marca 30, 2021

"Zabójcza przyjaźń" Alice Feeney

"Zabójcza przyjaźń" Alice Feeney
Kiedy w małym sennym Blackdown zostaje zamordowana młoda kobieta, Anna Andrews ma wraz z ekipą wiadomości jechać tam, by nakręcić relację. Chociaż reporterka wychowała się w tym miasteczku, wcale nie ma ochoty do niego wracać. Zmienia jednak zdanie, kiedy odkrywa, że ofiarą jest jedna z jej przyjaciółek z dzieciństwa. Na miejscu okazuje się, że śledztwo prowadzi Jack Harper, były mąż Anny. Nadkomisarz podejrzewa, że ma ona związek z tym przestępstwem, lecz wkrótce ślady zaczynają prowadzić do niego samego. 

Jedno jest pewne – jeśli dana historia ma dwie wersje, to znaczy, że ktoś kłamie.


Alice Feeney napisała thriller, któremu z pozoru niewiele można zarzucić. Mamy kłamstwa w słowach i czynach każdego z bohaterów, mamy ich tajemnice, mamy motywy i mamy kilka zabójstw. A mimo to, mnie ta opowieść nie wciągnęła, a rozwiązanie zgadłam po kilkudziesięciu pierwszych stronach.

marca 20, 2021

Kropla błękitu - Denise Hunter

Kropla błękitu - Denise Hunter
Wschodząca hollywoodzka gwiazda Mia Emerson padła ofiarą skandalu i szuka bezpiecznego miejsca, by ukryć się przed dziennikarzami. Znajduje je w położonym nad jeziorem miasteczku Bluebell w Karolinie Północnej, gdzie miała spędzić odwołany miesiąc miodowy.

Zaraz po przyjeździe poznaje Leviego Bennetta, który wraz z siostrami prowadzi Pensjonat Bluebell. Mia ufa, że Levi nie zdradzi miejsca jej pobytu, a on – że może jej się zwierzyć z problemów finansowych, które utrzymuje w tajemnicy przed siostrami.

Odnaleziony pamiętnik sprzed lat zainspiruje ich do wspólnego poszukiwania ukrytego w pensjonacie naszyjnika z rzadkim okazem brylantu, jednak przy okazji dojdzie do głosu coś jeszcze. Coś, co może bezpieczniej byłoby uciszyć…


"Kropla błękitu" to druga książka z serii Pensjonat Bluebell. Nie miałam okazji przeczytać pierwszej części i troszkę się bałam, czy nie będę tego odczuwała, ale zapewniam Was, iż obawy okazały się bezzasadne. Mimo, iż są pewne nawiązania do pierwszej części to jednak ta powieść dotyczy innych bohaterów i innej historii. Można je czytać niezależnie od siebie.

Główną bohaterką nowej historii Denise Hunter jest Mia. Wierząca, młoda aktorka, która bez swojej winy stała się ofiarą skandalu. W celu przeczekania i ucieczki z wielkiego miasta, w którym paparazzi nie dawały jej spokoju, udaje się do małego miasteczka Bluebell. Zatrzymuje się w wynajętym przez byłego narzeczonego pensjonacie, który dawniej prowadzili jej nieżyjący już dziadkowie. 

Mia korzysta z uroków pobliskiej przyrody, w czym towarzyszy jej właściciel pensjonatu Levi, któremu bardzo zależy na zapewnieniu jak najlepszych warunków gwieździe, a tym samym późniejszej reklamie, podupadającemu interesowi. Oboje zbliżają się do siebie za sprawą zaginionego naszyjnika z rzadkim brylantem, który wspólnie postanawiają odnaleźć.
 
"Kropla błękitu" to spokojna obyczajówka, w której wielki świat miesza się z tym przyziemnym. Sława i problemy z nią związane stają w szranki z brakiem pieniędzy i ciężką pracą. Choć była to miła opowieść, a dodatek wiary przedstawiony bardzo subtelnie to jednak cała historia mnie nie porwała. Wątki mi się dłużyły, chemii między bohaterami nie wyczułam na żadnej stronie, i ogólnego zaciekawienia też niestety nie zarejestrowałam. Przeczytałam, żeby przeczytać. Trochę poziewałam, miejscami zirytowałam na bohaterów, ale przeczytałam całą, bo była lekka, niewymagająca i taka subtelna. Relacja między głównymi bohaterami, jak i drugoplanowymi jest niewinna i delikatna. Wiara w słowach idzie w parze z wiarą w czynach. To była miła odmiana po współczesnych naszpikowanych seksem, wulgarnością i dosłownością w relacjach opisywanych w książkach. Niemniej mimo, iż urocza dla mnie zabrakło 'magii'.   

Zdecydowanie doceniam ładny styl autorki i przyjemny język. Jeżeli macie ochotę na tzw. niedzielną opowieść to ta książka idealnie się sprawdzi. Lekka, miła historia, która może nie poruszy specjalnie serca, ale dostarczy przyjemnych wrażeń. 

marca 16, 2021

Nie ufam już nikomu - Klaudia Muniak

Nie ufam już nikomu - Klaudia Muniak

Gdy codzienność jest przepełniona podejrzeniami, możesz zapomnieć o normalnym życiu…

Iga, świeżo upieczona mama, od lat cierpi na silne zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Po porodzie decyduje się na nowoczesną terapię. Chip wszczepiony w jej ramię, sterowany przez aplikację w telefonie jest dopiero po fazie testów. Mimo to Iga bez wahania podejmuje leczenie – jest współtwórczynią tej innowacyjnej metody i wie, że nic jej nie grozi.

Krótko po wznowieniu terapii zaczynają dziać się rzeczy, których kobieta nie rozumie: stale pogarszające się samopoczucie psychiczne, do którego dochodzą niepokojące przywidzenia i bardzo realistyczne halucynacje, a z biegiem czasu zaniki pamięci. Gdy na ciele synka Iga zauważa sińce, wie, że dzieje się coś złego.

Co jest prawdą, a co tylko wytworem jej wyobraźni? Kto jest odpowiedzialny za obrażenia dziecka? Ona sama, apodyktyczna matka, kochający mąż czy oddana przyjaciółka? W końcu Iga przestaje ufać komukolwiek i zaczyna wątpić w prawidłowe działanie opracowanej przez siebie terapii…


Thriller Klaudii Muniak chodził za mną od momentu premiery. Wiedziałam, że prędzej, czy później na pewno go przeczytam. Opis brzmiał dla mnie niezwykle zachęcająco: młoda kobieta, problemy psychiczne, eksperymenty medyczne. Niestety okazało się, że fabuła to troszkę wydmuszka, której nawet nie trzeba omawiać bo wszystko dostajemy w opisie książki.

"Nie ufam już nikomu" poza pomysłem z eksperymentalną terapią niczym się nie wyróżnia na tle innych thrillerów o młodych mamach. Schemat gonił schemat, napięcia brak, a znudzenie owszem i to duże. Autorka stworzyła bardzo rozchwianą bohaterkę, która w zasadzie ani nie irytowała, ani nie wzbudzała współczucia. U mnie wzbudzała chyba tylko zniecierpliwienie. Monologi wewnętrzne, w kółko te same pytania, i rozchwianie emocjonalne Igi, z każdą strona stawało się nie do zniesienia. Bo - już Wam spieszę z wyjaśnieniem - Iga to kobieta, która dopiero urodziła dziecko; jest zmęczona, chociaż do pomocy ma mamę, super opiekuńczego męża oraz przyjaciółkę. Ma też problemy z psychiką. Do starych natręctw doszła depresja poporodowa, dlatego poddaje się terapii - wczepia sobie odpowiednio zaprogramowany chip, który uwalnia potrzebne dawki leku. Jak się domyślacie (albo i nie), coś nie działa, bo Iga czuje się coraz gorzej. Sama nie jest pewna co robi i co widzi, i te wątpliwości roztrząsa strona po stronie..., strona po stronie... .

Książka bardzo mi się dłużyła i niestety była mocno przewidywalna, tak jak pisałam nie trudno zgadnąć kto jest podejrzanym w tej historii i kto w końcu okazuje się winnym. Brakowało mi napięcia, zwrotów akcji, czegokolwiek, co powodowałoby, że książkę chciałoby się czytać. Wiele momentów było przegadanych i zapchanych nieistotnymi szczegółami. Owszem, kiedy się rozwinęła było lepiej, ale nie na tyle bym była usatysfakcjonowana z lektury. Bohaterowie też niczym specjalnym się nie wyróżniali, byli za mało charakterystyczni. Może jedynie super opiekuńczy i wyrozumiały mąż zasługuje na uwagę. 

Niestety nie polecam, chyba że chcecie sami wyrobić sobie własne zdanie, a do tego oczywiście zawsze zachęcam :)
Ocena: 3/10

Inne książki autorki:

marca 09, 2021

"Miała umrzeć" Ewa Przydryga

"Miała umrzeć" Ewa Przydryga
Trzymająca w napięciu historia dwóch kobiet, których na pierwszy rzut oka nie łączy absolutnie nic. Wychowywały się w innych częściach kraju, w różnych rodzinach, dzielą je też dwie dekady historii. Ich losy przetną się za sprawą skrywanych przez lata tajemnic. Sekretów, które po wyjściu na jaw mogą zabić.

Spragniona mocnych wrażeń grupa znajomych tworzy nietypowy pakt. Regularnie testują granicę psychicznych i fizycznych możliwości, biorąc udział w ekstremalnej grze w wyzwania. Pieczę nad wypełnianiem zadań pełni liderka grupy – Ada. Jedno z wymyślonych przez nią zadań kończy się tragicznym wypadkiem. Ginie przypadkowy człowiek, a grupa przyjaciół ucieka z miejsca zdarzenia.
A to tylko początek serii tragicznych zdarzeń…

Mija dwadzieścia lat. Osierocona jako kilkumiesięczne niemowlę, wychowywana przez zimną i oschłą ciotkę, nękana nawracającymi stanami lękowymi Lena wciąż poszukuje swojej tożsamości. Gdy podczas wernisażu zupełnie obcy mężczyzna dotyka jej policzka i w sposób sugestywny twierdzi, że ją zna, a właściwie znał w dzieciństwie, dziewczyna angażuje się w poszukiwanie prawdy o sobie na własną rękę. Gdy Lena odkrywa kolejne elementy układanki, krok po kroku demaskuje opartą na misternie utkanym kłamstwie przeszłość. Kłamstwie, na którym swoje życie oparło troje nastolatków, by uniknąć poważnych konsekwencji. Kto tak naprawdę pociąga za sznurki, skrywając się za kulisami? Ile osób straci życie z powodu rozpoczętej przed laty i pozornie niegroźnej gry? I dlaczego wszystko jest okryte zmową milczenia?


Moje pierwsze spotkanie z autorką okazało się całkiem udane i bardzo obiecujące.

Akcja książki "Miała umrzeć" toczy się dwutorowo, z jednej strony mierzymy się z przeszłością, po której oprowadza nas Ada - zbuntowana nastolatka, a z drugiej strony poznajemy Lenę, współczesną artystkę.

Lena to sierota, wychowywana przez surową ciotkę. Nie otrzymawszy w dzieciństwie ciepła i miłości, sama nie potrafi w pełni ich przekazywać i uwierzyć w tę miłość, którą na co dzień otrzymuje od swojego chłopaka. Historia Leny toczy się w 2019 roku i dla nas - czytelników zaczyna się od nietypowego spotkania w galerii, w której odbywa się jej wernisaż. Nieznajomy, uliczny grajek, zdaje się ją poznawać, odnosząc się do jej przeszłości. To krótkie i tajemnicze spotkanie wywołuje w Lenie wątpliwości i chęć powrotu do przeszłości i poznania swoich korzeni. Niestety droga ku temu okazuje się bardzo niebezpieczna. 

Historia Ady, była dla mnie ciekawsza i boleśniejsza w odbiorze. Młoda dziewczyna, wychowywana w latach 90 przez patologicznych rodziców próbuje znaleźć dla siebie miejsce w świecie i ujście dla swoich emocji, nie zapominając o swojej młodszej siostrze, którą nie interesuje się żadne z rodziców. Z jednej strony spełnia się i odnosi sukcesy w pływaniu synchronicznym, a z drugiej niszczy samą siebie zabawą w wyzwania z kilkorgiem przyjaciół, z których każde ma swoje problemy. Podczas jednego z nich dochodzi do nieszczęśliwego wypadku...

Nie trzeba być Sherlockiem by się domyślić, co łączy obie bohaterki. Tajemnicą pozostają elementy spajające obie historie, motyw zbrodni, która odebrała życie Adzie i jej rodzicom oraz złożenie tej historii w jedną spójną całość. Ewie Przydrydze udaje się utrzymać nasze zainteresowanie przez cały czas trwania książki. Z pewnością udaje się to dzięki przeplataniu się obu historii, z których dla mnie ciekawsze była przeszłość. W zasadzie, w książce mamy do czynienia ze stała liczbą bohaterów, autorka nie wprowadza nagłych zwrotów akcji, nowych poszlak. Śledztwo nasze i Leny to poznawanie historii Ady, jej przyjaciół i rodziców. Dużym plusem powieści jest jej autentyczność. Nie ma spraw i wydarzeń, które nie mogły mieć miejsca w rzeczywistości. Nie ma odrealnienia akcji od życia.

"Miała umrzeć" to historia rodziny, która mogła wydarzyć się naprawdę, to wydarzenia, które nie wprawiają czytelnika w osłupienie, nie są w żadnym momencie szokujące, ani zadziwiające. Ewa Przydryga zaserwowała nam dobry i solidnie napisany thriller psychologiczny, którego poznanie nie będzie stratą czasu. Polecam!
Ocena 7+/10  


marca 05, 2021

Podsumowanie lutego

Podsumowanie lutego
Jak Wam minął drugi miesiąc roku? Muszę przyznać, że mi nie najgorzej, także pod względem czytelniczym. Przeczytałam 5 książek, z których w większości jestem zadowolona. Na podium, jeżeli chodzi o satysfakcję z lektury, stoją "Czas tajemnic" (Marzena Rogalska) oraz "Schronisko" (Sam Lloyd), czyli obyczajówka i thriller. 

Najgorszą książką, którą w lutym przeczytałam była najnowsza powieść Marcela Mossa "Wszyscy muszą zginąć". Jeżeli macie ochotę zweryfikować moją opinię to serdecznie zapraszam do akcji, która przez cały marzec będzie trwała na na moim profilu na Instagramie, czyli #CzytamKsiążkiWydawnictwaFilia.


Każdy kto w marcu zamieści na swoim profilu post z książką(ami) Wydawnictwa Filia, dodając hasztagi #czytamksiążkiwydawnictwafilia #marzeczfeminadomi
bierze udział w zabawie, w której może wygrać DOWOLNĄ, wybraną przez siebie książkę z tegorocznych nowości Wydawnictwa
Udział można brać wielokrotnie, dodając tyle postów ile Wam w duszy zagra, gdyż aktywność to istotne kryterium wyboru zwycięzcy A zwycięzców będziesz czterech, jeden na każdy tydzień marca. Serdecznie zapraszam do udziału :)

W lutym toczyła się bardzo podobna zabawa, ale dotyczyła książek Wydawnictwa Muza. Bardzo fajnie się rozkręciła - było ponad 100 zgłoszeń. 


Jeżeli mowa o Instagramie to bardzo się cieszę, ponieważ w lutym wybiło 4500 obserwacji. Bardzo dziękuję, bo wiem, że grono osób, które odwiedza mnie na blogu zagląda i obserwuje mnie też na Ig.

Z ważnych informacji chciałam jeszcze przypomnieć, że oprócz akcji z Wydawnictwem Filia, zarówno na Ig, jak i tutaj na blogu trwa rozdanie z trzema książkami do wyboru, tutaj również zapraszam do udziału :)


Wpisem, który cieszył się największą popularnością w lutym był ten opiniujący książkę Marcela Mossa, o której wyżej już napisałam, że była dla mnie najgorszą lekturą lutego. Na drugim miejscu, był stary wpis o kuchni - klik a na trzecim recenzja, również wspomnianego wcześniej "Schroniska".


Tyle o lutym, mam nadzieję, że Wasz też był całkiem udany? :) 


Copyright © Femina domi , Blogger