listopada 26, 2021

"Okrutna siostra" Karen Dionne

"Okrutna siostra" Karen Dionne

Spektakularny powrót autorki bestsellera Córka Króla Moczarów.

Dwa pokolenia sióstr. Niewybaczalna zbrodnia. Sekret, który może zniszczyć rodzinę.

Zbrodnia z przeszłości zaważyła na życiu dwudziestosześcioletniej Rachel Cunningham, która od piętnastu lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Ma luki w pamięci i wini siebie za śmierć rodziców. Gdy na światło dzienne wychodzą nowe szczegóły dotyczące zabójstwa, Rachel decyduje się wrócić do domu i tam znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Co tak naprawdę wydarzyło się tego feralnego dnia? Jakie tajemnice kryje dom na moczarach?


Karen Dionne to autorka fenomenalnego thrillera psychologicznego "Córka króla moczarów", jednej z najlepszych książek, jakie przeczytałam. Nic więc dziwnego, że z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po najnowszą książkę autorki "Okrutna siostra". Początkowo, tuż po przeczytaniu książki, byłam rozczarowana. Przewidywalna, przewidywalna, przewidywalna. Chyba dobrze, że nie napisałam swojej opinii od razu, a piszę ją dopiero teraz, gdyż po czasie przychodzi mi do głowy więcej plusów i zalet.

Zacznijmy od bohaterów. Pierwszą poznajemy Rachel, która od piętnastu lat z własnej woli przebywa w szpitalu psychiatrycznym, przekonana, że w dzieciństwie zabiła swoją matkę. Problem w tym, że śmierć ta została uznana za rozszerzone samobójstwo i to jej ojciec wg śledczych zabił matkę, a następnie siebie. Fabuła toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwszą narrację prowadzi Rachel, która po piętnastu latach dowiaduje się, że naprawdę nie mogła zabić swojej matki. Wypisuje się ze szpitala i wraca do rodzinnego domu odkryć, co się tam tak naprawdę stało. Druga narracja jest prowadzona przez matkę Rachel - Jenny. Cofamy się do przeszłości i poznajemy młode małżeństwo w obliczu tragedii, która wydarzyła się w ich domu. Tragedia ta ma drugie dno i jest ono związane z  pierwszą córką, a siostrą Rachel. 

Autorka prowadzi fabułę niespiesznie. Nie ma tu gwałtownych zwrotów akcji. Wszystko prowadzone jest jak po sznureczku, powoli prowadząc do środka kłębuszka. W zasadzie sam tytuł już jest niezwykle sugestywny. Mnie mocno uwierała przewidywalność kolejnych wydarzeń, brak niespodzianek i jakiegoś efektu wow, chociażby w zakończeniu. Tutaj najważniejszy jest klimat i obserwacja dziecka niezwykłego, dla którego nie ma ratunku, którego zachowanie prowadzi do jednego rozwiązania. Atmosfera powieści, tragizm sytuacji kochających rodziców i postać ciotki, która chyba sprawiła największe zaskoczenie to niewątpliwe plusy "Okrutnej siostry". Natomiast pewnym minusem, który podczas czytania zgrzytał mi dość mocno było wprowadzenie elementów fantastycznych, pewnych zjawisk nadprzyrodzonych - wg mnie zupełnie niepotrzebnych. 
"Okrutna siostra" to thriller ciekawy przez podjęty temat psychopatii, natomiast porównując go do "Córki króla moczarów" to postawiłabym go o dwie półki niżej. 
Zachęcam do lektury, być może znajdziecie w niej więcej plusów niż ja. Miłej lektury!
Ocena: 6-/10

listopada 23, 2021

"Prosto w serce" Jolanta Kosowska

"Prosto w serce" Jolanta Kosowska

Życie Hani przypomina najpiękniejszą romantyczną opowieść. Młoda kobieta właśnie kończy studia i rozpoczyna przygotowania do ślubu. Planowanie wspólnego życia, nowa, wymarzona praca i otaczająca ją miłość sprawiają, że nie potrzeba jej do szczęścia niczego więcej. Pewnego dnia jednak bajka się kończy – podczas przyjęcia Hania nagle mdleje, a diagnoza lekarska rozwiewa wszelkie nadzieje na to, że uda jej się żyć tak samo, jak do tej pory. Najbardziej bolesny cios padnie jednak niepodziewanie z zupełnie innej strony…
„Prosto w serce” to poruszająca historia o nieprzewidywalności uczuć, trudnych życiowych wyborach i ich jeszcze trudniejszych konsekwencjach. To podróż przez pełną niezwykłych barw, smaków i dźwięków Prowansję, w której rzeczywistość co chwila miesza się z fikcją. Nocne kluby, namiętne tańce, zaskakujące oświadczyny i wyjątkowy ślub. A wszystko po to, żeby odgonić mary przeszłości i… znów uwierzyć w miłość!


Jolanta Kosowska jest autorką, która trafiła do mojego serca książką "Niepamięć" - Intrygująca dwoistość fabuły łącząca kryminał z dramatem, której centrum stanowi kobieta. Świetne stopniowanie napięcia, zaskakujący finał, bohaterowie 'z krwi i kości'. Powieść ta jest jedną z lepszych, jakie w życiu przeczytałam, dlatego zawsze będę ją polecała. Inne książki, które przeczytałam to: 
Jedno autorce trzeba przyznać, obok jej książek nie można przejść obojętnie. Tak jest również z powieścią "Prosto w serce" - zaczęłam czytać i przepadłam. Takie obyczajówki chcę i lubię czytać. 

Fabuła jest prosta. Młodzi ludzie, szaleńczo w sobie zakochani, szykują się do ślubu. Do ceremonii zostają dwa tygodnie, suknia wisi już w szafie, ale Pan Młody pod wpływem pewnych zdarzeń zmienia zdanie. To jak przeżywa i jak radzi sobie w nowej rzeczywistości Hania jest sednem powieści "Prosto w serce".  

Joanna Kosowska, jak zwykle, stworzyła powieść, której centrum stanowi postać kobieca, jej emocje, jej próba ułożenia sobie życia. Twarda, choć krucha, silna choć smutna. Aura jaka unosi się wokół postaci Hani, magnetyzm, który ją spowija, niewymuszony wdzięk, liryczność powodują, że trudno się w niej nie 'zakochać'. Spod pióra autorki słowa wychodzą niewymuszenie, nadając powieści niepowtarzalną i niepodrabialną otoczkę, która powoduje, że czytanie jej powieści jest samą przyjemnością, nawet jak opowiadają o trudnych sprawach.
"Prosto w serce" opowiada o złamanym sercu, które po wyleczeniu jest gotowe znowu pokochać, oraz o czającym się w ukryciu niebezpieczeństwie, niewiadomej, która w jednej chwili może zabrać całe nowo-zbudowane życie. Wątek choroby Hani jest nakreślony pobieżnie, jest dodatkiem, ale dobrym, delikatnym cieniem, które wisi przez całą powieść nad bohaterką, którą zdążyliśmy polubić.

Jolanta Kosowska stworzyła piękną opowieść o zranionej kobiecie, która powoli buduje swoje życie na nowo w skąpanej w słońcu Prowansji.
POLECAM!
Ocena: 8/10

listopada 20, 2021

"Terapia" Klaudia Muniak

"Terapia" Klaudia Muniak

Luiza pracuje jako sekretarka w warszawskim biurze. Szef świetnie ją traktuje, znakomicie uzupełniają się w pracy. Jednak demony przeszłości nie pozwalają jej żyć normalnie. Aby się z nimi uporać, postanawia wybrać się w podróż do Dębicy. Zatrzymuje się w hotelu i chce rozliczyć się z przeszłością. Jej plan jest bezwzględny. Tuż po powrocie dociera do niej informacja o znalezieniu zwłok jej przyjaciółki ze szkolnych lat, która na jej liście zemsty była numerem jeden.

Szymon, z którym Luiza zaczęła się niedawno spotykać, wydawał się tym jedynym. Do czasu, kiedy staje się wobec niej agresywny. Luiza ucieka do domku pod Warszawą, który okazuje się pozornym schronieniem. Kobieta po raz kolejny pada ofiarą przemocy. Gdy granica między rzeczywistością a wytworami wyobraźni coraz bardziej się zaciera, jej szaleństwo osiąga punkt kulminacyjny.


"Terapia" to thriller medyczny, który pokazuje swoje prawdziwe oblicze dopiero w drugiej połowie książki. Niestety, do tego momentu jest mocno przegadany przez Luizę, główną bohaterkę najnowszej powieści Klaudii Muniak.

Luiza sprawia wrażenie kobiety stabilnej, choć skrywającej pewne tajemnice. Nie spieszy jej się do zawierania znajomości, czy spędzania czasu w gronie przyjaciół, których w zasadzie, zdaje się nie mieć. Wydarzenia z przeszłości mają na Luizę cały czas wpływ, a kolczyki i blizny dobitnie świadczą o tym, że nie były to błahe sytuacje. Ciekawa wygląda relacja Luizy, czy raczej symbioza z szefem, który jest w stosunku do niej bardzo opiekuńczy i długo nie wiemy dlaczego tak się dzieje. Niestety, kreacja bohaterów jest powierzchowna. Brakuje im głębi, i to nawet gdy wiemy już dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej. 

Ponad połowa powieści wiedzie nas przez monologi wewnętrzne bohaterki i mało znaczące wydarzenia. Nie będę ukrywała, że mnie one nudziły. Zagłębianie się w głowę i myśli kobiety było w pewnym momencie już irytujące. Autorka do granic możliwości przeciągnęła akcje wprowadzające. Długo czekałam na jakieś mocniejsze uderzenie ze strony fabuły, a otrzymywałam kolejne wynurzenia Luizy. 
Dopiero po ponad połowie książki mamy twist, mamy akcję, mamy ruch na kartach historii. Wiemy skąd tytuł, wiemy czemu szef choć taki bliski i opiekuńczy w stosunku do Luizy nie jest zainteresowany związkiem z nią. Wiemy, po co męczyliśmy wcześniejszą połowę opowieści. Tutaj autorka zaskoczyła mnie pozytywnie. Nie bała się postawić sprawy na ostrzu noża i wybrać rozwiązanie wręcz szokujące. Na końcu wszystkie elementy zyskują logiczne wyjaśnienie, a sam pomysł i jego wykonanie nabierają sensu. Zakończenie majstersztyk! BRAWO za odwagę.

Musicie przekonać się sami, czy chcecie przemęczyć połowę książki, by dowiedzieć się o co w niej tak naprawdę chodziło.
Ocena: -6/10

listopada 16, 2021

"Ulica Noel" Richard Paul Evans

"Ulica Noel" Richard Paul Evans

Czasami potrzeba ciemności, żeby ukazało się nasze światło.

Spotykają się na życiowym zakręcie, kiedy obydwoje stracili już wiarę, że coś dobrego może im się przydarzyć. Elle samotnie wychowuje synka, pracuje na dwie zmiany w przydrożnym barze i ledwo wiąże koniec z końcem. William dopiero co zamieszkał w ich miasteczku i od razu wzbudza zainteresowanie wszystkich swoim nietypowym zachowaniem.
Los splata ich ścieżki w zaskakujący sposób. On pomaga jej otworzyć się na uczucia, a ona wspiera go w walce z demonami przeszłości.

Elle zaczyna się zastanawiać, czy ich spotkanie na pewno było przypadkowe. I czy to możliwe, że William zna prawdę o najtrudniejszym okresie w jej życiu.

Czy rodzące się uczucie da im szansę na nowy początek?


"Ulica Noel" to powieść świąteczna tocząca się w Stanach Zjednoczonych, tuż po wojnie wietnamskiej. Elle to samotna matka, której mąż-żołnierz zginął, a rodzice dowiedziawszy się, że ich wnuk będzie czarnoskóry, wyrzekli się jej. Schronienie i pomoc znajduje w przydrożnym barze, w którym zaczyna pracować jako kelnerka. Nie jest jej łatwo, synek Elle to jedyny czarnoskóry obywatel miasteczka, w którym mieszkają. Doskwiera im także chroniczny brak pieniędzy, gdyż pensja kelnerki na niewiele wystarcza. Mają za to ogrom wzajemnej miłości i przyjaciół, na których mogą polegać w każdej sytuacji.

Pewnego dnia poznają Williama, z którym mimo początkowego nieporozumienia szybko znajdują wspólny język. Oboje są życiowymi rozbitkami, którym trudno jest nawiązać bliższe relacje. Każde z nich nosi na sercu blizny, które pod wpływem nowego uczucia powoli przestają tak boleć. Nie jest jednak różowo. William nosi w sobie tajemnice, która nie pozwalają mu na całkowite otwarcie serca i duszy.
Powieść Richarda Paula Evansa napisana jest bardzo lekkim stylem, z wyczuciem i smakiem. Chociaż treściowo nie powinna być 'przyjemna', to jednak taka jest. "Ulica Noel" to bajka dla dorosłych, która ogrzewa i pokazuje, że niezbadane są ludzkie drogi. Nigdy nie wiadomo z kim zetknie nas los i jak potoczy się nasze dalsze życie. To także opowieść o wybaczeniu i próbie zrozumienia bliskich osób, które swoimi decyzjami tak bardzo zraniły. Moje serducho w powieści skradł najmłodszy bohater, synek Elle - błyskotliwy, rezolutny chłopczyk, który jest siłą napędową matki i takim uroczym promyczkiem całej powieści.
Polecam
Ocena: 7/10

Z cyklu Seria z Noel ukazała się także powieść "Świąteczny nieznajomy", zapraszam do zapoznania się z jej recenzją.



listopada 12, 2021

"Wybaczam ci" Remigiusz Mróz

"Wybaczam ci" Remigiusz Mróz


Ina Kobryn prowadzi spokojne, uporządkowane życie. Spełnia się w pracy, wraz z mężem stara się o dziecko i właściwie nie ma powodów do zmartwień. Wszystko zmienia się, gdy pewnej nocy siada przed laptopem i dostrzega, że mąż nie wylogował się ze swojego konta na Facebooku. Jej wzrok pada na krótką wiadomość o treści „wybaczam ci”, pochodzącą od nieznajomej dziewczyny.

Bagatelizuje sprawę, ale gdy budzi się rano, okazuje się, że nadawczyni popełniła samobójstwo na samym środku placu Konstytucji w Warszawie. Ina stara się odnaleźć wiadomość, ta jednak znika bez śladu. Mąż zaś twierdzi, że nie ma pojęcia, kim jest dziewczyna, która odebrała sobie życie, ani co stało się z wiadomością.

Ina zaczyna odkrywać, że to nie jedyna tajemnica, którą ukrywał przed nią partner…


Ma człowiek kilka książek do zrecenzowania. Ten człowiek sam je wybrał, cieszył się, kiedy przyszły. I tak sobie leżą i czekają na chwilę wolnego. Pech chce, że człowiek pracuje w bibliotece... i trach, przychodzą nowości. Pracować z zamkniętymi oczami się nie da, więc z pracy wychodzi z książką nadprogramową. W końcu, można zerknąć w autobusie, a nuż będzie beznadziejna i kłopot z głowy. Nie jest. Droga się kończy, a człowiek żałuję, że musi wysiadać.

Kolacja zjedzona, a myśli krążą wokół "Wybacz mi". Autor jest sprytny. Nie kończy rozdziałów tak, że można odłożyć książkę na później. Nie da się. Trzeba czytać. Zdarzenia ciekawe, humor postaci przedni - ups - chyba jest noc, trzeba iść spać. 

Poranek, śniadanie, książka, autobus. Hmmm droga jakby krótsza niż zwykle

Wieczór, noc, północ - przeczytane. No Panie Mróz, brawo. Takie zakończenia to ja lubię 😁

A teraz trochę bardziej merytorycznie.

Remigiusz Mróz stworzył klasyczny thriller, w którym rozwiązanie jednych tajemnic ciągnie za sobą następne, a często te niby rozwiązane, nie do końca takie się okazują. Osią "Wybaczam ci" jest wiadomość, którą dostaje mąż głównej bohaterki, a której treść jest tytułem powieści. Mąż, oczywiście, wypiera się znajomości z młodą śliczną dziewczyną, która notabene, tej samej nocy ginie, po czym sam zapada się pod ziemię. Ina odkrywa, że wszystko wokół jej męża było pisane palcem po wodzie, ale nie poddaje się, a twardo podąża za kolejnymi tajemnicami, w czym dzielnie towarzyszy jej chłopak siostry. 

Największym minusem powieści była dla mnie naiwna postać głównej bohaterki, czyli Iny. Wiadomo, że bez tego nie powstałaby powieść, niemniej jej postawa w stosunku do męża była dla mnie przesadnie poprawna. Nie wiem, czy w normalnym życiu zdarzyłaby się taka anielska żona, która mimo odkrywania coraz to nowych kłamstw, nadal tak wiernie obstawiałaby niewinność męża. Mało przekonywająco wypadł również wątek mafii wietnamskiej, takiej mało strasznej.
Książkę czyta się fenomenalnie szybko, ponieważ większość powieści to akcja - reakcja oraz dialogi - świetne! Ina i jej prawie-szwagier Gracjan to duet, którego rozmowy co chwilę wywoływały mój śmiech. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że tak dobrze będę się bawiła przy powieści p. Mroza. Totalny relaks i przyjemnie spędzony czas, z tajemnicami, które nie pozwalały mi oderwać się od książki. Zakończenie? Takie, jakie tygryski lubią najbardziej. Mam nadzieję, że autorowi nie przyjdzie do głowy pisanie kontynuacji;)

Polecam, mimo wspomnianych minusów :)

listopada 04, 2021

"Bal szalonych kobiet" Victoria Mas

"Bal szalonych kobiet" Victoria Mas

Jest rok 1885, Paryż, połowa Wielkiego Postu. Oto wyjątkowe doroczne wydarzenie. Śmietanka towarzyska oraz pacjentki szpitala psychiatrycznego Salpêtrière spotykają się na wielkiej maskaradzie. W parach i korowodach tańczą do melodii walców i polek. Wszystko to pod batutą neurologa Jean-Martina Charcota, gwiazdy francuskiej medycyny, od lat kierującego szpitalem. Szpitalem, w którym diagnozy stawiają wyłącznie mężczyźni, a który kobiety uważają za przedsionek piekła.

Wśród pacjentek szpitala jest Louise, osierocona przez rodziców czternastolatka, którą pewnego dnia wujek rzucił na łóżko i nie zważając na protesty, rozerwał jej spódnicę. Po kilku atakach paniki trafia do szpitala jako histeryczka. Dołącza do niej także Eugénie, która jest całkowicie zdrowa poza jedną „przypadłością” – widzi duchy zmarłych. Do szpitala zaciąga ją siłą ojciec, nieopatrznie wygadała się ze swoich zdolności spirytystycznych.

Jedynym sposobem, aby wydostać się z Salpêtrière, jest nakłonienie do pomocy oddziałowej pielęgniarek, Geneviève. I tak nadarza się znakomita okazja do ucieczki – bal kostiumowy. Jednak aby spełnić marzenia o wolności, oddziałowa będzie musiała złamać wszelkie zasady.
"Bal szalonych kobiet" to powieść o czasach trudnych, trudnych przede wszystkim dla kobiet. XIX-wieczny Paryż to miejsce, w którym KAŻDA, niezależnie od statusu i majątku kobieta mogła trafić do Salpetriere, osławionego szpitala psychiatrycznego. To tutaj mężowie, ojcowie, czyli mężczyźni przywozili swoje kobiety, które uznali za 'wariatki'. Powody umieszczenia w szpitalu były różne, główna bohaterka powieści Victorii Mas, została umieszczona w szpitalu przez ojca ze względu na mistycyzm - widzi i rozmawia z duchami. 

To, co jest najbardziej przerażające w tej książce to fakt jej autentyczności i bynajmniej nie mam tutaj na myśli mistycyzmu tylko traktowania kobiety jak ludzkiego podgatunku, z którym mężczyzna może zrobić, co chce bez żadnych konsekwencji. Victoria Mas bardzo dobrze pokazuje szpital, jako więzienie, jakim dla nich jest Salpetriere, ale także w opozycji do tego, jako azyl dla kobiet, które doznały zbyt wielu krzywd ze strony mężczyzn. Autorka idealnie przedstawia także dwoistość rzeczywistości, fakt, że jednego dnia można być wolnym, a drugiego stać się więźniem i z szanowanej osoby zostać okrzykniętym wariatem, szaleńcem. 

Duża część pacjentek paryskiego szpitala psychiatrycznego, zarówno w rzeczywistości, jak i w powieści, to tak naprawdę skrzywdzone, wykorzystane przez mężczyzn kobiety, które poddawane są eksperymentom medycznym, mającym im pomóc. To są czasy postępu w psychiatrii okupionego okrutnym wykorzystaniem i cierpieniem pacjentek. W książce autorka skupia się głównie na jednej metodzie leczenia, czyli na hipnozie, jeżeli jednak zagłębicie się w temat, czy chociażby sięgnięcie po genialną powieść "Runa" Very Buck zobaczycie, że to tylko ułamek z metod stosowanych w ówczesnych czasach. To, co robione histeryczkom, 'wariatkom', kobietom zamkniętym wbrew swej woli w Salpetriere jest dużo bardziej przerażająca, niż to pokazuje w swej książce Victoria Mas. Ona skupia się na konkretnej historii Eugene, która chce się ze szpitala wydostać, korzystając z dorocznego balu, w którym biorą udział pacjentki oraz śmietanka towarzyska Paryża. Korzystając ze swojego daru obmyśla plan ucieczki, w którym kluczową rolę ma odegrać siostra oddziałowa, opoka szpitala - Genevieve.
Historia zawarta w "Balu szalonych kobiet" jest intrygująca i wciągająca, żałuję, że brak w niej dogłębniejszego przybliżenia tematu ówczesnej psychiatrii i praktyk jakie miały miejsce w Salpetriere. Autorka co prawda obsadziła swoją historię postaciami historycznymi, ale dla mnie to było za mało.  Zdecydowanie bardziej podobała mi się wspomniana książka Very Buck, również poruszająca temat szpitala psychiatrycznego w Paryżu. 
Niemniej bardzo polecam ją Waszej uwadze.
Copyright © Femina domi , Blogger