Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty
Zapomniany - Adrian Bednarek

lutego 09, 2022

Zapomniany - Adrian Bednarek

Ocena na portalu Lubimy czytać - ponad 8/10.
Moja ocena - 5/10

Kiedy tracisz wolność, budzą się pierwotne instynkty. Do czego się posuniesz, by odzyskać stracone życie?


Rok 2005. Patryk i Jędrek to dwóch osiemnastoletnich kumpli, którzy w wolne dni podróżują po Polsce i podają się za poszukiwaczy talentów z branży rozrywkowej. Zagadują młode, naiwne dziewczyny, a potem wykorzystują je w wynajętych pokojach hotelowych w zamian za sesje zdjęciowe zwieńczone fikcyjnym kontraktem. Swoje eskapady nazywają Łowami.

Kilka miesięcy po ostatnich Łowach Patryk budzi się w ciemnym lochu. Nie wie, czemu się tam znalazł ani kto jest za to odpowiedzialny. Mijają tygodnie, miesiące, lata. Tracąc poczucie upływającego czasu, Patryk popada w obłęd. Porywacz, milczący i skryty pod maską, dostarcza mu żywność i rzeczy zapewniające przetrwanie na granicy wegetacji. W końcu przestaje do niego przychodzić i Patryk zostaje skazany na powolną śmierć głodową. Gdy znajduje się na skraju wycieńczenia, w jego lochu nieoczekiwanie pojawiają się ludzie…


Czyż ten opis nie zapowiada genialnego thrillera? Kiedy go przeczytałam, aż oczy mi się zaświeciły z podekscytowania. Niestety, w trakcie czytania powoli gasły. 

Fabuła może nie jest wybitnie nowatorska, ale też nie nazbyt wyeksploatowana. Pole do popisu z pewnością duże. No i popisu autorowi nie można odmówić. Początek powieści był bardzo obiecujący. Dostajemy dwójkę bohaterów, młodych chłopaków, którzy bajerują dziewczyny, oferując im złote góry, kontrakty, sławę i pieniądze, w zamian oczekując sexu. Idzie im świetnie. Jędrek jest od bajerowania, Patryk ma na to pieniądze, satysfakcję czerpią oboje. Wszystko zmienia się jednego dnia, gdy Patryk znika...

Wydarzenia w utworze toczą się dwutorowo. Przeszłość przeplatana jest teraźniejszością - jest to jeden z moich ulubionych zabiegów w thrillerach, który powoli rozjaśnia mroki wydarzeń, a jednocześnie oddala moment ich całkowitego odsłonięcia. Tak więc, poznajemy życie młodych nowobogackich w 2005 roku oraz jesteśmy świadkami życia Patryka w piwnicznej celi, które trwa od 10 lat. Jak się można domyśleć, nie jest to łatwe życie. Osoba, która zamknęła chłopaka pojawia się rzadko, do jedzenia podaje jedynie groszek, toaleta to miska, światło pada przez małe okienko itd. itp.

I teraz mam dylemat, co do oceny, ponieważ już sam początek wzbudził we mnie... śmiech i niedowierzanie.

UWAGA! Dalszy ciąg tekstu zdradza początek fabuły.

Bohater, będąc na skraju wyczerpania - osoby, która go zamknęła nie było od dawna, a co za tym idzie Patryk od dawna nie miał nic w ustach - miał jednak siłę wykiwać dwóch robotników, zamknąć ich w piwnicy, z której uciekł i jeszcze po konsumpcji groszku prawie udusić trzeciego. Co więcej, po latach - przypominam 10 - słońce nie jest dla niego szkodliwe, ot chwila i już wzrok przyzwyczajony, a facet wsiada do auta i bez problemu znajduje drogę do swojego dawnego domu. Po wyjściu z piwnicy myśli tylko o dwóch rzeczach - groszku i napięciu seksualnym, więc gdy w swoim dawnym domu widzi młodą dziewczynę rzuca się na nią, próbując zgwałcić. Ewidentnie groszek musiał być magiczny.

Potem jest trochę lepiej, ale też nie do końca realnie. Lata między 2005 a 2015 to przepaść, m.in. technologiczna, a jednak bohater szybko się odnajduje w nowej rzeczywistości. Pomaga mu młoda youtuberka, ale obraz Patryka jest jednak mocno naciągnięty pod fabułę. Wracając jednak do wolności, okazuje się ona dość trudna. Rodzice już nie są bogaci, piękny domek odszedł w zapomnienie, a rzeczywistością stało się melinowe mieszkanie. Śledztwo, które prowadzi bohater, wydarzenia, które następują po wypuszczeniu są dynamiczne, czyta się szybko, chociaż można się domyślać ciągu dalszego. Autor nie do końca potrafi bawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę, a szkoda. Niemniej powieść jest sprawnie napisana, pióro Adriana Bednarka nie zawiera przesadnych, niepotrzebnych opisów.

Jeżeli zamkniemy oczy na nierealne, nie będziemy analizować, a po prostu popłyniemy z tekstem to przebrniemy. Książkę czyta się szybko i sprawnie. Niestety, jej przewidywalność powodowała, że osobiście nie miałam frajdy z czytania. Dla mnie potencjał zmarnowany, a książka będzie szybko zapomniana. Niemniej polecam do samodzielnego sprawdzenia.

P.S. Podobno ma być drugi tom, ale ja podziękuję, będę czekała na Wasze opinie :)
Prosto w serce - Jolanta Kosowska

listopada 23, 2021

Prosto w serce - Jolanta Kosowska

Życie Hani przypomina najpiękniejszą romantyczną opowieść. Młoda kobieta właśnie kończy studia i rozpoczyna przygotowania do ślubu. Planowanie wspólnego życia, nowa, wymarzona praca i otaczająca ją miłość sprawiają, że nie potrzeba jej do szczęścia niczego więcej. Pewnego dnia jednak bajka się kończy – podczas przyjęcia Hania nagle mdleje, a diagnoza lekarska rozwiewa wszelkie nadzieje na to, że uda jej się żyć tak samo, jak do tej pory. Najbardziej bolesny cios padnie jednak niepodziewanie z zupełnie innej strony…
„Prosto w serce” to poruszająca historia o nieprzewidywalności uczuć, trudnych życiowych wyborach i ich jeszcze trudniejszych konsekwencjach. To podróż przez pełną niezwykłych barw, smaków i dźwięków Prowansję, w której rzeczywistość co chwila miesza się z fikcją. Nocne kluby, namiętne tańce, zaskakujące oświadczyny i wyjątkowy ślub. A wszystko po to, żeby odgonić mary przeszłości i… znów uwierzyć w miłość!


Jolanta Kosowska jest autorką, która trafiła do mojego serca książką "Niepamięć" - Intrygująca dwoistość fabuły łącząca kryminał z dramatem, której centrum stanowi kobieta. Świetne stopniowanie napięcia, zaskakujący finał, bohaterowie 'z krwi i kości'

. Powieść ta jest jedną z lepszych, jakie w życiu przeczytałam, dlatego zawsze będę ją polecała. Inne książki, które przeczytałam to: 
Jedno autorce trzeba przyznać, obok jej książek nie można przejść obojętnie. Tak jest również z powieścią "Prosto w serce" - zaczęłam czytać i przepadłam. Takie obyczajówki chcę i lubię czytać. 

Fabuła jest prosta. Młodzi ludzie, szaleńczo w sobie zakochani, szykują się do ślubu. Do ceremonii zostają dwa tygodnie, suknia wisi już w szafie, ale Pan Młody pod wpływem pewnych zdarzeń zmienia zdanie. To jak przeżywa i jak radzi sobie w nowej rzeczywistości Hania jest sednem powieści "Prosto w serce".  

Jolanta Kosowska, jak zwykle, stworzyła powieść, której centrum stanowi postać kobieca, jej emocje, jej próba ułożenia sobie życia. Twarda, choć krucha, silna choć smutna. Aura jaka unosi się wokół postaci Hani, magnetyzm, który ją spowija, niewymuszony wdzięk, liryczność powodują, że trudno się w niej nie 'zakochać'. Spod pióra autorki słowa wychodzą niewymuszenie, nadając powieści niepowtarzalną i niepodrabialną otoczkę, która powoduje, że czytanie jej powieści jest samą przyjemnością, nawet jak opowiadają o trudnych sprawach.


"Prosto w serce" opowiada o złamanym sercu, które po wyleczeniu jest gotowe znowu pokochać, oraz o czającym się w ukryciu niebezpieczeństwie, niewiadomej, która w jednej chwili może zabrać całe nowo-zbudowane życie. Wątek choroby Hani jest nakreślony pobieżnie, jest dodatkiem, ale dobrym, delikatnym cieniem, które wisi przez całą powieść nad bohaterką, którą zdążyliśmy polubić.

Jolanta Kosowska stworzyła piękną opowieść o zranionej kobiecie, która powoli buduje swoje życie na nowo w skąpanej w słońcu Prowansji.
POLECAM!
Ocena: 8/10

Patronaty

września 05, 2020

Patronaty


Pamiętacie sprawę patronatów? To pytanie retoryczne, bo sądząc z pytań, które dostaję, cały czas czekacie na artykuł. Dla niewtajemniczonych: ponad miesiąc temu zadałam pytanie na Instagramie, czy przed przyjęciem patronatu wydawnictwa dają wam możliwość przeczytania książki. Większość głosów była na ... NIE - i ja też mam tylko takie doświadczenie. Większość wydawnictw, wg osób biorących udział w dyskusji i ankiecie, proponuję patronat bez wysłania chociażby fragmentu powieści. Postanowiłam sprawdzić to u źródła i ponad miesiąc temu wysłałam do paru wydawnictw maila z wyjaśnieniem, iż opracowuję post o patronatach i bardzo proszę o odpowiedzi na pytania kto może zostać patronem, na jakiej podstawie są oni wybierani itp. i najważniejsze: czy przed podjęciem ostatecznej decyzji patroni mogą zaznajomić się z treścią książki?

I zostałam ze swoimi pytaniami sama.
Nikt! Żadne wydawnictwo nie pofatygowało się, by napisać chociażby, że to nie moja sprawa.
"Tylko oddech" Magdalena Knedler

sierpnia 23, 2019

"Tylko oddech" Magdalena Knedler

"Tylko oddech" jest książką, z którą mam duży problem. Jej czytanie mnie frustrowało, chociaż doceniałam dogłębną analizę wydarzeń, które zaserwowała nam autorka. Bohaterowie, nie mają u mnie, jako u człowieka zrozumienia, ale jako czytelnik z długoletnim stażem, nie mogę też nie pochwalić formy i pracy jaka została wykonana przy napisaniu tej powieści.

Choć Ninę i Izę dzieli duża różnica wieku, między tymi dwiema siostrami wytworzyła się szczególnie mocna i wyjątkowa więź. W niedalekiej przeszłości zdarzył się bowiem wypadek, który zostawił w ich psychice głębokie blizny i sprowokował pytania, na które do dziś żadna z nich nie poznała szczerej odpowiedzi. Aby spróbować je odnaleźć, kobiety ruszają razem w podróż przez Mazury, Mazowsze i Półwysep Helski. Ta wyprawa będzie niczym katharsis – rzuci nowe światło na ich przeszłość i pomoże spojrzeć z innej perspektywy na bolesne wydarzenia sprzed dwóch lat.

Ale czy prawda, którą odkryją, pozwoli im w końcu odnaleźć spokój ducha i wyzwolić się od ciężaru przytłaczających wspomnień, żalu i wyrzutów sumienia?

PIĘĆ DNI, TRZY KOBIETY, DWÓCH MĘŻCZYZN. JEDNO SPOJRZENIE I KILKA SEKUND DECYDUJĄCYCH O ŚMIERCI
.
Trzy razy miłość - Jolanta Kosowska

marca 24, 2019

Trzy razy miłość - Jolanta Kosowska

Książka powinna wywoływać emocje i ta z pewnością tak czyni. Ojjj ile emocji we mnie wywołała to możecie sobie tylko wyobrazić. Czytałam, odkładam, znowu czytałam i znowu odkładałam. Miałam ochotę przenieść się do tej historii i kolokwialnie mówiąc, palnąć, tzn. przemówić do rozsądku głównym bohaterom.

A dwójka głównych bohaterów to Martyna i Łukasz.

Ona – spokojna, rozważna studentka medycyny, ceniąca sobie swoje poukładane życie. On – rozpieszczony jedynak z bogatego domu, któremu w głowie tylko sport i przyjemności. Dzieli ich niemal wszystko: poglądy, charaktery, styl życia... A jednak pewnego dnia połączy ich coś, od czego nie będą w stanie się uwolnić. Coś, co wyzwoli w nich emocje, jakich wcześniej nie znali i nie podejrzewali, że są do nich zdolni...

Ta historia w niczym nie przypomina bajkowego scenariusza w stylu: poznali się, pokochali, pobrali, żyli długo i szczęśliwie. To opowieść o miłości, która rani, niszczy i zostawia bolesne blizny. Opowieść o ludziach, którzy nie potrafią żyć ani ze sobą, ani bez siebie. A kiedy dojdą do wniosku, że ta miłość to nie dar, tylko przekleństwo, zrobią wszystko, żeby ją zabić.

Autorką tej niby skomplikowanej, ale w rzeczywistości bardzo prostej historii jest Jolanta Kosowska. Znakiem rozpoznawczym pisarki są po pierwsze - opisy, które idealnie dopełniają powieści, ubogacają je i świetnie oddziałują na wyobraźnię czytelnika oraz umiejętne wplatanie w fabułę  retrospekcji. W "Trzy razy miłość" mamy do czynienia z jednym i z drugim, chociaż opisów tym razem jest znacznie mniej niż w poprzednich książkach. Autorka mocno skupiła się na relacji Martyny i Łukasza, i idealnie pokazała, czego w związku i relacjach z drugą osobą NIE ROBIĆ. 

Martyna i Łukasz to osoby z dwóch różnych światów. Ona, prymuska, wyróżniająca się studentka medycyny, zdana w życiu właściwie tylko na siebie. On, chłopak z bogatego domu, w którym każda porażka odczuwana jest niezwykle silnie, właściwie, lepiej gdyby jej w ogóle nie było. Para poznaje się na wyjeździe i od razu zaczyna między nimi iskrzyć. Gdy w końcu zostają parą są bardzo szczęśliwi, przeżywają swoja pierwszą miłość, cieszą się ze spędzanych ze sobą chwil. Idylla trwa do momentu gdy ambicje Łukasza biorą górę. Postanawia on startować na medycynę,  na którą uprzednio się nie dostał, wybierając wtenczas fizjoterapię, w której się świetnie spisuje. Pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi i zdaje się być usatysfakcjonowany. Ambicje, swoje i ojca, nie pozwalają mu jednak na tym spocząć. Z pomocą Martyny próbuje nadrobić 'stracony' czas i wkrótce to Martyna potrzebuje pomocy, gdyż skupiona na korepetycjach i nauczaniu Łukasza zaniedbuje swoje studia.

Para rozstaje się i każde zaczyna żyć własnym życiem. Z cienia wychodzi Krzysztof, na którego Martyna zawsze mogła liczyć, ale mimo wszystko, ani ona ani Łukasz nie idą dalej w swoim życiu, ciągle patrzą w przeszłość, nie rozpoczynają nowego, nie zamykają drzwi temu, co było, ale brną do przodu, ciągle oglądając się za siebie. Wkrótce znowu zaczynają być razem, jednak ponownie brakuje tu fundamentu miłości i prawidłowej relacji, czyli rozmowy. Miłość jest w przypadku tych dwojga jakąś mrzonką, rzekłabym wręcz - obsesją. Pani Kosowska zafundowała im prawdziwą sinusoidę. Muszę przyznać, że jeżeli ta książka miała mnie przekonać do istnienia prawdziwej miłości, to tego nie zrobiła.


Zastanawiam się, czy ta historia miałaby szansę wydarzyć się w rzeczywistości. Mam szczerą nadzieję, że nie. "Trzy razy miłość" to książka NIE o szczęśliwej, pięknej miłości, ale opowieść o spaczonym poczuciu dawania szczęścia kochanej osobie, o unieszczęśliwianiu innych bliskich osób, o decydowaniu za kogoś w imię źle rozumianego uczucia. Dla tej obsesyjnej miłości Ci dwoje ranią nie tylko siebie i aż przykro czytać o tak niszczycielskiej sile uczuć. Widzicie więc dlaczego na samym początku pisałam, że miałam ochotę wskoczyć do książki. Było mi ogromnie żal osób, które żyły w cieniu 'wielkiej miłości' Martyny i Łukasza. Osób, które dostawały ochłapy, nie będąc tak naprawdę niczemu winne. Smutna to była miłość. Tyle zmarnowanego czasu, zmarnowanych chwil, zranionych ludzi...

"Nagle przyszło mi na myśl, że ta miłość to nie dar, ale przekleństwo. Coś, co rzuca cień na całe nasze życie, co nie pozwala cieszyć się codziennością, pozostawia smak niedosytu, mami i drażni przeszłością, powraca w snach, powoduje, że oboje nie potrafimy żyć normalnie, że jesteśmy nieszczęśliwi. [...] A może to nie była miłość, tylko fatum?"

"Trzy razy miłość" uświadamia nam, czego nie robić; nie wolno decydować za druga osobę, nie można zatracać siebie w imię  miłości. Poświęcenie? Owszem, czasem trzeba coś poświęcić, ale nie można całkowicie zatracać siebie. Dziwna jest miłość Martyny i Łukasza, taka mało miłosna, która nie przeszła pozytywnie żadnej próby, nie doświadczyła zwykłego codziennego życia razem, bo w chwilach gdy potrzebna była rozmowa, wspólne znalezienie rozwiązania, para się po prostu rozstawała. 

Podobnie jak w innych książkach Jolanty Kosowskiej, centrum powieści stanowi kobieta - Martyna, to ona zdaje się być osią, wokół której wszystko się toczy, którą kochają mężczyźni gotowi dla niej na wszystko. Narracja utworu jest naprzemienna, raz widzimy świat oczami Martyny, a raz Łukasza. Autorka czas teraźniejszy przeplata wspomnieniami wcześniejszych wydarzeń. Pokazuje nam je zarówno od strony kobiety, jak i mężczyzny, mamy więc możliwość śledzenia danych wydarzeń z dwóch stron. Zatapiamy się w pięknych, górnolotnych słowach o miłości, bo trzeba przyznać, że p. Kosowska bardzo pięknie i malowniczo opisuje uczucia i mamy, (ja miałam), pewien żal do autorki; czy naprawdę najważniejsza jest 'miłość'?  Gdzie dobro dzieci, gdzie dbałość o związki, w które dobrowolnie się weszło? 

Jak widzicie z powyższych akapitów, książka "Trzy razy miłość" wywołała we mnie mnóstwo emocji. Nie polubiłam głównych bohaterów, nie uznałam ich 'miłości', miałam wrażenie, że to jakaś para nastolatków, a nie dorosłych, wykształconych ludzi. Zdecydowanie bardziej podobała mi się miłość, która była jedynie epizodem w książce, tłem dla tej, która łączyła głównych bohaterów. Miłość porównana do walca.

"Być może ja nie wiem, czym jest prawdziwa miłość - odezwał się po chwili. - Może to, co ja czuję, to tylko przywiązanie, ale mnie z ta moja spokojną miłością jest zupełnie dobrze... Być może nie przeżywam tych wielkich uniesień, ale też nie padam pod ich ciężarem na kolana... U was jest bez przerwy w górę i w dół, i znowu w górę i w dół, i tak bez końca... Niekończąca się huśtawka emocji."


P.S. To chyba jedna z najdłuższych opinii na tym blogu, pisana jak zawsze emocjami, gratuluje jeżeli dobrnęliście do końca;)


Inne książki Jolanty Kosowskiej:
W labiryncie obłędu - Jolanta Kosowska

listopada 22, 2018

W labiryncie obłędu - Jolanta Kosowska

W ostatnim czasie przeczytałam aż trzy dobre książki, i to jedna za drugą! Koniec świata normalnie;) Ale do rzeczy. Zacznę od najlepszej z nich. Powieść Jolanty Kosowskiej "W labiryncie obłędu" to powrót do tego, co pokochałam w "Niepamięci". Napięcie, ułuda zmieszana z rzeczywistością, wspaniałe opisy, tajemnica...

Wojciech Krzewiński jest wziętym psychoterapeutą. Stosuje niekonwencjonalne metody, które przysparzają mu zarówno zachwyconych pacjentów, jak i zagorzałych wrogów.
Pewnego dnia tajemniczy przybysz z Włoch przekazuje mu wiadomość, że Karolina, dawna dziewczyna Wojtka, potrzebuje jego pomocy. Młoda, ale odnosząca już sukcesy malarka pracuje obecnie w Toskanii, na jesieni planuje dużą wystawę we Florencji i wydaje się ostatnią osobą, która mogłaby wymagać psychoterapii. Cała sprawa pachnie szytą grubymi nićmi mistyfikacją, mimo to Wojtek postanawia pojechać do hotelu, w którym miała zatrzymać się Karolina. Niedługo potem zaczynają mnożyć się pytania bez odpowiedzi
.
(opis wydawcy)

W "Labiryncie obłędu" zaczyna się jak najlepszy thriller. Do Wojciecha Krzewińskiego, psychoterapeuty, przychodzi nieznajomy mężczyzna. Człowiek ten zwraca się do niego z prośba o pomoc dla Karoliny, dawnej dziewczyny lekarza. Karolina i Wojtek rozstali się rok wcześniej, a powodem były niekonwencjonalne próby stosowane przez psychoterapeutę, mające na celu pomoc mu w zrozumieniu leczonych przez niego pacjentów. Dziewczyna nie mogąc znieść kolejnych destrukcyjnych prób podejmowanych przez Wojtka, które omal nie skończyły się dla niego, a może i dla niej śmiercią, opuszcza go i wyjeżdża do Toskanii. Lekarz nie potrafi zrozumieć, co takiego mogło się wydarzyć we Włoszech, że ta spontaniczna, pełna życia, kolorowa Karolina zmieniła się - wg słów nieznajomego - w owładniętą obłędem dziewczynę. Jest to dla niego tym bardziej nie do uwierzenia, że przez cały ten czas utrzymywali kontakt mailowy.

W powieści p. Kosowskiej narracja odbywa się dwutorowo. Pierwsza jest prowadzona przez Wojciecha Krzewińskiego, a druga przez Karolinę. Dzięki temu mamy możliwość przyglądania się historii z dwóch punktów widzenia. Lekarz oprócz wspominania swojej relacji z dziewczyną, czyta jej pamiętnik, z którego dowiadujemy się i możemy śledzić rozwój jej obłędu, a to czyta się fenomenalnie. Autorka, jak w najlepszym thrillerze wciąga nas w intrygę, miesza bohaterce jak i nam w głowach, perfekcyjnie przedstawia studium rozwoju choroby psychicznej, ... ale czy na pewno choroby? Oderwanie się w tym momencie od książki jest fizycznie niemożliwe. Pani Kosowska miesza świat rzeczywisty z iluzją tak sugestywnie, że sami nie wiemy czy to sen, czy jawa, wytwór chorej wyobraźni, a może dziwna, niezrozumiała, zaplanowana intryga? Ale po co, dlaczego? Tego dowiadujemy się dopiero na końcu książki. Razem z nami tę zagadkę próbuje rozwiązać Wojciech Krzewiński.

"W labiryncie obłędu" to nie tylko świetnie skrojona powieść z dreszczykiem, tajemnicą, dawnym, niewypalonym jeszcze uczuciem. To powieść pełna namiętności, żaru, swoistej frywolności, a nawet wyuzdania, to również sugestywnie opisane piękno Włoch. Czytając przenosimy się do tej wspaniałej, słonecznej, ale i niebezpiecznej Toskanii. Autorka bardzo dobrze pokazuje i łączy te dwa oblicza miasta, tak jak i dwa oblicza posiada Karolina. Toskania zdaje się być synonimem bohaterki. Z jednej strony Karolina jest piękna, kolorowa, wesoła, oddana sztuce, czyli taka jaką pokochał i jaką pamięta Wojciech, a z drugiej pełna namiętności, wyzwolona, żywiołowa dziewczyna, w jaką przeobraziła się, mieszkając w Toskanii.

Muszę również wspomnieć o okładce, która bardzo mi się podoba bo świetnie oddaje charakter powieści. Czy w takim razie jest to powieść bez wad? Oczywiście nie, dla mnie troszkę za dużo było tej 'namiętności', ale powieść została tak skonstruowana i napisana, że zalety zdecydowanie tę wadę przykrywają.


Podsumowanie: "W labiryncie obłędu" to perfekcyjnie skonstruowane studium rozwoju szaleństwa. To wspaniale przedstawiona i oddająca klimat powieści Toskania. To bohaterowie, którym nie możemy ufać. To powieść pełna namiętności, która zwodzi nas od początku do końca, i którą szczerze POLECAM! Tak manipulowana fabułą mogę być zawsze.
Ocena: 9/10



Inne książki Jolanty Kosowskiej:
Wróć do Triory - Jolanta Kosowska

listopada 11, 2018

Wróć do Triory - Jolanta Kosowska

Jolanta Kosowska to pisarka, którą po jednej powieści, "Niepamięć", pokochałam. Rzadko się zdarza by książka obyczajowa zrobiła na mnie takie wrażenie. Nic więc dziwnego, że tylko wypatrywałam na horyzoncie kolejnych powieści autorki. Wkrótce na mojej półce pojawiły się "W labiryncie obłędu" oraz "Drugie dno", a zaraz potem "Wróć do Triory", która zdobywała na blogach same wysokie noty i właśnie od niej postanowiłam zacząć.  

*****

Są takie miejsca, w których czas zatacza koło – miejsca jakby nierzeczywiste, pełne niedopowiedzeń i tajemnic, zamieszkane przez wyłaniające się zewsząd duchy przeszłości. Taka właśnie jest Triora, leżąca na uboczu mała wioseczka w Alpach Liguryjskich. W szesnastym wieku doszło tu do pogromu rzekomych czarownic, na stosach spłonęło kilkadziesiąt niewinnych kobiet. Dzisiaj widma sprzed wieków mieszają się z rzeczywistością, tworząc aurę, która potrafi przyciągać, zaskakiwać i przerażać.
To właśnie tutaj przetną się drogi czworga młodych ludzi: skonfliktowanego ze szkołą nauczyciela, cierpiącego na chorobę nowotworową muzyka, byłego narkomana i dziewczyny o tajemniczej przeszłości. Czy duchy Triory okażą się im przychylne? Co się wydarzy, gdy granice między światem realnym a tym, czego nie da się pojąć rozumem, zaczną się zacierać? 

Niepamięć - Jolanta Kosowska

lipca 15, 2017

Niepamięć - Jolanta Kosowska

Książkę Jolanty Kosowskiej można określić jednym słowem - zaskakująca. Zaskakująca fabuła, zaskakujący sposób narracji, zaskakujący finał. Biorąc książkę do ręki, czytając jej opis, spodziewałam się czegoś zupełnie innego niż finalnie otrzymałam. Opis zamieszczony na okładce książki nie oddaje w pełni jej zawartości, na dodatek jest trochę niepotrzebnym spoilerem.


Osią powieści jest postać Katarzyny, młodej dziewczyny, studentki medycyny, która jak femme fatale naznacza życie pozostałych bohaterów książki. Początkowo występuje ona w powieści wyłącznie poprzez opowiadania innych postaci, aby dopiero w drugiej połowie zaistnieć samodzielnie. Jolanta Kosowska zdecydowała się na interesujący sposób przedstawienia wydarzeń - przeplatanie się narracji wielu bohaterów.

"Z własnego piekła nie można nigdzie uciec."

Najważniejszymi postaciami w powieści są: wspomniana Katarzyna, Michał - rówieśnik dziewczyny i Roman - lekarz i asystent akademicki. Tworzą oni swoisty trójkąt, w którym miłość i przyjaźń wzajemnie się uzupełniają i przeplatają. Obaj mężczyźni zabiegają o względy Katarzyny; popełniają błędy, jednak nie zapominają o honorze, etyce i przyjaźni. Mimo zaistniałych okoliczności, nieporozumień, zazdrości zawsze mogą na siebie liczyć.

"Kto nie stoczy bitwy nie ma szans na zwycięstwo..."

Jolanta Kosowska w "Niepamięci" mistrzowsko połączyła dramat psychologiczny i kryminał. Książka z każdą kolejną stroną wciągała mnie do swojego subtelnego świata ludzkich emocji, aby nagle zmienić się  w intrygującą, nieprzewidywalną zagadkę. Zaczynając czytać powieść spodziewałam się w miarę prostej powieści obyczajowej o dziewczynie, która straciła pamięć, a otrzymałam fascynującą, nieobliczalną opowieść o miłości, która naznacza (na) całe życie. Książka ukazuje ludzkie losy, w którym człowiek kocha, popełnia błędy, podejmuje trudne decyzje nie zawsze przynoszące mu szczęście.  Powieść "Niepamięć" opiera się w dużej mierze na przeżyciach wewnętrznych  bohaterów, ich emocjach, uczuciach. Najczęściej niewypowiedziane, przeżywane w duchu, zostały bardzo dobrze przez autorkę sportretowane. Mimo, iż w pewnym momencie następuje przesyt ciągle zmieniającymi się narratorami, ciężko się nawet zorientować kto tym razem ciągnie swoją opowieść, to jednak od książki trudno się oderwać. Autorka świetnie dozuje napięcie, wprowadzając w odpowiednich momentach kolejne intrygująca wydarzenia i powracające bohaterce, niejednoznaczne wspomnienia.
                          
"Wspomnienia to wspaniała rzecz. Tego nikt nie może nikomu zabrać."

Mamy tutaj sportretowane życie bohaterów pełne wzlotów i upadków, bez zbędnego filozofowania. Książkę czyta się dobrze, Autorka nie pozwala czytelnikowi na nudę. Połączenie dobrze opisywanych stanów wewnętrznych bohaterów z nieprzewidywalnymi wydarzeniami, ciekawym i zaskakującym finałem dały w rezultacie intrygującą, bardzo dobrą lekturę. Z przyjemnością będę sięgała po kolejne powieści Pani Kosowskiej.


Podsumowanie
: Intrygująca dwoistość fabuły łącząca kryminał z dramatem, której centrum stanowi kobieta. Świetne stopniowanie napięcia, zaskakujący finał, bohaterowie 'z krwi i kości'. Mimo, iż w pewnym momencie czuć pewien przesyt zmieniającą się narracją to jednak, biorąc pod uwagę całą powieść - absolutnie POLECAM!
Ocena 8/10

Inne książki Jolanty Kosowskiej: