września 27, 2022

Szklany dom - Eve Chase

Szklany dom - Eve Chase
Pełna napięcia powieść o mrocznych sekretach rodzinnych

W głębi lasu zostaje znalezione niemowlę. Rodzina Harringtonów postanawia je zatrzymać. Z każdym kolejnym dniem ich niedowierzanie zamienia się w radość – sami zmagają się z osobistą tragedią, a obecność tej niezwykłej dziewczynki napełnia ich życie nadzieją. Rozświetla dotychczas ponure i zakurzone zakamarki ich domu.

W obawie przed jej utratą, Harringtonowie utrzymują istnienie małej w tajemnicy. Za wszelką cenę chcą ją przy sobie zatrzymać. Nie wiedzą jednak, że niedługo na terenie ich posiadłości znajdzie się martwe ciało. A skrzętnie skrywane tajemnice mogą ujrzeć światło dzienne…

Minie wiele lat, aż pewna kobieta szukająca odpowiedzi na pytania dotyczące swojego życia trafi do niezwykłego, pięknego lasu, w którym nic nie jest takie, jakim się wydaje.

Czy odkryje prawdę na temat swojej przeszłości?
Czy odważy się ją ujawnić?
"Szklany dom" to powieść pełna uroku wiążącego się przede wszystkim z miejscem akcji. Większość wydarzeń dzieje się w dworku położonym w środku lasu. Specyficzna atmosfera, bohaterowie z własnymi demonami, trudną przeszłością i przyszłością, która niesie kolejne tragiczne zdarzenia. Eve Chase stworzyła powieść obyczajową, którą odkrywamy, a może wręcz kontemplujemy niespiesznie łącząc wątki i bohaterów. 

W powieści mamy do czynienia z dwiema płąszczyznami czasowymi. Pierwsza przenosi nas w przeszłość. Poznajemy historię Harringtonów, która po pożarze domu, na czas remontu przenosi się do dworku Foxcote Manor, znajdującego się w głębokim lesie. Pani Harrington znajduje się w złym stanie psychicznym, po tym jak rok wcześniej straciła nowonarodzone dziecko. Pozostałe dzieci Jeanne także są poturbowane psychicznie widząc zły stan matki, jej negatywne odnoszenie się do męża, czyli ich ojca oraz zdając sobie sprawę, że przyjaciel rodziny nie jest tylko przyjacielem. Spoiwem i dobrym duchem rodziny jest niania dzieci - Rita. Gdy znajdują w lesie porzucone niemowlę sytuacja zdaje się poprawiać.

Odpowiedź na pytanie: kim jest tajemnicze niemowlę zdaje się kryć we współczesności, w której główną rolę odgrywa Sylvie i jej rodzina. Nie będę tutaj zdradzała więcej, ponieważ układanie rozsypanych puzzli życia bohaterów "Szklanego domu" należało do ciekawych i satysfakcjonujących. Polecam zagłębić się w te dwa świat, które początkowo zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. 

września 18, 2022

Niemiecki ksiądz u progu Auschwitz - Piotr Żyłka

Niemiecki ksiądz u progu Auschwitz - Piotr Żyłka


Autor, Piotr Żyłka, to – jak sam siebie określa – to wrażliwy dziennikarz, publicysta, działacz społeczny, członek grupy oraz prezes fundacji Zupa na Plantach wspierającej osoby doświadczające bezdomności.

W latach 2015–2020 był redaktorem naczelnym portalu Deon.pl. Jest autorem książek, m.in. bestsellerowego wywiadu z ks. Kaczkowskim Życie na pełnej petardzie. Wiara, polędwica i miłość oraz Siostry z Broniszewic. Czuły Kościół odważnych kobiet (wraz z Łukaszem Wojtusikiem). Laureat Nagrody „Ślad” im. bp. Jana Chrapka.


Księdza Manfreda Deselaersa poznałam kilkanaście lat temu, na studiach licencjackich. Miałam do wyboru kilka dodatkowych, obowiązkowych przedmiotów, z których najciekawszym wydał mi się ten dotyczący Auschwitz. Nie byłam zachwycona, że w ogóle muszę wybierać przedmiot obowiązkowy zupełnie niezwiązany z moim kierunkiem studiów, czyli filologią rosyjską, ale wiadomo, mus to mus. Okazało się, że ten dodatkowy przedmiot był jednym z najciekawszych w całym toku studiów. Ksiądz Manfred był wykładowcą, który potrafił skupić naszą uwagę. Zamknięci w małej salce słuchaliśmy spokojnego głosu, który przedstawiał nam historię obozu. Mocny niemiecki akcent nie przeszkadzał w dotarciu do naszych umysłów. Zajęcia zawsze odbywały się po wszystkich innych, późnym popołudniem, u progu obozu śmierci. Wiele razy wychodziliśmy mając łzy w oczach, ból w sercach i pytania w duszy.

Czytając rozmowę księdza z Piotrem Żyłką przypomniałam sobie tamte wykłady, tamte emocje, wątpliwości. Połączenie religii z tak niewyobrażalną tragedią nie jest łatwe. Pytania, gdzie był Bóg, dlaczego na to wszystko pozwolił zdają się nigdy nie doczekać wystarczająco dobrej odpowiedzi. 

Ksiądz Manfred Desealers urodził się w powojennych Niemczech, kiedy w szkołach i w rodzinach o Holokauście się nie mówiło. Jadąc jako młody pacyfista na wolontariat w Izraelu poprzedzony wizytą w Auschwitz, nie wiedział, jaki wstrząs go czeka. Po latach, już jako ksiądz, wrócił do Oświęcimia. I został do dziś.

Od ponad 30 lat mieszka w Oświęcimiu, pracuje w Centrum Dialogu i Modlitwy jako „duszpasterz u progu Auschwitz”. W 1996 r. obronił pracę doktorską pt. Bóg a zło w świetle biografii i wypowiedzi Rudolfa Hössa, komendanta Auschwitz. Laureat Nagrody im. ks. Józefa Tischnera, przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów uhonorowany tytułem Człowieka Pojednania (2000).

Z rozmowy z Piotrem Żyłką dowiadujemy się jaką drogę przeszedł nim osiadł u progu Auschwitz; jak wyglądało jego życie w Niemczech, skąd pomysł na zostanie księdzem. To z pewnością nie była prosta droga. Przebiegała przez różne doświadczenia, wyjazdy aż zakończyła się w Oświęcimiu i trwa do dziś.
 

"Niemiecki ksiądz u progu Auschwitz" to zapis rozmowy niezwykle mądrego człowieka z drugim, stawiającym celne, często trudne pytania. Dowiadujemy się nie tylko jak wyglądało i co ukształtowało księdza Deselaersa, ale poznajemy również różne obozowe historie. Ksiądz dzieli się z nami historiami ludzi, byłych więźniów, które stały się dla niego drogowskazami. Oprócz tego sięgamy do spraw, na które trudno odpowiedzieć, i które trudno nam, zwykłym śmiertelnikom, zrozumieć. 

*Dlaczego ulegamy zbrodniczym ideologiom? 
*Jak budować relacje pomimo bolesnych zranień?
*Gdzie jest Bóg, kiedy cierpią niewinni ludzie?
*Czy miłość i wiara po doświadczeniu Zagłady są w ogóle możliwe?
*Jak odnajdywać światło nawet w największych ciemnościach?
*O czym woła do nas – także dziś, a może szczególnie dziś – ziemia w Auschwitz?


Nie można, nie da się czytać tej książki, tej rozmowy bez emocji i bez refleksji. Mnie się to nie udało, ale od razu zaznaczam - nie ma w niej sztucznie wywoływanej sensacji. Ksiądz Manfred jest konkretny. Zna historię obozu, zna byłych więźniów, zna jej komendanta Rudolfa Hossa, o którym pisał pracę doktorską. My dzięki niemu również poznajemy to miejsce i jego samego.

W książce mamy zdjęcia i podział na konkretne rozdziały, znajdziemy w niej także fragmenty świadectw byłych więźniów Auschwitz-Birkenau. Wszystkim bardzo polecam poznanie tego niemieckiego księdza, który od 30 lat żyje i pracuje na rzecz Dialogu i Modlitwy.

ZŁO NIE MOŻE MIEĆ OSTATNIEGO SŁOWA


września 16, 2022

Reminders of him - Colleen Hoover

Reminders of him - Colleen Hoover
Po pięciu latach pobytu w więzieniu Kenna Rowan wraca tam, gdzie wszystko się zaczęło.
Chce zmierzyć się z przeszłością i odzyskać córkę. Niestety, okazuje się, że mostów, które spaliła, nie da się odbudować. Bez względu na to, jak ciężko pracuje, wciąż są ludzie, którzy wykluczają ją z życia jej dziecka.

Jedyną osobą, która nie skreśliła Kenny, jest Ledger Ward, właściciel lokalnego baru. Między nimi rodzi się nić porozumienia, a potem fascynacja. Jednak romans wiąże się ryzykiem – relacja z Ledgerem może zadecydować o przyszłości Kenny i jej córki.

Kenna będzie musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce przeciwstawić się uczuciu i osiągnąć swój cel…


Sięgając po książki Colleen Hoover oczekuję dwóch rzeczy: emocji oraz ciekawości. Przy tej książce nie dostałam ani jednego ani drugiego.

Kenna wychodzi z więzienia i ma jeden cel - odzyskać córkę. W miasteczku, do którego wraca po odsiedzeniu kary więzienia spotyka Ledgera, właściciela baru. Jedno spojrzenie i już jest chemia, już w głowie rodzą się namiętne myśli. Myślicie teraz: tani chwyt? Badziew? Pomyślałam tak samo ;) A gdy doszło do tego, że po tych 'ocznych spotkaniach' on zaprasza ją za parę godzin ponownie do baru, a ona wtedy chętnie siada mu na kolana i ... to tylko przewracałam oczami. Oczywiście Ledger to nie taki zwykły, przypadkowy koleś - nie u Hoover. Oczywiście nie zdradzę kim jest, ale wspomnę, że jego istnienie ma istotne znaczenie dla fabuły. 

Mój największy zarzut to ten, iż w książce mamy niby emocje. Niby stęsknioną za córką bohaterkę, niby pragnącą ją odzyskać, niby mówiącą o tęsknocie, ale to wszystko jest niby. Nie ma ani walki, ani prawdziwego smutku matki. Dla mnie ta opowieść była pozbawiona emocji matczynych, natomiast nie brakowało tych męsko-damskich. 

Generalnie zachowanie głównej bohaterki było dla mnie infantylne. Ledger trochę ratował sytuację, ale też tak nie do końca mu się to udawało. Wyszedł taki tani romans z poruszającym tłem, który pozostał poruszający tylko w zamyśle. Moich emocji nie poruszył. Z podobnym pomysłem na fabułę spotkałam się w książce "Nocna droga" Kristin Hannah, ale w zdecydowanie lepszym - moim zdaniem - wykonaniu. 

Podsumowując: miało być poruszająco, wyszło romansowo. Jestem na nie, ale gusta są różne, więc warto przekonać się samemu :)

września 13, 2022

Mali tułacze - Wojciech Lada

Mali tułacze - Wojciech Lada

Poruszająca opowieść o dzieciach wobec piekła wojny.



Niektóre ledwo się urodziły, inne miały po kilka lub kilkanaście lat. Były też takie, które przychodziły na świat już w zaplombowanych wagonach wiozących je gdzieś w głąb Azji. W 1940 roku dla kilkudziesięciu tysięcy polskich dzieci rozpoczęła się podróż - która miała trwać osiem kolejnych lat - przez niemal wszystkie strefy klimatyczne Ziemi i wszystkie znane człowiekowi kultury. Przeszłam piekło, ale widziałam rzeczy piękne - mówi jedna z bohaterek reportażu Lady. Ze zmrożonej Syberii trafiły na stepy Azji, gdzie rodziła się ludzka cywilizacja. Stamtąd trafiały do Persji, gdzie znajdowały scenerię znaną z baśni tysiąca i jednej nocy. A potem była Afryka, Indie, Nowa Zelandia, Meksyk… Czasem w końcu również Polska, ale ona akurat niechętnie.

Chorowały, umierały z głodu… a inne dorastały… Tysiące polskich dzieci uciekły z Rosji z armią generała Władysława Andersa - dziś opisują to jako najpiękniejsze lata życia. Ale i tak z jakiegoś powodu, nawet dobiegając dziewięćdziesiątki, na ich wspomnienie wciąż płaczą.



"Mali tułacze" to książka poruszająca, ale rzeczowa. Autor, Wojciech Lada, dziennikarz i historyk ciekawie podszedł do tematu, przekazując w nasze ręce reportaż, podejmujący temat raczej rzadko poruszany. Opowieść o najmniejszych polskich uchodźcach to historia heroizmu dzieci, które nie powinny jeszcze znać znaczenia tego słowa, zwłaszcza w praktyce.

Wojciech Lada pisze, że nie wiadomo ile dzieci w 1940 roku wywieziono w głąb Rosji, ale wiadomo, że rok później opuściło ją razem z armią generała Andersa, aż dwadzieścia tysięcy. Wstrząsająca liczba, a dodajmy, że niewielu z nich wróciło do Polski.

Zasiadając do "Małych tułaczy" spodziewałam się suchego reportażu. Liczb, opowieści w formie sprawozdania, a otrzymałam przystępnie napisaną opowieść o ludzkich losach. Jeżeli więc ktoś się boi, iż forma go przerośnie - uspokajam - ten reportaż naprawdę dobrze się czyta. Wielkich deportacji ludzi były cztery tury. Dzieci wywiezione w głąb Rosji zostały pozbawione dzieciństwa, rodzinnego ciepła, wszystkiego co znali. Syberia nie jest miejscem, do którego chce się trafić. Ich wybawicielem okazał się Władysław Anders, do którego armii dołączyli dzieci i dorośli, jak już pisałam za autorem, ok. dwudziestu tysięcy osób.


Co ciekawe, dzieci nie wspominają wędrówki i trudów podróżowania tak źle, jak można by się było tego spodziewać. Autor opowiada o małych uchodźcach odnosząc się do ogólnej historii, ale przede wszystkich do ich indywidualnych wspomnień. Mamy tutaj przedstawione losy różnych osób. Wielu z nich po drodze traciło rodziny, przyjaciół. Szli, szukając wolności. Przemierzyli różne ziemie; od Persji po Afrykę, Indie, Meksyk... Schronienie znajdowali w Kanadzie, Iranie, Ugandzie, Palestynie i wielu innych i tylko niewielka grupa chciała i wróciła do Polski. 

Polecam Waszej uwadze "Małych tułaczy". Żadna opinia, czy recenzja nie przekaże Wam tego, co znajduje się na kartach książki. Warto poznać tę część naszej historii.

września 09, 2022

Belcanto - Ann Patchett

Belcanto - Ann Patchett
Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

Kiedy na koniec koncertu gaśnie światło, akompaniator całuje śpiewaczkę. Kto wie, co by się między nimi wydarzyło, gdyby w tym momencie do willi nie wdarła się grupa uzbrojonych mężczyzn, a wszyscy obecni nie zostali zakładnikami.

W miarę upływu kolejnych tygodni, w dusznej, tropikalnej atmosferze południowoamerykańskiej rezydencji między uwięzionymi a napastnikami tworzą się zaskakujące więzi. Czy po kilku miesiącach ktoś jeszcze będzie chciał odzyskać wolność?

Ann Patchett tworzy hipnotyzującą historię o sile i kruchości, a także o odnajdywaniu miłości tam, gdzie nikt by się jej nie spodziewał. Mistrzowska i pełna liryzmu powieść autorki Domu Holendrów.


"Belcanto" zostawił mnie z moralnym kacem. Sponiewierał, wywołując pozytywne uczucia względem ludzi popełniających złe uczynki. Pozostawił znak zapytania nad pojęciem dobra i zła. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się niewinnie, wręcz nudno...

Nie ukrywam, zasiadając do lektury liczyłam na rozrywkę - ciekawą, ale szybką. Srogo się przeliczyłam. Autorka od początku prowadzi fabułę bardzo niespiesznie, jak pająk tka ją misternie, powoli, dokładnie, splatając ze sobą poszczególne nitki. Nie mogłam, wręcz nie wypadało pospieszać wydarzeń. Musiałam przenieś czytanie na dogodniejszy czas. Autobus, pełen uczniów to nie było miejsce dla wyważonych, pięknie dobranych słów, na poznanie bohaterów, których autorka opisuje niespiesznie, ujawniając skrawki ich życia. Maluje ich portrety, sprawiając, że stają się realni. Wychodzili z książki i stawali obok mnie. 

Byłam zła, że nie jestem w stanie jej po prostu czytać.

Cały dzień moje myśli do niej wracały. Do tej prozatorskiej poezji, z którą dawno nie miałam już do czynienia. Wieczorem ponownie otworzyłam książkę i zaczęłam zagłębiać się w świat pana Hosokawy, miłośnika opery. Aż samej naszła mnie ochota na wysłuchanie dźwięków, które tak go zachwycały.

Fabuła książki nie jest skomplikowana. Urodziny pana Hosokawy, na których jest wielu znamienitych gości, w tym uświetniająca wieczór, śpiewaczka operowa Roxane Coss. W ten świat zasłuchanych melomanów, polityków, dystyngowanych gości wkraczają 'złoczyńcy'. Goście stają się zakładnikami. Trwa to kilka miesięcy, a my w tym czasie poznajemy bliżej tych złych... Na pewno złych? 


Pierwsza cześć książki to zaznajamianie nas z wybranymi bohaterami, którzy wkrótce staną się zakładnikami. Długie opisy, mało, wręcz brak dialogów. To ta część przy której warto się skupić i naprawdę dać jej szansę wybrzmieć. Ona powoduje, że odbiór następujących na kolejnych stronach książki wydarzeń jest inny, a cała powieść staje się piękną jednością. Przechodząc przez ten spokojny, dla niektórych pewnie nudny fragment książki, trafiamy w wir nieprzewidzianych wydarzeń. Druga część książki nabiera tempa. Wydarzenia dzieją się szybciej, nie ma już tylu opisów, mamy więcej dialogów, a jednak nadal pozostaje ona bardzo intymnym zapisem.

"Belcanto" stawia nas w krępującej sytuacji. Czy możemy współczuć porywaczom? Czy możemy im kibicować? Czy możemy chcieć, żeby udało im się przeżyć? Mnie powieść Ann Patchett oczarowała, zostawiając z zestawem moralnych rozważań. Pięknie wydana przez Wydawnictwo Znak będzie zdobiła moją półkę, a ja na pewno jeszcze po nią sięgnę. 
POLECAM! 

września 06, 2022

Życie last minute - Kamila Mitek. Patronat

Życie last minute - Kamila Mitek. Patronat
Iza jest graficzką komputerową i doskonale radzi sobie zawodowo. Prywatnie nie ma tyle szczęścia – wciąż leczy rany po wieloletnim związku z żonatym mężczyzną. Nie założyła własnej rodziny i mieszka z bratem, muzykiem. Pewnego dnia w drzwiach ich mieszkania pojawia się matka, która oświadcza, że sprzedała cały swój majątek i właśnie się do nich wprowadza. Iza jest zszokowana tą sytuacją, ale nie potrafi jej odmówić, mimo że ich stosunki nigdy nie były zbyt bliskie. Niebawem okaże się, że życie Izy skomplikuje się jeszcze bardziej…

Jak potoczą się losy tej trójki życiowych rozbitków?
Czy Izie uda się stawić czoła czekającym ją wyzwaniom i odnaleźć swoje miejsce w świecie?


"Życie last minute" mnie zaskoczyło i wywołało wszystkie możliwe emocje, od uśmiechu po łzy. Kamila Mitek udowodniła, że można napisać obyczajówkę, która nie jest schematyczna, nie jest przewidywalna, nie jest nudna, a jednocześnie jest życiowa. Nie zawiera wydumanych problemów, dziwnych, bohaterów, pokręconych i oderwanych od rzeczywistości wątków. Bliska zwykłym ludziom, zawierająca prawdziwe problemy i dylematy, okraszona dobrym poczuciem humoru.

Główną bohaterką powieści jest Iza, ale dla mnie, tak naprawdę, były dwie takie bohaterki - matka i córka. Autorka stworzyła dwie wyraziste, dynamiczne postaci, z którymi zapewne wiele kobiet będzie mogło się utożsamić. Iza jest graficzką, dobrą duszą, która dała dach nad głową bratu - muzykowi, marzącemu o karierze. Muszę przyznać, że myślałam, iż autorka zrobi z niej tzw. 'ciepłe kluchy'. Kobietę, która się nie skarży, i jeszcze przygotowuje kanapki leniwemu braciszkowi. Nic z tych rzeczy. Okazało się, że Iza jest kobietą twardą i silną, która widzi, że jest wykorzystywana i walczy z tym, a przynajmniej się stara. Jakby miała dość problemów do jej mieszkania wprowadza się matka, która nagle oznajmia, że chce rozpocząć nowe życie.

Matka Izy, ucieleśnia model matki, która dla dobra dzieci nie skarży się, nie narzeka, nie ma ambicji, żeby być szczęśliwą kobietą. Adrianna, to kobieta z przeszłością, która nagle odkrywa, że życie to coś więcej niż powtarzanie starych schematów, że nigdy nie jest za późno na zmianę w życiu. Niezwykle przypadła mi do gustu jej kreacja.


"Życie lat minute" to nie tylko wyimaginowane, a jakże rzeczywiste bohaterki, to także piękne opisy i język, którymi autorka się posługuje, a które automatycznie uruchamiają w naszej głowie obrazy. Czytając, malujemy je w swojej wyobraźni.

Kamila Mitek miesza teraźniejszość z przeszłością. Dzięki retrospekcjom przenosimy się z Polski do Chorwacji, poznając historię pewnej miłości. Tutaj ponownie autorka mnie zaskoczyła. Gdy byłam przekonana, że wiem, co będzie dalej i jak się historia zakończy, okazało się, że jednak nic nie wiem :) Takich zaskoczeń, pójścia na przekór jest więcej, mam nadzieję, że także je docenicie, bo sprawiają, że zwykła powieść obyczajowa staje się powieścią, którą zapamiętamy na dłużej, która nie zginie w zalewie podobnych historii.

Powieść Kamili Mitek zawiera jeszcze jeden niezwykle istotny element, wręcz fundamentalny i jest związany z Izą. Choroba. Tutaj przedstawiona jest bardzo rzeczowo, widać, że autorka zrobiła porządny research nim zaczęła o niej pisać. Cieszę się, że poznałam ją bliżej.


Historia zawarta w powieści, której mam przyjemność patronować, wywołała we mnie dużo emocji. Na przemian śmiałam się i ocierałam łezkę. Płynęłam przez tę powieść ciekawa, gdzie zaprowadzą mnie bohaterowie. Tutaj nawet retrospekcje były interesujące, emocjonalne i pełne uczucia, chociaż stanowiły jakby osobną historię w stosunku do całości.

Gratuluję autorce, ponieważ potrafiła stworzyć bohaterki, z którymi może utożsamić się niejedna kobieta. Powieść, jak życie, wywołuje różne emocje, od uśmiechu po łzy. Do tego niezwykle plastyczne opisy, które wywołują w naszej głowie realne obrazy. To wszystko składa się w całość, którą szczerze Wam POLECAM.



września 01, 2022

Wywiad z Kamilą Mitek

Wywiad z Kamilą Mitek


Kamila Mitek - ur. 26 sierpnia 1981. Ukończyłam lingwistykę stosowaną i psychologię na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Aktualnie pracuję jako psycholog w szkole podstawowej w Legnicy. Mieszkam z mężem i dwoma synami w Legnickim Polu.

Od trzech lat realizuję swoje wielkie marzenie, jakim jest pisanie książek dla dzieci i dorosłych. W roku 2021 na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Dragon ukazały się dwie powieści obyczajowe spod mojego pióra – „Moje greckie lato” oraz „Na śniadanie tort szpinakowy”. Dwie kolejne ukażą się planowo w 2022 r. Są to tytuły skierowane do dorosłych czytelników, jednak chciałabym pisać także dla starszych dzieci i młodzieży.

Poza literaturą kocham górskie wędrówki, śpiew i grę na gitarze (najlepiej przy ognisku), a także wysiłek fizyczny - w myśl zasady „w zdrowym ciele zdrowy duch”.
Wyznawane przeze mnie wartości to: szacunek, miłość, nadzieja.

               *********

Czekamy na premierę Twojej najnowszej książki "Życie last minute". Będzie to Twoja czwarta powieść, czy pisanie jest już Twoją pracą, czy to jeszcze zajęcie dodatkowe?

To zajęcie dodatkowe i takim pozostanie. Dzisiejszy rynek wydawniczy rządzi się specyficznymi prawami. Żeby zarabiać na książkach, musiałabym rzucić pracę i pisać trzy razy więcej, a to nie wchodzi w rachubę, bo za bardzo lubię swój zawód (psychologa szkolnego).:)

Która z Twoich książek jest tą ulubioną?

Żadna z nich nie jest moją ulubioną, ale mam szczególny sentyment do debiutu "Na śniadanie tort szpinakowy". Pisałam go beztrosko, bez pojęcia o warsztacie pisarza, totalnie "na czuja". Bardzo miło to wspominam. Redaktor miał potem z tekstem sporo roboty, ale są w nim szczere emocje i ciepło. W tekście, nie w redaktorze (choć w tym ostatnim może także!:)).

Pisząc daną powieść masz w głowie jej cały scenariusz, czy on się tworzy podczas samego pisania?

Zawsze na starcie mam szkielet fabuły wraz z zakończeniem. W trakcie pisania rozwijam tylko poboczne wątki, ale od początku wiem, do czego dążę i jakie ludzkie motywacje chcę pokazać. Każda powieść ma swoje motto, dzięki któremu czuwam nad tym, aby całość była spójna, a przekaz klarowny.

Skąd czerpiesz pomysły na fabułę?

Pomysły czerpię w sporej części z wyobraźni, lecz również z życia, artykułów prasowych, książek innych autorów (inspiracja, nie plagiat :)), z opowieści przyjaciół i znajomych. Czasem jedno słowo potrafi wyzwolić w moim umyśle kaskadę obrazów, które potem przekuwam w konkretne sceny.

Jak rodzina reaguje na Twoje książki? Czytają? Komentują?

Moje książki czytają głównie kobiety. Te z rodziny bardzo mnie dopingują, czekają na każdy kolejny tytuł, chwalą i promują moją twórczość wśród znajomych. Moim samozwańczym menadżerem jest mama, która od początku zagrzewa mnie do realizacji pisarskiego marzenia i jak dotąd ani na chwilę nie opuściła miejsca przy moim boku w "drodze do gwiazd".

Czy Twojej pracy twórczej towarzyszą jakieś rytuały?

Tak - bardzo wczesne pobudki!:) Bo potem wpadam w zawodowo-rodzinny kierat i pisanie musi zaczekać na kolejny poranek.

"Życie last minute" to opowieść, której tłem jest ciężka choroba głównej bohaterki, skąd czerpałaś inspirację i wiedzę na jej temat?

Moja serdeczna koleżanka Marta Stąpor pozwoliła mi opisać historię swojej choroby i przekazała mi potrzebną wiedzę. Polecam w tym miejscu jej książkę "SM - choroba o stu twarzach". Dzięki Marcie medyczny wątek wypadł wiarygodnie. Jest to jednak jedyny element oparty na prawdziwych wydarzeniach. Bohaterowie i pozostała część fabuły to wytwór mojej wyobraźni.

Bardzo mi się podobało, że Twoja najnowsza książka nie idzie prostym schematem, zaskakujesz pewnymi fabularnymi rozwiązaniami. Taki był zamysł?

Zdecydowanie tak. Chciałam uciec od schematów. Postawiłam sobie wysoko poprzeczkę, starałam się myśleć nieszablonowo, dojrzale o swoich bohaterach. To był mój warsztatowy cel i cieszę się, że go osiągnęłam.

Jakie jeszcze tematy chciałabyś podjąć w swoich powieściach?

Chciałabym napisać o doświadczeniach związanych z moim zawodem. Jest on studnią bez dna, jeśli chodzi o inspiracje. Jednak i tu potrzeba dużego wyczucia, dojrzałości, bo tematy są niezwykle delikatne.

Czy prywatnie również najchętniej sięgasz po powieści obyczajowe? Masz swoich ulubionych autorów?

O, tak! Uwielbiam powieści obyczajowe. To mój ulubiony gatunek. Autorka, która zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, to Petra Huelsmann. Jeśli zaś chodzi o nasze polskie autorki, to niezmiennie polecam powieści Ani Ziobro i Joli Kosowskiej.

Czego możemy Ci życzyć w związku z pisarsko-zawodowym życiem?

Wytrwałości i dystansu. Zdawałoby się, że autor siedzi w ciepłym domku i stuka w klawisze. Tymczasem jest to bardzo zniekształcony obraz. W dzisiejszych czasach, przy przeładowanym tytułami rynku, autor musi o siebie zawalczyć, wyjść do ludzi, zachęcić do czytania swoich powieści, godnie przyjmować krytykę, którą tak łatwo szafować w sieci. Dlatego... wytrwałości i dystansu. Za co z góry bardzo dziękuję :)

I tego Ci z całego serca życzymy. 
Bardzo dziękuję za rozmowę





Premiera najnowszej powieści "Życie last minute" już 07 września!
Copyright © Femina domi , Blogger