marca 30, 2022

Pachnący słoiczek

Pachnący słoiczek

Pachnący słoiczek to instagramowa manufaktura świeczek sojowych. Pięknie pachnące świeczki, niezwykle starannie zapakowane, w których już na pierwszy rzut oka widać wielką miłość i pasję do ich tworzenia. Mam i polecam ich wyroby każdemu miłośnikowi świeczek. 




Na hasło 'Femina', moi obserwatorzy mogą nabyć od @pachnacysloiczek pięknie pachnące i ślicznie zapakowane świeczki w niższych cenach 💛🧡💙💚
🌺Duża świeca 180ml. - 28zł.
(cena regularna 35zł.)
🌺Mała świeca - 8zł.
(cena regularna 15zł.)
POLECAM!

Promocja trwa do 07.04, czyli do dnia zakończenia rozdania, które odbywa się na moim profilu Ig, na którym możecie wygrać 1 z 3 świetnych zestawów. 

@femina_domi




Zapraszam do udziału

marca 29, 2022

Ostatnia nadzieja - Marzena Rogalska

Ostatnia nadzieja - Marzena Rogalska

Wojenna zawierucha.
Przewrotny los.
Niespodziewana miłość.

Ile trzeba stracić, by odnaleźć wszystko, co najważniejsze?
Wraz z wybuchem wojny kończy się beztroskie życie Karli. Dziewczyna traci ukochanego, ojca, ojczyznę. Przed pogrążeniem się w rozpaczy ratują ją przyjaciele i myśl, że nawet najciemniejsza noc kiedyś się kończy.

Tymczasem praca w szpitalu w sercu Londynu nie daje Karli ani chwili wytchnienia, a okrutny los nie przestaje jej doświadczać. Raz za razem przekonuje się, jak kruche i niewiele warte jest ludzkie życie. A kiedy wydaje się, że już nigdy nie przydarzy się jej nic dobrego, przychodzi niespodziewana wiadomość…

Piekło bombardowanego Londynu, powojenny Nowy Jork, niebezpieczna Gwatemala i egzotyczny Oran – w nowej, pełnej tajemnic i niebywałych zwrotów akcji powieści o Karli Linde Marzena Rogalska zabiera czytelnika w niezwykłą podróż w poszukiwaniu tego, co może się wydawać bezpowrotnie utracone.


Gdy tylko w moje ręce wpadła trzecia część serii o Karli Linde, wszystkie inne książki przestały istnieć. Odłożyłam wcześniej zaczętą i zatopiłam się w prozie Marzeny Rogalskiej. Każda książka autorki to inny etap życia Karli i inny czas w historii świata i Polski. "Ostatnia nadzieja" skupia się na życiu Karli w czasie drugiej wojny światowej.

UWAGA! możliwe spoilery   
Karla po wiadomości o śmierci Janka i zaginięciu ojca znajduje się na skraju wytrzymałości psychicznej. Tylko dzięki przyjaciołom, zwłaszcza determinacji Dorothy, wraca do życia. Podejmuje pracę jako pielęgniarka w szpitalu,  bardzo szybko zyskując szacunek i podziw. Wojna trwa kilka lat, życie Karli w tym czasie mocno ewoluuje. Marzena Rogalska nie oszczędza ani jej ani innych bohaterów. Nie ma tu sentymentów; jest wojna, są ofiary. Autorka nie boi się podejmowania trudnych, ostatecznych rozwiązań - brawo... chociaż oczka w paru momentach miały ochotę wypuścić niejedną łezkę. 

Karla Linde to jedna z moich ulubionych książkowych bohaterek. Pełna determinacji, twarda dziewczyna, potrafiąca o siebie zawalczyć. Jakże przyjemnie pochłania się losy postaci kobiecej, która nie jest plastikową laleczką, nieśmiałą damą, słabą kobietką. Dziewczyna walczy o siebie i swoich najbliższych, dla ich dobra gotowa jest na wielkie poświęcenia. 

Gratuluję autorce odwagi w prowadzeniu fabuły i przede wszystkim pomysłu na kolejne części. To co jest bolączką wielu kontynuacji, tutaj nie spotkamy. Każdy tom to od początku do końca historia, którą się z ciekawością i emocjami czyta. Co więcej, autorka przemyca w książkach bohaterów historycznych, co mnie bardzo przypadło do gustu. Jedyne co mnie zdziwiło to fakt, iż zakończenie sugeruje kolejną część, a byłam pewna, że ten ma być ostatni. Czy sięgnę? Na pewno! Liczę, że i tym razem będę usatysfakcjonowana.
Polecam!

marca 22, 2022

"Trzecia" Magda Stachula

"Trzecia" Magda Stachula

Najpierw był błysk flesza – ktoś zrobił jej zdjęcie z ukrycia.
Później usłyszała tajemniczy głos w mieszkaniu.
Potem ktoś stał pod jej drzwiami. Nasłuchiwał.

***

Eliza jest terapeutką. Podczas wielogodzinnych sesji zagląda w głowy swoich pacjentów.
Pewnego dnia orientuje się, że ktoś ją śledzi. Teraz to do jej życia zagląda obcy człowiek.

Kiedy Eliza szuka pomocy, nikt jej nie wierzy.

Tymczasem ON wie już o niej wszystko.
Ma listę.
Eliza jest na niej trzecia.


Podobno "Trzecia" jest najsłabszą powieścią autorki, co potwierdzałby ranking na portalu LubimyCzytać. Owszem, nie jest to wybitny thriller, jednak z całą pewnością jest sto razy lepszy niż napisany z Klaudią Muniak i Alicją Sinicką "Estrogen". Po przeczytaniu "Trzeciej" od razu nasunęło mi się porównanie z "Winną" Sinickiej, czy "Terapią" Muniak, a to oznacza, że nie jest to historia nowatorska, nieodkładalna, wciągająca i pełna napięcia. Raczej mamy do czynienia z przeciętnym thrillerem, który dobrze się czyta, który nie przeszkodzi nam w wypełnieniu wszystkich zaplanowanych obowiązków, który nie będzie zaprzątał naszych myśli. Ot, thrillerowe czytadełko.

Narracja w "Trzeciej" prowadzona jest przez różnych bohaterów, jednak główną postacią jest Eliza, terapeutka, mająca swoje problemy. Otóż, od pewnego czasu, czuje się ona obserwowana. Zbiega się to w czasie, z poznaniem Borysa, tajemniczego mężczyzny pochodzenia rosyjskiego. Eliza jest kobietą emocjonalną, trochę naiwną. Bardzo szybko zakochuje w poznanym mężczyźnie i zamieszkuje z nim. Nie ma najlepszego zdania o swoich pacjentach, nie ma przyjaciół... w zasadzie ma tylko młodszego brata, bo z rodzicami też się nie dogaduje.


Tak jak wspomniałam, narracja jest prowadzona przez kilka osób, dzięki czemu poznajemy również historię Borysa oraz pewnej kobiety, która była niejako przyczyną wszystkich wydarzeń. Magda Stachula oparła swój thriller o ciekawy wątek bezpieczeństwa i anonimowości w sieci. Ten aspekt powieści bardzo przypadł mi do gustu. Również zakończenie baardzo miło mnie zaskoczyło. Po miejscami nudnawej fabule było jak światełko w tunelu; coś nieoczywistego, co mnie autentycznie zaskoczyło.

Bez szaleństw, z dobrymi momentami, bez większych emocji, ale jednak z ciekawością przeczytałam "Trzecią". Myślę, że sięgnę jeszcze po inne książki autorki.
Ocena: -6/10

marca 19, 2022

"Projekt Riese" Remigiusz Mróz

"Projekt Riese" Remigiusz Mróz
Riese. Największy projekt nazistowskich Niemiec, którego przeznaczenie wciąż pozostaje nieznane. Niegdyś być może podziemne miasto, arka przetrwania lub fabryka, w której pracowano nad bronią jądrową – dziś atrakcja turystyczna w Górach Sowich.

Odwiedzić postanawia ją pięcioro ludzi, zupełnie nieświadomych tragedii, która ma ich spotkać. Podczas eksploracji tuneli dochodzi do trzęsienia, a stropy ulegają zawaleniu, odcinając turystów od świata i pozbawiając ich szans na ratunek. Robią wszystko, by przeżyć, powoli uświadamiając sobie, że na powierzchni wydarzyło się coś, co sprawiło, że znany im świat przestał istnieć…

I że to oni mogą być jedynymi, którzy przetrwali kataklizm.

Rzadko nie wiem co napisać o przeczytanej książce, także brawa dla Remigiusza Mroza, który stworzył powieść, o której trudno mi wyrazić jednoznaczną opinię.

Postapokalipsa, czasy ostateczne, różne warianty rzeczywistości - to i jeszcze więcej otrzymałam wraz z książką "Projekt Riese". Opis w ogóle nie zdradza szczegółów, więc i ja nie będę się o nich rozpisywała. Uważam, natomiast, że rzeczywistość nie dorównała opisowi. 

Zacznijmy od dobrych stron:

- pierwsze strony i od razu akcja - to lubię, dzięki temu trudno mi odłożyć czytaną historię na później.

- wyrazisty, tajemniczy główny bohater.

- historia, w której nie od razu wszystko jest jasne.

- interesujące powiązania między bohaterami

- ciekawy temat 

Mamy więc świetne rozpoczęcie: zawał w jednej z poniemieckich sztolni i kilkoro ocalałych. Wśród nich pojawia się tajemniczy żołnierz, którego postrzegają, jako wybawienie. Potem nie mogę napisać co się dzieje, a trochę się dzieje... niestety w kółko to samo. Raz, drugi, czytamy z ciekawością, a potem na zasadzie ble ble ble. Autor stara się dokładać wydarzeń, momentami niby śmiesznych nawiązań politycznych oraz 'autobiograficznych'. Niestety, to w pewnym momencie przestaje działać. Jako czytelnik chciałam czegoś więcej, urozmaicenia fabuły, czegoś coś co wyciągnęłoby mnie z tego 'w koło Macieju', które po xxx stronie zaczynało nudzić. Poza może dwoma akcjami, nic więcej nie dostałam.

Podsumowując, autor wykonaniem nie przekonał mnie do swojego pióra w wersji science fiction, chociaż pomysł był przedni. 
Polecam fanom autora.

marca 16, 2022

Mascara AA Wings of Color

Mascara AA Wings of Color
Chciałabym przedstawić dziś moje kosmetyczne odkrycie. Na dzień dzisiejszy niekwestionowany zwycięzca poszukiwań tuszu idealnego - Mascara AA Wings of Color.


Być może trafi w moje ręce jeszcze lepszy produkt, ale póki co, z tych, które stosowałam, ten jest zdecydowanie i bezapelacyjnie najlepszy.

Opis producenta:

MASCARA AA WINGS OF COLOR NO-LIMIT VOLUME XXL LASHES
POGRUBIENIE + WYDŁUŻENIE
zapewnia natychmiastowy efekt wydłużonych i pogrubionych rzęs. Specjalnie wyprofilowana silikonowa szczoteczka doskonale rozprowadza tusz, starannie rozdziela rzęsy oraz dociera nawet do tych najkrótszych. Delikatna formuła tuszu precyzyjnie pokrywa rzęsy nasyconym kolorem czerni, podkreślając piękno oczu oraz zwiększając objętość rzęs.

Składniki:

AQUA, SYNTHETIC BEESWAX, PARAFFIN, ACACIA SENEGAL GUM, STEARIC ACID, TRIETHANOLAMINE, PALMITIC ACID, VP/EICOSENE COPOLYMER, POLYBUTENE, GLYCERYL STEARATE, COPERNICIA CERIFERA CERA, BUTYLENE GLYCOL, HYDROGENATED RICE BRAN WAX, PHENOXYETHANOL, CAPRYLYL GLYCOL, ORYZA SATIVA BRAN WAX, HYDROXYETHYLCELLULOSE, GLYCERIN, CAPRYLHYDROXAMIC ACID, MYRISTIC ACID, ARACHIDIC ACID, BEHENIC ACID, OLEIC ACID, CI 77499.

Moja opinia:

Mascary używam od dwóch miesięcy i jestem bardzo zadowolona. Silikonowa szczoteczka nabiera praktycznie idealną ilość tuszu, który bardzo dobrze się rozprowadza. Nie tworzy grudek, ani pajęczych nóżek, nie oblepia i nie skleja rzęs, tylko ładnie je rozczesuje. Rzęsy po nałożeniu wyglądają naturalnie, ale są bardziej wyraziste, wydłużone, ładnie rozdzielone. Szczoteczka jest chuda i daje dobre pole manewru przy malowaniu nawet najkrótszych rzęs. 

Tusz dobrze się zmywa, nie osypuje, nie podrażnia oczu. Dla mnie jest obecnie nr 1 wśród tuszy do rzęs. Jeżeli cena nie wzrośnie, a jeszcze lepiej jak będzie na promocji, na pewno kupię ponownie.
POLECAM!


Opinie o innych używanych przeze mnie tuszach:

marca 09, 2022

"Małe zbrodnie" Magdalena Majcher

"Małe zbrodnie" Magdalena Majcher

W małej miejscowości na Mazowszu policja znajduje szczątki noworodka. Wkrótce okazuje się, że poukrywanych dziecięcych szkieletów jest więcej, a Lidia Gładoch, domniemana matka dzieci, zapadła się pod ziemię. Śledztwo prowadzi doświadczony prokurator z Węgrowa Sławomir Rybus. Sprawą błyskawicznie interesują się dziennikarze. O makabrycznym znalezisku we Wrotnowie mówi już cała Polska, ale lokalna społeczność, a także rodzina Lidii, nabiera wody w usta. Czy prokuratorowi uda się przełamać zmowę milczenia?
A może prawda nie jest wcale taka oczywista…

"Małe zbrodnie" to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami powieść, która jest jak życie – nigdy nie czarno-białe.


Magdalena Majcher cofa się do początku lat 2000-ych, by opisać historię dzieciobójczyni. W oparciu o akta sprawy nakreśliła obraz polskiej wsi ze wszystkimi możliwymi stereotypami, a może prawdą? Nie będę tego roztrząsała. Niemniej, mamy tu gloryfikację ziemi, to ona jest wyznacznikiem wartości człowieka. Jeżeli jej nie masz - jesteś nikim. Mamy bardzo mocno zaakcentowany podział ról, facet pracuje - kobieta także, ale ona dodatkowo zajmuje się domem i dziećmi. Sklep to oczywiście wytwórnia plotek, a małżeństwo? Tylko nierozerwalne. Nieważne, że mąż pije, bije i gwałci, kobieta nie ma prawa go zostawić. W takim środowisku przebywa bohaterka "Małych zbrodni", Lidia - postać nakreślona powierzchownie, nie wzbudzająca ani naszej sympatii, ani też antypatii. 

Fabuła jest jasna i klarowna, tajemnica właściwie nie jest tajemnicą, bo znając historię prawdziwą znamy jej rozwiązanie. Autorka nie sili się na żadne zmiany, nie próbuje stworzyć historii opartej, a po prostu ją spisuje, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie, czytając powieść. Brakowało mi w niej emocjonalnego zaangażowania. Owszem, historia jest ciekawa, ale napisana stylem 'reportażowym', suchym. Śledzimy, jakby nie było, tragiczne losy, a jednak nie angażujące czytelnika emocjonalnie. Poznajemy smutną historię dziewczyny pozbawionej rodzinnego ciepła i wsparcia, czytamy o zmaganiach z nieakceptującą jej rodziną męża, a jednak nie wywołuje to w nas współczucia. Właściwie nie wywołuje niczego. Ot sucha opowieść o tym jak ciężkie życie doprowadziło do tragedii. 

Liczyłam, że Magdalena Majcher wyciągnie z opowieści coś więcej niż suche spisanie starej historii. Co prawda mamy w powieści pokazane jak toczyło się śledztwo, ale i ono było mało emocjonujące. Trudno mi stwierdzić po co powstała ta książka. Moim zdaniem, autorka nie udźwignęła tematu, jedyne co się mocno rzuca w oczy po przeczytaniu to morał, żeby nie oceniać, bo nigdy nie wiemy, co się kryje za daną historią. 


Inne książki autorki

marca 06, 2022

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek

"Nocny powrót" Sebastian Fitzek
KSIĄŻKA ROKU 2020 „SPIEGLA"!

Gdy ktoś poznaje datę swojej śmierci, to tak jakby już zaczął umierać...

Nocny Powrót – specjalna linia stworzona dla kobiet, które wracają nocą do domu. I boją się. Głos w telefonie ma im towarzyszyć, uspokajać, a w razie najgorszego wezwać pomoc. Do tej pory najgorsze nigdy się jeszcze nie zdarzyło...

Sobota, godzina 22, Nocny Powrót.
Jules Tannberg odbiera swoje pierwsze zgłoszenie. Dzwoni młoda kobieta. Jest przerażona. Twierdzi, że idzie za nią mężczyzna, który już kiedyś ją zaatakował. Mężczyzna, który po spędzeniu z nią upojnej nocy nabazgrał na ścianie sypialni jej własną krwią pewną datę. Datę jej śmierci.
Ten dzień ma nadejść już za niecałe dwie godziny...

NAJBARDZIEJ PRZERAŻAJĄCY I ZASKAKUJĄCY THRILLER MISTRZA PSYCHOLOGICZNEJ GRY, UZNANY PRZEZ AUTORA ZA JEGO NAJLEPSZĄ POWIEŚĆ.


Sebastian Fitzek wie jak pisać thrillery. Każda jego powieść, i ta lepsza i ta gorsza, spełnia wszystkie zasady i warunki świetnej lektury. "Nocny powrót" nie jest najlepszą książką autora, a jednak i tę przeczytałam, nie mogąc się od niej oderwać.

Tematyka powieści jest trudna i mocna - przemoc domowa. Jednak nie ogranicza się ona jedynie do bicia, czy małżeńskiego gwałtu. Tutaj jest mocniej i brutalniej. Mąż nie tylko wykorzystuje żonę, ale pozwala także na wykorzystywanie przez innych mężczyzn. Nastawcie się na naprawdę nieprzyjemną, brudną tematykę.

Fabuła, choć jak zawsze u Fitzka napisana genialnie, to jednak nie do końca mogę ją pochwalić. Mam jedno mocne zastrzeżenie. Otóż bohaterka książki jest kobietą mocno doświadczoną (patrz wyżej), a mimo to szybko nawiązuje intymne, przyjemne dla niej stosunki z obcym facetem. Wydaje i się, że tylko facet może wpaść na pomysł, w którym straumatyzowana kobieta, wielokrotnie wykorzystywana, tak szybko oddała się w ręce faceta, i żeby sprawiało jej to przyjemność.

Zacznijmy jednak od początku. Bohaterami powieści są Jules i ... Jules pełni zastępstwo w infolinii, której celem jest wsparcie kobiet samotnie wracających do domu. Tego dnia dzwoni do niego kobieta, której historia jest nieźle pogmatwana (jej część j.w.). Wraz z bohaterem towarzyszymy jej w powrocie i powolutku poznajemy wierzchołek góry lodowej, na którym znajduje się kobieta. W zasadzie nic więcej nie mogę Wam powiedzieć, gdyż odkrywanie kolejnych wątków, fabularne twisty zdarzają się tu często i są samą esencją prozy Fitzka. To jak on gra emocjami, jak potrafi od pierwszej strony utrzymać napięcie i zainteresowanie to jest thrillerowe mistrzostwo świata. 


Sama historia nie była dla mnie specjalnie interesująca, nie lubię domowych dramatów, poza tym autor trochę popłynął z niektórymi wątkami, przesadził ze zbiegami okoliczności, ale sam sposób pisania, poruszania się po historii bohaterów i łączenie wątków, by i tak na końcu wywieźć czytelnika w pole to po prostu uwielbiam. Kończę książkę i mam ochotę przeczytać ją jeszcze raz od początku z wiedzą, którą zdobyłam wraz z ostatnią kartką.
Copyright © Femina domi , Blogger