Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Kalina Jędrusik. Opowieść córki z wyboru - Mikołaj Milcke i Aleksandra Wierzbicka

marca 17, 2024

Kalina Jędrusik. Opowieść córki z wyboru - Mikołaj Milcke i Aleksandra Wierzbicka

Ilu miała kochanków? Czy za pomocą tabletek usypiała męża, by móc się spotykać z innymi mężczyznami? Czy jako wdowa leżała krzyżem w kościele?

Aleksandra Wierzbicka i Kalina Jędrusik znały się ponad ćwierć wieku. To o niej Jędrusik mówiła „córka”. To w jej ramionach zmarła. To ona znała aktorkę, piosenkarkę i ikonę PRL-u jak nikt inny.
I to ona rzuca zupełnie nowe światło na barwne życie Kaliny Jędrusik.
Po raz pierwszy mówi o Kalinie tak dużo i tak intymnie. Szczerze i bez lukrowania opowiada Mikołajowi Milckemu o Kalinie prywatnej, domowej, bez makijażu i bez blichtru, który towarzyszył jej przez całe życie.

To też osobiste listy Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata oraz nigdy wcześniej niepublikowane fotografie gwiazdy, która do dziś budzi skrajne emocje i – choć nie żyje od ponad 30 lat – wciąż jest bohaterką plotek.

Wszystkie książki, filmy i pikantne relacje mają się nijak do niezwykłej historii, którą trzymacie w rękach.
W tej książce znajdziecie prawdę o Kalinie Jędrusik.

Kalina Jędrusik to kobieta, wokół której narosło kilka mitów. Nie tak dawno jej osoba została przypomniana w filmie "Bo we mnie jest seks", w którym rolę Kaliny zagrała Maria Dębska. Być może przez niego też moja ciekawość postacią Jędrusik wzrosła na tyle by sięgnąć po jej biografię. Dokładnie rzecz ujmując, "Kalina Jędrusik. Opowieść córki z wyboru" to wywiad, w którym Aleksandra Wierzbicka opowiada o tym jak zapamiętała aktorkę, rozprawiając się z wieloma mitami na jej temat.

Córka z wyboru poznała Kalinę Jędrusik i jej męża Stanisława Dygata mając 10 lat. Początkowo tylko ich odwiedzała, bawiąc się z pieskami małżeństwa. Po jakimś czasie te wizyty się wydłużały i stawały częstsze. Nie da się jednak ukryć, że nie mogła w ten sposób dobrze poznać Kaliny Jędrusik. Będąc dzieckiem nie do wszystkiego miała dostęp, nie o wszystkim mogła usłyszeć i nie wszystko zobaczyć. Często powtarza sformułowania, że czegoś nie wie/nie pamięta. Sporo jest w tym tzw. gdybania. Jednak obraz Kaliny przedstawiony przez panią Wierzbicką jest inny niż ten stereotypowy. Ciekawe jest także jej spojrzenie na małżeństwo Jędrusik ze Stanisławem Dygatem, obraz ich bliskiej relacji, w której zdrada była akceptowana. 

Największym plusem ww. publikacji jest jej wydanie. Książka jest w twardej okładce, wzbogacona  licznymi zdjęciami Kaliny Jędrusik, rodziny, przyjaciół i znajomych aktorki oraz prywatną korespondencją, między nią, a jej mężem. 

Z ciekawością przeniosłam się w przeszłość, starając się zrozumieć i poznać Kalinę Jędrusik, jeżeli i Wy macie na to ochotę to sięgnijcie do wywiadu Mikołaja Milcke z Aleksandrą Wierzbicką.



Holly - Stephen King

października 19, 2023

Holly - Stephen King

Ukochana bohaterka Stephena Kinga wyrusza w pościg za najbardziej przerażającymi ze wszystkich jej dotychczasowych przeciwników.

Holly Gibney powraca w wielkim stylu, tym razem w swojej własnej historii. Spotykamy ją w momencie, gdy zdążyła już przejść długą drogę – od Pana Mercedesa, w którym pojawiła się po raz pierwszy jako nieśmiała, ale odważna i szlachetna samotniczka, przez współpracę z Billem Hodgesem w Znalezione nie kradzione, do błyskotliwej, dzielnej detektywki z Outsidera. W Holly ekscentryczna śledcza musi zmierzyć się z parą genialnych, ale okrutnych przeciwników, którzy swoje tajemnice potrafią ukrywać jak nikt inny.

Gdy Penny Dahl zwraca się do agencji Uczciwi Znalazcy z prośbą o pomoc w odnalezieniu jej zaginionej córki, Holly Gibney nie ma ochoty brać jej sprawy na swoje barki. Detektywka znajduje się w ciężkiej sytuacji – jej partner Peter jest ciężko chory, a poza tym niedawno zmarła jej matka, z którą wiązała ją skomplikowana relacja. Odpuściłaby tę sprawę, gdyby nie to coś w głosie zdesperowanej klientki. Coś, co nie pozwala jej odmówić i zmusza do wyruszenia na poszukiwania sprawcy.

Holly nie wie jeszcze, że niedaleko od miejsca, gdzie zniknęła Bonnie Dahl, mieszka małżeństwo profesorów na emeryturze, osiemdziesięciolatkowie Rodney i Emily Harris. Z pozoru są typowymi przedstawicielami klasy średniej, zakochanymi w sobie staruszkami, jednak za drzwiami doskonale utrzymanego domu skrywają potworny sekret. Jak się okaże, Holly będzie musiała wykorzystać wszystkie swoje zdolności, by przechytrzyć bezwzględną i szalenie przebiegłą parę i odkryć prawdę – makabryczną, przerażającą i mrożącą krew w żyłach.


Z wielką niecierpliwością i wręcz zachłanną ciekawością sięgnęłam po najnowszą książkę Stephana Kinga "Holly". Niestety, zamiast mrożącej krew w żyłach historii, pasjonującej fabuły, niespotykanych zwrotów akcji, czy chociaż ciekawych bohaterów otrzymałam powieść polityczno-pandemiczną. Autor nie silił się na subtelności, po lekturze wiem, kto był wg niego beznadziejnym prezydentem oraz jaki ma stosunek do osób, które negowały COVID i wprowadzone restrykcje. Z całej książki zapamiętam właśnie te aspekty. Akcja zaginięcia jest tu tylko tłem do zdań typu: przywitali się łokciami, założyła/ściągnęła maseczkę, szczepiła się/nie szczepiła się. Firmy farmaceutyczne powinny wypłacić autorowi niezłe honorarium za reklamę (nazwy konkretnych szczepionek występują tu parokrotnie).

Czy gdyby przykryć ww. mielibyśmy do czynienia z dobrą książką? Ponownie - niestety - raczej nie. Fabuła jest prosta, powiązania są wiadome, atmosfera nie ma nic z grozy, mroku, czy tajemnicy. Bohaterowie pozytywni są mdli, negatywni groteskowi. Ciężko wymienić mi chociaż jedną pozytywną rzecz związaną z książką, NIC nie przychodzi mi do głowy. Wszystko mamy podane na tacy, akcja nie wciąga a dłuży się i nuży. Jestem zszokowana, bo nie spodziewałabym się tak słabej książki po Kingu...


Osobiście jestem smutna i rozczarowana, ale może Wam najnowsze dzieło 'mistrza' przypadnie do gustu :) 

Sprawa Diabła - Andrzej Jeznach

września 18, 2023

Sprawa Diabła - Andrzej Jeznach

Ewa Ewart poleca: pełna zaskakujących zwrotów akcji, fascynująca opowieść.

Zanim odejdzie na emeryturę, nadinspektor Norbert Matula chce rozwikłać sprawę zagadkowej śmierci handlarza sztuką Hildebranda Gurlitta, przekonany, że za przedwczesnym zamknięciem dochodzenia stoją polityczne matactwa ludzi dążących do zahamowania procesu denazyfikacji w powojennych Niemczech. Nieoczekiwanie tropy śledztwa wiodą do niewielkiego polskiego miasteczka – Jasła, gdzie w czasie wojny władzę dzierżył starosta Walter Gentz – pochodzący z Düsseldorfu prawnik, miłośnik Nietzschego, a zarazem bezwzględny oprawca, który doprowadził do niemal całkowitego unicestwienia miasteczka.
Co łączyło Gurlitta, Gentza oraz zakochaną parę – mieszkankę Jasła Zofię Kaczkowską i podoficera Rudolfa Simona, który miał u niej domu kwaterę? I jaką rolę odegrał w ich losach zaginiony autoportret Rembrandta?

Dlaczego Jasło musiało zginąć? Walter Gentz, niemiecki starosta, początkowo z pasją je budował, by następnie – ogarnięty wściekłą furią – wydać na miasto wyrok totalnej zagłady.


Do Świętego Antoniego mam bardzo osobisty stosunek, ponieważ swego czasu pomógł mi odnaleźć pewną bardzo cenną (dla mnie) rzecz. A co ma wspólnego Święty z powyższą książką? Bardzo dużo. Medalik ze Świętym Antonim jest podarunkiem jaki składa jedna z bohaterek - Zosia (Polka) pewnemu Niemcowi. Po co i dlaczego, dowiecie się oczywiście z powieści ;)

"Sprawa Diabła" toczy się w kilku strefach czasowych, dotykając trzech pokoleń bohaterów. W przeszłość wprowadza nas bohater współczesny, Norbert Matula, chcący rozwiązać sprawę, którą dawno temu próbował rozwikłać jego ojciec. Sprawa, jak się okazuje, sięga aż do II wojny światowej.

Andrzej Jeznach podobnie do innego polskiego autora, Macieja Siembiedy, łączy wydarzenia historyczne z fikcyjnymi. Co prawda to jeszcze nie jest ten sam poziom, ale kierunek na pewno dobry. Z wielką ciekawością sięgałam do źródeł by sprawdzić, czy dany wątek wydarzył się naprawdę, czy zaistniał w historii Polski, czy był tylko wytworem wyobraźni autora. Bardzo ciekawe okazały się losy miasta Jasło, o którym wcześniej wiedziałam tylko, że istnieje... Autor prowadzi nas po nitce do kłębka, rozwijając wątki historyczne, kryminalne, oraz obyczajowe. 


Początkowo bardzo trudno było mi się skupić na fabule. Rozwleczony wstęp, gro rozpoczętych wątków i dłużyzny opisowe były dla mnie wyjątkowo męczące. Ciekawe wątki dotyczące historii sztuki, historii miasta Jasło okupione były stronami, które przez sposób pisania autora wydawały się nudne. Nie przewracałam stron, ponieważ książka mnie wciągnęła, ale dlatego, że pomiędzy nimi wyłapywałam ciekawostki historyczne, które mnie autentycznie interesowały. Jeżeli więc interesuje Was historia najbardziej zniszczonego miasta w Polsce, jego autentyczne dzieje, czy historia romansu Polki i Niemca (oczywiście dobrego) - tutaj mam ochotę zaśpiewać, ale to już było, tyle razy było, dlaczego wciąż powtarza się? - to sięgnijcie po powieść "Spowiedź Diabła".
Mali tułacze - Wojciech Lada

września 13, 2022

Mali tułacze - Wojciech Lada

Poruszająca opowieść o dzieciach wobec piekła wojny.



Niektóre ledwo się urodziły, inne miały po kilka lub kilkanaście lat. Były też takie, które przychodziły na świat już w zaplombowanych wagonach wiozących je gdzieś w głąb Azji. W 1940 roku dla kilkudziesięciu tysięcy polskich dzieci rozpoczęła się podróż - która miała trwać osiem kolejnych lat - przez niemal wszystkie strefy klimatyczne Ziemi i wszystkie znane człowiekowi kultury. Przeszłam piekło, ale widziałam rzeczy piękne - mówi jedna z bohaterek reportażu Lady. Ze zmrożonej Syberii trafiły na stepy Azji, gdzie rodziła się ludzka cywilizacja. Stamtąd trafiały do Persji, gdzie znajdowały scenerię znaną z baśni tysiąca i jednej nocy. A potem była Afryka, Indie, Nowa Zelandia, Meksyk… Czasem w końcu również Polska, ale ona akurat niechętnie.

Chorowały, umierały z głodu… a inne dorastały… Tysiące polskich dzieci uciekły z Rosji z armią generała Władysława Andersa - dziś opisują to jako najpiękniejsze lata życia. Ale i tak z jakiegoś powodu, nawet dobiegając dziewięćdziesiątki, na ich wspomnienie wciąż płaczą.



"Mali tułacze" to książka poruszająca, ale rzeczowa. Autor, Wojciech Lada, dziennikarz i historyk ciekawie podszedł do tematu, przekazując w nasze ręce reportaż, podejmujący temat raczej rzadko poruszany. Opowieść o najmniejszych polskich uchodźcach to historia heroizmu dzieci, które nie powinny jeszcze znać znaczenia tego słowa, zwłaszcza w praktyce.

Wojciech Lada pisze, że nie wiadomo ile dzieci w 1940 roku wywieziono w głąb Rosji, ale wiadomo, że rok później opuściło ją razem z armią generała Andersa, aż dwadzieścia tysięcy. Wstrząsająca liczba, a dodajmy, że niewielu z nich wróciło do Polski.

Zasiadając do "Małych tułaczy" spodziewałam się suchego reportażu. Liczb, opowieści w formie sprawozdania, a otrzymałam przystępnie napisaną opowieść o ludzkich losach. Jeżeli więc ktoś się boi, iż forma go przerośnie - uspokajam - ten reportaż naprawdę dobrze się czyta. Wielkich deportacji ludzi były cztery tury. Dzieci wywiezione w głąb Rosji zostały pozbawione dzieciństwa, rodzinnego ciepła, wszystkiego co znali. Syberia nie jest miejscem, do którego chce się trafić. Ich wybawicielem okazał się Władysław Anders, do którego armii dołączyli dzieci i dorośli, jak już pisałam za autorem, ok. dwudziestu tysięcy osób.


Co ciekawe, dzieci nie wspominają wędrówki i trudów podróżowania tak źle, jak można by się było tego spodziewać. Autor opowiada o małych uchodźcach odnosząc się do ogólnej historii, ale przede wszystkich do ich indywidualnych wspomnień. Mamy tutaj przedstawione losy różnych osób. Wielu z nich po drodze traciło rodziny, przyjaciół. Szli, szukając wolności. Przemierzyli różne ziemie; od Persji po Afrykę, Indie, Meksyk... Schronienie znajdowali w Kanadzie, Iranie, Ugandzie, Palestynie i wielu innych i tylko niewielka grupa chciała i wróciła do Polski. 

Polecam Waszej uwadze "Małych tułaczy". Żadna opinia, czy recenzja nie przekaże Wam tego, co znajduje się na kartach książki. Warto poznać tę część naszej historii.
Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol - już w sprzedaży

sierpnia 06, 2022

Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol - już w sprzedaży

12.07.2022 premierę miał reportaż Błażeja Torańkiego "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol". 

Kategoria: Literatura faktu, historia
ISBN: 978-83-8295-113-4
Format: 150mm x 211mm
Liczba stron: 208
Oprawa: twarda



Pierwsza biografia zbrodniarki wojennej z obozu dla dzieci, która w PRL-u pracowała w żłobku.

Nikt na tej sali nie jadł żywych myszy i wesz, a ja jadłam w obozie. Na apelu zapytano nas, kto czuje głód, i nas wystąpiło czworo. Dano nam żywe myszy i wpychano w usta - zeznawała Maria Gapińska, w obozie Pawłowska.
Maria Delebis-Jakólska zapamiętała: Kiedyś wylałam farbę i za to Pol mnie skatowała. Pod budynkiem była piwnica i tam zrobiono karcer. Jak mnie zamknięto, to szczury mi nogi obgryzły.
Jan Prusinowski zeznawał pod przysięgą: Polecił mi zebrać kał do miski, w której przyniesiono mi jedzenie, i siłą podniósł mi ją do ust. Pol uderzyła mnie z tyłu głowy tak, że twarz wpadła mi do miski, a kał do ust. Pilnowali, żebym zjadł, co wydaliłem.

Eugenia Pol ukończyła siedem klas szkoły podstawowej. Jak to możliwe, że stała się jedną z najokrutniejszych strażniczek z obozu dla dzieci i młodzieży na Przemysłowej? A po wojnie przez kilkanaście lat pracowała jako intendentka w żłobku?
Do końca życia nie przyznała się do zarzucanych jej zbrodni. Proces był poszlakowy. Do dziś budzi wątpliwości.
Śledztwo biograficzne szukające prawdy o kacie, który zabijał polskie dzieci na raty.


Eugenia Pol niecały rok po zajęciu Łodzi przez Niemców, wystąpiła o przyjęcie Volkslisty. W 1942 roku otrzymała skierowanie do pracy w obozie dziecięcym w Łodzi. Po wyzwoleniu obozu uciekła i powróciła do rodzinnego domu. Kobieta po latach została aresztowana i poddana procesowi. Autor reportażu przytacza słowa i oskarżenia dzieci, które naprawdę trudno jest czytać. Skala znęcania nad bezbronnymi dziećmi, których jedyną przewiną był fakt, iż są Polakami, jest zatrważająca. Na to wszystko mamy słowa Eugenii, że jest niewinna. Owszem, uderzyła, ale nie mocno itp. 

Dla mnie ten dokument był nie do przejścia. Nie oceniam i ani nie polecam, ani polecam, bo nie przeczytałam całej. Jeżeli interesuje Was historia Eugenii, obozu dziecięcego to sięgnijcie po "Kata polskich dzieci...", jest już w księgarniach.

Dziewczyna z gór. Śniegi - Małgorzata Warda

grudnia 27, 2021

Dziewczyna z gór. Śniegi - Małgorzata Warda


Ofiara porwania, Nadia, po wielu latach decyduje się ujawnić policji swoją tożsamość. W wyniku tego następuje ciąg dramatycznych zdarzeń.

Śnieżna burza pogrąża w chaosie górskie miasteczko, utrudniając prowadzenie śledztwa, a w tym czasie wychowywana poza światem Nadia wraca do cywilizacji. Tam musi stawić czoła mediom i policji. Pojawiają się wątpliwości, czy jest ofiarą porwania, czy może od lat świadomie kieruje własnym losem.

Porywacz pozostaje nieuchwytny. Pojawiające się tropy sugerują jego śmierć, ale czy Jakub na pewno nie żyje? I kim właściwie jest? Przestępcą czy może człowiekiem, który w końcu nauczył się kochać?

Z pozoru oczywiste oceny przestają być jednoznaczne, a ludzkie emocje zdają się nie podlegać zasadom winy i kary.


Po co autorka po trzech latach wraca do książki i pisze dalsze losy bohaterów? Nie wiem. Nie rozgryzłam tego, drugi tom nie dał mi, niestety, odpowiedzi na te pytania. 

UWAGA, możliwe spoilery!

"Dziewczyna z gór. Śniegi" to ciąg dalszy opowieści o Nadii, porwanej w wieku 11 lat dziewczynce. Teraz - 15 lat później - jest ona już dorosłą kobietą, która miała wiele okazji i możliwości, by uciec od swojego porywacza. Dlaczego tego nie zrobiła? Jak odnalazła się w nowo-starej rzeczywistości? Jak zareagowali jej rodzice? Autorka bardzo pobieżnie odnosi się do tych pytań. Druga część nie wnosi niczego nowego do historii Nadii, nie jest żadną wartością dodaną. Jak dla mnie, jest zupełnie niepotrzebnym zapełnieniem kartek historyjkami, które bezrefleksyjnie czytamy, by dowiedzieć się, że czeka nas jeszcze tom trzeci.
 
"Śniegi" to pewne wybrane, pourywane retrospekcje życia w górach z porywaczem; sytuacje, które się wydarzyły, a które niczego do opowiadanej historii nie wnoszą, niektóre są powtórzeniami, inne doprecyzowują obraz 'normalnego' życia Jakuba i Nadii. Małgorzata Warda oprócz ww. opisuje poszukiwania Jakuba, jego próby przeżycia oraz obecną sytuację Nadii. Niestety, jest to tak lakoniczne i pozbawione jakiejkolwiek głębi, że przez powieść się płynie bez głębszych rozważań czy refleksji. To, co w pierwszym tomie było siłą, czyli zmuszenie czytelnika do zmierzenia się z sumieniem, tutaj w ogóle nie ma miejsca. Dziecko wraca po wielu latach do domu, a w powieści, w zachowaniu bohaterów tego nie widać i nie czuć.


Zastanawiam się, po co właściwie powstał drugi tom? Pierwszy był genialny, stawiał pytania, drugi jest dla mnie o niczym. Mamy tutaj płytką relację rodzinną - autorka w zasadzie w ogóle nie podjęła się próby psychologizacji postaci. Bohaterowie są płytcy, nierealni, są bytami na papierze, którzy nie wzbudzają emocji. To, co mogło być atutem drugiego tomu, próba wniknięcia w głowy rodziców, ukazanie ich emocji, tutaj w ogóle nie ma miejsca. Zarówno matka, jak i ojczym są w tle. Niby ważni, ale jakby ich w ogóle nie było. Na dodatek, autorka nie powstrzymała się przed schematycznym, przewidywalnym, znanym z każdej nudnej obyczajówki romansem głównej bohaterki. 

Dla mnie ta książka to rozczarowanie, strata czasu i trochę odarcie pierwszego tomu z jej największych pozytywów. Żałuję, że autorka wróciła do "Dziewczyny z gór". Dobre rzeczy lepiej zostawić, a nie na siłę je ulepszać, czy na kanwie sukcesu tworzyć kolejne, które przeważnie są gorsze i psują obraz całości.

"Wyspy szczęśliwe" Wioletta Sawicka

czerwca 28, 2019

"Wyspy szczęśliwe" Wioletta Sawicka

Jeżeli mielibyście przeczytać w tym roku tylko jedną książkę z gatunku obyczajowych, to polecam Wam "Wyspy szczęśliwe" Wioletty Sawickiej.


Wrażliwa, ufna, trochę naiwna Joanna pragnęła od życia tylko jednego: chciała mieć rodzinę. Taką, w jakiej sama rosła, zanim rodzice zginęli w wypadku. Skończyła studia, ale nie myślała o pracy i robieniu kariery. Młodzieńcza miłość zaowocowała ślubem i dzieckiem. Joanna była szczęśliwa, spełniły się jej marzenia. Tomasz prowadził firmę, zarabiał na dobre życie, Joanna zajmowała się córeczką, domem, ogrodem - i to był jej bezpieczny świat.
Pewnego dnia Joanna budzi się w zupełnie nowej rzeczywistości. Musi stawić czoło dramatycznej sytuacji i zmierzyć z własnymi słabościami, a jest do tego zupełnie nieprzygotowana.
W tym najtrudniejszym czasie swojego życia poznaje ludzi, którzy uświadamiają jej, że życie to wzloty i upadki. I to nie sukcesy nas kształtują, a przeciwności losu.

Dziewczyna z gór - Małgorzata Warda

stycznia 16, 2019

Dziewczyna z gór - Małgorzata Warda

Co to jest za książka!!! 
Zostałam zmasakrowana, powalona i chyba nadal jestem w szoku. Gdyby nie to, że właśnie skończyłam to przeczytałabym ją jeszcze raz!


Nadia była tylko jedenastoletnim dzieckiem, kiedy młody mężczyzna porwał ją z przyczepy kempingowej, stojącej na tyłach domu rodziców, i wywiózł na pustkowie w górach, do chaty położonej w rozległych lasach, gdzie nie docierały dźwięki cywilizacji, żadna droga nie prowadziła do innych zabudowań, a nocami pojawiały się wilki. Sama ze swoim porywaczem dziewczynka musiała nauczyć się nie tylko życia w lesie, ale też zrozumieć, kim jest ten mężczyzna i dlaczego to właśnie ją skazał na taki los. Odkrycie tajemnicy zmieniło wszystko. 

Po latach porwanie Nadii pozostaje nierozwiązaną sprawą w policyjnych kartotekach. Tymczasem młoda kobieta w górach prosi przypadkowego kierowcę o pomoc. Sprawa Nadii może zyskać nowe oblicze. Dlaczego dopiero po tylu latach? 


******

Opis oraz okładka zrobiły swoje - zaintrygowały, zaciekawiły, sprawiły, że musiałam ją wypożyczyć. A jednak w domu zaczęłam czytać najpierw thriller Shari Lapeny, a następnie Felicii Yap. Dlaczego wydawało mi się, że będą ciekawsze? Nie wiem. Okazało się, że Małgorzata Warda, nasza rodzima pisarka, pobiła je w pierwszej rundzie i to nokautem. Książka "Dziewczyna z gór" to powieść obok której nie przejdziecie obojętnie. Wessie Was w mrok, w którym dobro miesza się ze złem, w którym złe czyny nie do końca można nazwać złymi, w którym bohaterowie nas złoszczą, wzbudzają współczucie, i całą gamę innych uczuć i emocji, którymi autorka poprzez działania bohaterów żongluje jak chce, a my możemy się temu tylko poddawać.


Nadia dorasta w normalnej kochającej rodzinie. Ma przyjaciół, oparcie w rodzicach oraz ukochanej cioci, ... aż pewnego dnia obok jej łóżka staje mężczyzna, który wyrywa ją z tego świata i tworzy własny, z dala od cywilizacji, z jedynymi sąsiadami wilkami. Nie znamy jego motywacji, nie wiemy kim jest. Wszystkie karty autorka odkrywa powoli, rozgrzewa naszą ciekawość, dawkuje fakty, ale robi to po mistrzowsku. Książka jest świetnie napisana, nie ma w niej zbędnych rzeczy, styl jest dopracowany, nie można się przyczepić ani do niego, ani do konstrukcji powieści.

Czytając opis książki aż trudno uwierzyć, że można tak poprowadzić fabułę by nasze postrzeganie bohaterów i ich motywów zmieniało się jak w kalejdoskopie. Czy to możliwe by współczuć postaci, która odebrała dziewczynce 14 lat życia?? Która 'wyrwała' dziecko z rąk rodziców? Czy można kibicować porywaczowi?? I jak w tym mieć jeszcze współczucie dla rodziców? Ojj trudne dylematy. Autorka po mistrzowsku prowadzi nas po meandrach emocji, nie daje wytchnienia, wyciąga okoliczności, które stawiają - niby - prostą sprawę na głowie. Czytałam i dałam się wodzić za nos. Zostałam zaskoczona wyjaśnieniem, a gdy myślałam, że największa tajemnica w powieści została rozwiązana, autorka zaserwowała mi kolejny zwrot.


Podsumowanie: "Dziewczyna z gór" to połączenie powieści obyczajowej, thrillera psychologicznego, a nawet kryminału. Z każdej strony czeka na nas cios, którego się nie spodziewamy. Ta książka zmusza nas do myślenia, stawia pytania, na które nie ma dobrych odpowiedzi. "Dziewczyna z gór" powinna mieć podtytuł "Pozory mylą". POLECAM!
Ocena: 9/10