujecie 😉
Jedyny warunek - na zdjęciu musi być książka/część książki/strona/czytnik itp.
oraz hasztagi
#ksiazkoholik_pl
#majksiazkoholika


Zapraszam Was serdecznie do jednego i drugiego wydarzenia :)

maja 04, 2021

"Bibliotekarka z Saint-Malo" Mario Escobar

"Bibliotekarka z Saint-Malo" Mario Escobar
Nowa powieść Maria Escobara, autora bestsellerów „Kołysanka z Auschwitz” i „Dzieci żółtej gwiazdy”.

Taki list mógł napisać tylko ktoś, kto kocha książki miłością bez granic.
Jocelyn Ferrec, bibliotekarka i pasjonatka literatury, boryka się z samotnością po tym, jak jej ukochany mąż Antoine wyruszył na front. Nie mija wiele czasu, kiedy kobieta staje w obliczu kolejnego dramatu. Latem 1940 roku do Saint-Malo wkraczają wojska niemieckie, a ich brutalne prześladowania mają dotyczyć także biblioteki, w której pracuje Jocelyn.

Niemiecki kapitan Hermann von Choltiz otrzymuje odgórny nakaz zniszczenia wszelkich wywrotowych książek w Saint-Malo. Utrudnia to fakt, że jest ON wielkim miłośnikiem literatury ze słabością do wspaniałej bibliotecznej kolekcji Jocelyn. Między tą dwójką nawiązuje się zupełnie nierealna przyjaźń. Książki ich łączą, jednak wojna dzieli.

Swoje przeżycia Jocelyn opisuje w liście do słynnego pisarza Marcela Zoli, którego książki zajmują szczególne miejsce w jej sercu i księgozbiorze. Rozpoczyna przepiękną korespondencję o przepełnionym tragicznym szaleństwem świecie, w którym zmuszona jest żyć, ale w którym miłość jest w stanie pokonać nawet wojnę.


Mario Escobar to pisarz, który dał się poznać polskim czytelnikom dwiema bardzo dobrze przyjętymi książkami: "Kołysanka z Auschwitz" oraz "Dzieci żółtej gwiazdy". Z wykształcenia jest historykiem specjalizującym się w historii najnowszej. Autor ogromnej ilości książek i artykułów na temat Inkwizycji, Reformacji i sekt religijnych. Mario Escobar jest także redaktorem "Nueva historia para el debate", oraz współpracownikiem "National Geographic Historia". "Bibliotekarka z Saint-Malo" to jego kolejne dzieło, które, jak sądzę, dorówna popularnością pozostałym.

Wraz z książką "Biblioterkarka z Saint-Malo" przenosimy się do francuskiego, tytułowego miasteczka Saint-Malo, w którym żyją Jocelyn oraz Antoine'a. Młode małżeństwo, które w drodze na miesiąc miodowy do Paryża dowiaduje się, że wojna już puka do ich drzwi. Po powrocie, Antoine, policjant, zostaje powołany do służby wojskowej, a do mieszkania małżonków, w którym pozostała Jocelyn zostaje zakwaterowany niemiecki oficer SS. 

Rzeczywistość przedstawiona przez Escobara nie jest tu tak dramatyczna jak w książkach przedstawiających codzienność wojenną np. w Polsce. Francja szybko się poddała, więc represje nie były tutaj tak dramatyczne jak w innych krajach Europy. Niemniej, na pewnie nie była to sielanka. Głód, wywózki Żydów, kolaboracja, ruch oporu, przesłuchania, zdrady - tutaj również miały miejsce i zostały dość dobrze odtworzone, Niemniej akcja skupia się wokół biblioteki. To co spędza sen z powiek głównej bohaterki to książki. Jocelyn jest bibliotekarką, kiedy dowiaduje się o liście książek zakazanych, które naziści chcą zniszczyć nie może się z tym pogodzić. Zniszczeniem ksiąg kieruje Herman von Choltiz, który staje się niejako aniołem stróżem kobiety. 


Powieść Marco Escobara czyta się bardzo dobrze, jest napisana pięknym językiem, zawiera mądre i przemyślne frazy, dla niektórych pewnie frazesy, które czytałam wielokrotnie, bo skłaniały mnie do przemyśleń. Wydarzenia zawarte w książce bywają zarówno dramatyczne, jak i pełne nadziei, choć miejscami i mało logiczne. Pokazują, że wróg może być przyjacielem, a sąsiad naszym 'katem'. Nie ma tu niczego odkrywczego, wszystko już było, a jednak bardzo dobrze i płynnie mi się ją czytało. Mam jedynie zastrzeżenia do pewnej naiwności zdarzeń. Miejscami autor mocno odpłynął od rzeczywistości.

To nie jest książka, która zmieni Wasze życie, którą będziecie tygodniami przeżywali, ale nie jest też stratą czasu. Jeżeli macie wolne popołudnie to możecie po nią sięgnąć i przenieść się do małego miasteczka, w którym bibliotekarka próbuje uratować swoją miłość - książki, pozostać uczciwą względem swoich uczuć, pomagać i walczyć z tymi, którzy rozpętali piekło na ziemi. 
Ocena: 6+/10



maja 01, 2021

"Bunt mas" José Ortega y Gasset

"Bunt mas" José Ortega y Gasset

 Jedno z najważniejszych dzieł myśli społecznej XX wieku

„Bunt mas” to książka ceniona przez psychologów i socjologów na całym świecie. Stanowi swoistą biblię na temat zachowań różnych ludzkich zbiorowości, a w szczególności ukazuje wizję autora na temat buntu, który ma oddzielić naszą epokę od całej wcześniejszej historii. Pozycja ta, której twórcą jest wybitny hiszpański filozof i pisarz, José Ortega y Gasset, nieustannie pozostaje jednym z najbardziej wpływowych dzieł XX wieku.

„Masy możemy zdefiniować jako zjawisko psychologiczne, nie musi to być koniecznie tłum złożony z indywidualnych jednostek.”


„Masy to ludzie przeciętni. W ten sposób to, co było jedynie ilością, tłumem, nabiera znaczenia jakościowego; staje się wspólną społeczną nijakością. Masy to zbiór ludzi nie wyróżniających się niczym od innych, będących jedynie powtórzeniem typu biologicznego”.


José Ortega y Gasset (1883-1955) − hiszpański filozof i autor książek. Absolwent Uniwersytetu Deusto (Deustuko Unibertsitatea) w Bilbao oraz Uniwersytetu Centralnego (La Universidad Central) w Madrycie. Studiował także w Niemczech, co wywarło duży wpływ na obrany przez niego później kierunek filozoficzny, który nazywano racjowitalizmem. Opiera się on przede wszystkim na racjonalnym sposobie poznania rzeczy, przy założeniu, że życie jednostkowe jest tylko fragmentem życia jako takiego. Dziś jako najważniejsze jego dzieło podaje się „Bunt mas”, które pomimo znacznego upływu czasu, odkąd zostało napisane, nie zestarzało się ani trochę.


Typ człowieka, o którym pisze hiszpański filozof - człowiek masy/masowy - to osoba, która niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest 'taki jak wszyscy'. Charakteryzuje się pospolitością, tym, że niczego od siebie nie wymaga, bo jest zadowolony z tego kim jest. 

„Masy to zbiór ludzi niewyróżniających się niczym od innych, będących jedynie powtórzeniem
typu biologicznego”.

Mimo, iż człowiek masy to człowiek inteligentny, posiadający sprawny umysł to zamyka się na wszelkie jego możliwości. Nie chce się wychylać. Zapatrzony i zasłuchany w konkretne slogany, puste słowa bezmyślnie je powtarza. Co gorsza, będąc dumnym ze swojej przeciętności wymaga jej od innych. Nie jest w stanie znieść osób wybitnych. Według hiszpańskiego filozofa Jose Ortegi y Gasset’a owa masa to wspomniana przeciętność, a „człowiek masy” przez swoją psychiczną budowę przypomina rozpieszczone dziecko, narzucające wszystkim wokół swoje „wrodzone barbarzyństwo”. Jego potrzeby duchowe sprowadzone są do minimum, za to gwałtownie wzrastają potrzeby materialne, co ostatecznie, jak prorokuje autor, doprowadzi do upadku moralnego.


O nadchodzącej władzy „człowieka masy” mówiło bardzo wielu pisarzy, w tym Aleksander Hercen i Fiodor Dostojewski. W Rosji spowodowało ono klęskę, załamanie się państwowości i dawnej kultury. Przyjście do władzy nowego typu człowieka towarzyszyło bezsensownym i bezlitosnym rosyjskim buntom. Polecam książkę Michaił Bułhakowa "Psie serce", w której możemy odnaleźć bohaterów, których można określić mianem "człowiek masy". Bułhakowa najbardziej interesowało starcie nowych jednostek z przedstawicielami tradycyjnej, wysokiej kultury, a także zachowanie tych przedstawicieli w nowej sytuacji, uwarunkowanej przez pojawienie się „masowego człowieka” z jego agresywną postawą
w stosunku do wszystkiego i wszystkich, z czym i z kim przyszło mu się zetknąć.

Wracając jednak do książki Ortegi, Bunt mas opisuje powstanie nowego typu człowieka jednocześnie go charakteryzując:

„W diagram psychologiczny współczesnego człowieka masowego możemy więc wpisać dwie podstawowe cechy: swobodną ekspansję życiowych żądań i potrzeb, szczególnie w odniesieniu do własnej osoby, oraz silnie zakorzeniony brak poczucia wdzięczności dla tych, którzy owo wygodne życie umożliwili.”

Jak twierdzi Ortega:
„Człowiek wybitny tym różni się od pospolitego, że ten pierwszy ma duże wymagania wobec siebie samego, natomiast ten drugi, zachwycony swoją osobą, niczego od siebie nie wymaga, będąc zupełnie zadowolony z tego, kim jest”.


Skusicie się na poznanie człowieka, którego powstanie przewidział hiszpański filozof?

kwietnia 27, 2021

"Gdzie w Polsce na weekend" Katarzyna Węgrzyn

"Gdzie w Polsce na weekend" Katarzyna Węgrzyn

Polska to piękny, ale chyba przez wielu niedoceniany - pod względem krajoznawczym - kraj. Jesteśmy uprzywilejowani, gdyż mamy dostęp zarówno do morza, jak i do gór, a pomiędzy nimi puszcze, lasy, jeziora, rzeki, zabytkowe miasta. Kiedyś bardzo mi się marzyło posiadanie kampera i długa podróż po naszym kraju. Nie mam ciągot do poznania świata, zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do poznania Polski. A Wy? Mając do wyboru wycieczkę zagraniczną i krajoznawczą, którą byście wybrali?

Katarzyna Węgrzyn, autorka książki, jest jednocześnie autorką bloga gdziewpolscenaweekend.pl To ona zabiera nas w podróż po niezwykłych, znanych i nieznanych miejscach w każdym z 16 województw. 

Gdzie w Polsce na weekend to:

100 gotowych pomysłów na udany wyjazd
100 niezwykłych miejsc w Polsce, których nie można przegapić

Autorka stworzyła bardzo dobry i bardzo praktyczny przewodnik, który nie jest tylko pustym opisem polecanych miejsc. Katarzyna Węgrzyn zawarła w nim informacje, które ułatwią nam zaplanowanie wycieczki. Będziemy wiedzieli, czy przeznaczyć na nią jeden dzień, czy też lepiej zarezerwować sobie cały weekend, czy będzie nam potrzebny samochód aby się dostać na miejsce, albo czy daną trasę da się przejść z dziecięcym wózkiem. Autorka zawarła także informacje o atrakcjach znajdujących się w pobliżu opisywanego miejsca.

Przewodnik podzielony jest na rozdziały. Możemy wybrać, czy wyszukujemy ciekawe miejsca z posegregowanych tematycznie (tj. zamki, kopalnie, niezwykłe miejsca itd.), czy po województwie. Mamy tutaj polecone takie miejsca, jak m.in: Pustynia Błędowska, Mofeta w Jarzębiku, Podziemie browaru Perła, Zamek Chojnik, Park Rozrywki Majaland, Góry Stołowe itd. itp. Wiele znanych, albo całkowicie nowych (przynajmniej dla mnie) miejsc. Kiedy na świecie szaleje jeszcze Covid myślę, że warto przeznaczyć ten czas na poznanie piękna Polski.

Gdzie w Polsce na weekend urozmaicony jest dużymi fotografiami, a dzięki temu, że opisy są składne i zawierają najważniejsze informacje bez zbędnego lania wody, autorka mogła zawrzeć w nim naprawdę dużo miejsc wartych zwiedzenia. Jeżeli lubicie podróżować, albo chcielibyście poznać bliżej piękne, czy ciekawe miejsca w Polsce to ten przewodnik z pewnością pomoże Ci zaplanować podróż. Polecam!


To jak kochani, gdzie się wybierzecie na najbliższą wycieczkę? :)

kwietnia 26, 2021

Kawa? Tak, ale nie tuż po przebudzeniu

Kawa? Tak, ale nie tuż po przebudzeniu
Zapewne duża część z was wstaje rano i pierwsze kroki kieruje do kuchni po filiżankę aromatycznej kawy. Część z was pewnie robi to dla walorów zapachowo-smakowych, być może niektórzy po prostu z przyzwyczajenia, ale zapewne spora grupa sięga rano po kawę aby się 'obudzić', poczuć przypływ energii i z większą ochota rozpocząć nowy dzień. Nie dziwię się. Zapewne niejedna/jeden z was po położeniu dzieci spać jeszcze sprzątał, mył naczynia, przygotowywał coś do pracy albo po prostu cieszył się ciszą przy komputerze, czy książce. I tak mijały minuty potem godziny aż w końcu padnięci zasypialiście. Kiedy przychodzi kolejny ranek musimy od nowa zmierzyć się rzeczywistością, w której dzieci nie mają litości, zakupy się same nie zrobią, a obiad tym bardziej;) Rozpoczynamy więc poranek od rytualnego włączenia czajnika, ekspresu i zaparzania kawy, licząc, że zaraz będzie lepiej. BŁĄD!


Kawa z rana nie pomaga, jeżeli uważacie inaczej to zapewne działa na was na zasadzie placebo.

Kofeina - poprzez przyśpieszenie pracy serca oraz rozszerzenie naczyń krwionośnych: 
  • zwiększa przepływ krwi, a tym samym ukrwienie i dotlenienie całego organizmu
  • ułatwia oddychanie przez rozszerzenie oskrzeli i usprawnienie pracy mięśni oddechowych
  • obniża także poziom histaminy, co może mieć znaczenie w zwalczaniu chorób na tle alergicznym
  • stosowana w dietach jako czynnik przyśpieszający metabolizm, stymulujący spalanie tkanki tłuszczowej i zapobiegający cellulitowi
  • działa moczopędnie dzięki czemu pomaga wypłukiwać toksyny z organizmu
  • regularne picie kawy zapobiega takim chorobom jak cukrzyca typu 2, marskość wątroby, choroba Parkinsona, nowotwory jelita grubego, wątroby, pęcherza
ALE
  • nadużywanie kofeiny może doprowadzić do takich objawów jak: kołatanie serca, nerwowość, niepokój, rozdrażnienie, kłopoty ze snem 
  • kofeina chwilowo podnosi ciśnienie krwi i tętno oraz podwyższa poziom cholesterolu 
  • spożycie dużej ilości kawy może grozić zawałem serca u osób z wolniejszym metabolizmem kofeiny. 
  • kawa wypłukuje z naszego organizmu: wapń, magnez, potas i żelazo
  • kofeina przechodzi przez łożysko oraz do mleka matki, a tym samym może zaszkodzić naszemu dziecku 
  • istnieją podejrzenia, że kawa osłabia płodność kobiet i mężczyzn.


Optymalna godzina na wypicie kawy to 10.30 Dlaczego? Dopiero w godzinach 9:30-11:30 zaczyna spadać w organizmie człowieka poziom kortyzolu, podanie kawy gdy jest on jeszcze wysoki nie ma sensu. Kofeina nie zadziała, co gorsza, nie czując efektu i pijąc kolejne filiżanki kawy możemy się uodpornić na jej działanie. Należy przy tym pamiętać, że kawa zaczyna działać dopiero po ok. pół godzinie od wypicia! najgorsze, co możemy zrobić nie czując jej efektów to zaparzenie kolejnej. Podwójna dawka kofeiny spowoduje, że będziemy rozdrażnieni, zdekoncentrowani i nie będziemy mogli się na niczym skupić.

Drugim najczęstszym błędem jaki popełniamy w związku z kawą jest picie jej na czczo. Efekt jest krótkotrwały, szybko po nim następuje gwałtowny spadek energii, a ponadto stajemy się bardziej głodni i często sięgamy po coś słodkiego, aby szybciej się zaspokoić.

Trzecia ważna sprawa: picie kawy z mlekiem (moja ulubiona) spowoduje, że na efekt pobudzenia będziemy musieli dłużej czekać. Mleko tworzy na ścianach żołądka cienką wyściółkę, która opóźnia przenikanie kofeiny do układu krwionośnego.

Jaką kawę lubicie najbardziej?

kwietnia 21, 2021

"Utraceni" Marcel Moss

"Utraceni" Marcel Moss
Jedni chcą żyć, lecz nie mogą. Inni nie chcą, a muszą...

W tajemniczych okolicznościach znika syn kontrowersyjnego działacza społecznego Ryszarda Hajduka. Mężczyzna podejrzewa, że zaginięcie chłopaka może mieć związek z tragicznymi zamieszkami podczas Strajku Kobiet. Gdy policyjne śledztwo nie przynosi efektów, zrozpaczony mężczyzna prosi o pomoc Agencję Poszukiwań Osób Zaginionych "ECHO". Jej właściciel, Ignacy "Igi" Sznyder, razem ze skompromitowaną dziennikarką śledczą Sandrą Milton próbują ustalić przyczynę zniknięcia 24-letniego Ziemowita.

Igi i Sandra, którzy kilka lat wcześniej sami utracili ukochane osoby, zostają zmuszeni do skonfrontowania się z własną przeszłością i stopniowo odkrywają przerażającą prawdę. Ta okazuje się zaś gorsza niż największe kłamstwo...


Igi i Sandra to osoby złączone zniknięciem bliskiej osoby. Brat Igiego rozpłynął się w powietrzu, a siostra Sandry została porwana. Oboje pracują w agencji założonej przez Igiego, która pomaga odnajdywać zaginionych. W celu podreperowania budżetu zgłaszają się do znanego działacza, któremu zaginął dorosły syn. Okazuje się, że sprawa jest dużo bardziej zagmatwana, a jej macki sięgają tam, gdzie nigdy by się nie spodziewali.

Na wstępie muszę przyznać, że jestem zaskoczona historią zawartą w "Utraconych". Marcel Moss stworzył powieść społeczną, w duchu jednej ze swoich poprzednich powieści, "Pokaż mi". Zarówno tam, jak i tutaj, fabuła jest przerywana danymi statystycznymi. W "Utraconych" dotyczą one zaginięć w Polsce. Ciekawe i jakby nie patrzeć, przerażające dane, uzupełniają historię porwanej Leny i zaginionego Ziemowita, a także ich rodzin. Autor może nie dogłębnie i na pewno nie wyczerpująco, ale pokazał emocje rządzące człowiekiem po tragedii, jaką było zniknięcie kochanej osoby. Pokazał również tragedię wynikającą z nadziei i ciągłego oczekiwania na odnalezienie bliskich. To co mnie zaskoczyło to fakt, iż nie mamy tutaj typowej historii kryminalnej, a raczej historię sensacyjną z zaginięciem w tle. 

Główni bohaterowie to osoby ciekawie sportretowane, bardzo ludzkie, z mnóstwem wad, zresztą podobnie jak poszukiwany syn znanego działacza, Ziemowit. Autor bardzo plastycznie i logicznie przemieszcza się po meandrach tej historii, nie dając czytelnikowi nawet chwili na nudę, czy wyciszenie. Nowe okoliczności pojawiają się co chwilę, więc zmysły pochłaniającego powieść są cały czas wyostrzone. Z pewnością nie jest to książka, która nas znudzi, czy którą łatwo będzie odłożyć 'na później'. Musimy jednak nastawić się nie tyle na poszukiwania zaginionych, co poznanie ich historii, a ta jest niełatwa. 

Powieść Marcela Mossa jest brutalna, mocna, dosłowna. Autor nie oszczędza czytelnika, serwując mu obrazy, które ten niekoniecznie chce oglądać. Tortury, ból, krzywda, to jedne z głównych składników "Utraconych". Przyznaję, że pewne sceny czytałam przez palce, bo taka ilość zła za bardzo oddziaływała na moją psychikę. Jeden z takich mocnych wątków był dla mnie niezrozumiały.  Dlaczego? Po co? W jakim celu bohaterowie, czy raczej bohater posunęli się do niego? Nie znalazłam odpowiedzi, mogłam się jej tylko domyślić, ale to nie umniejsza mojej wysokiej oceny tej książki, bo sama historia jest bardzo ciekawie i wciągająco przedstawiona. Chciałam także zauważyć, że to, co miało miejsce w powieści "Wszyscy muszą zginąć", czyli finał, w którym autor odszedł od logiki i prawdopodobieństwa tutaj się nie powtórzył. I chwała!

Kochani, polecam dla osób o mocnych nerwach. Czytając, musimy się nastawić na obcowanie z ciemną stroną życia - tutaj rządzi zło, półświatek i brutalizm. 
Ocena: 7+/10

Copyright © Femina domi , Blogger