Konkurs na FB - "Zbrodnia i Karaś"

marca 15, 2019

Konkurs na FB - "Zbrodnia i Karaś"

Kochani, zapraszam serdecznie na mój fp, na którym odbywa się konkurs z dzisiejsza premierą, książką "Zbrodnia i Karaś".
Zasady bardzo proste - wystarczy się zgłosić ;)

Zbrodnia i Karaś - Aleksandra Rumin

marca 13, 2019

Zbrodnia i Karaś - Aleksandra Rumin

Książki są takim cudownym tworem, który wzbudza cały szereg emocji. Dzięki nim wzruszamy się i płaczemy, denerwujemy się i złorzeczymy, współczujemy i mamy nadzieję. I to są piękne emocje, oczyszczające, ale równie cudowne są te książki, dzięki którym śmiejemy się, a cały nasz świat, dzięki tym 200/300/400 stronom zamkniętym w kolorowej okładce, rozjaśnia się jak niebo w bezchmurny wiosenny dzień. Takiego czytelniczego, wiosennego orzeźwienie doznałam dzięki książce Aleksandry Rumin "Zbrodnia i Karaś"

"Niebo na własność" Luke Allnut

marca 10, 2019

"Niebo na własność" Luke Allnut

Bywa tak, że otwieramy książkę i zaczyna się... 

Nie wiemy kiedy, nie wiemy jak, a jesteśmy już całkowicie pochłonięci czytaną historią. Towarzyszymy bohaterom w ich doli i niedoli. Płaczemy, śmiejemy się, wzdychamy.  Pochłaniamy strona za stroną, nie patrząc na zegarek, przebywając w zupełnie innym świecie. 

Po serii książkowych niepowodzeń, mniejszych i większych rozczarowań, stało się. Przepadłam. Śmiałam się i płakałam, przeżywałam razem z bohaterami "Nieba na własność" największą tragedię w ich życiu. Denerwowałam się, miałam nadzieję... 


Jack jest oczkiem w głowie rodziców, źródłem ich szczęścia i rodzinnej
harmonii. Gdy ma trzy lata, zaczyna zachowywać się niepokojąco.
Pojawiają się problemy z utrzymaniem równowagi i mówieniem. Nieśmiałe podejrzenia zmieniają się wkrótce w diagnozę – Jack ma złośliwy nowotwór mózgu. Rozpoczyna się dramatyczna walka o życie dziecka. Zdesperowani i wyczerpani rodzice powoli oddalają się od siebie i kłócą, zamiast wspierać.

Wyjątkowa powieść o uczuciach wystawionych na próbę. Poruszający obraz tego, jak bolesne doświadczenia najpierw doprowadzają do rozpaczy, a potem dają nadzieję, by ponownie zrzucić w otchłań cierpienia. Jednak nawet w najbardziej zdruzgotanym sercu może odrodzić się nadzieja. 

Jill Santopolo (autorka "Światła, które utraciliśmy") napisała o książce "Niebo na własność": To wyjątkowa historia - pełna miłości, bólu, strachu i ... nadziei. Jej bohaterowie są nakreśleni z tak wielkim wyczuciem, że nie sposób nie poddać się emocjom, które wzbudza ta powieść.  

Zgadzam się z każdym jej słowem. To nie nie jest lukrowana powieść o miłości i życiu z/w chorobie, to prawdziwa, realistyczna, sugestywna i właśnie przez to, tak przejmująca historia walki i nadziei. 

Luke Allnut pisze tak, że cali żyjemy czytaną historią, nie sposób się od niej zdystansować. Powieść wciąga i wzbudza mnóstwo, często skrajnych emocji. Ogromnym walorem "Nieba na własność" jest przedstawienie przez autora bohaterów, przede wszystkim rodziców małego Jacka. Autentyczni, ludzcy, realni. Każdy z nich jest inny, każdy świetnie scharakteryzowany. Ich odmienne charaktery i motywy postępowania dodają powieści kolorytu i autentyczności. Luke Allnut powoli i stopniowo wprowadza nas w sam środek akcji, zaczynając od przedstawienia Anny i Roba, ich historii poznania, założenia rodziny, przedstawienia domów rodzinnych. Uczestniczymy więc w ich życiu studenckim, poznajemy pasje i zainteresowania, widzimy powolną wspinaczkę po szczeblach dorosłości. Uczestniczymy w zmaganiach i staraniach o dziecko. Czujemy miłość między tymi dwojga, momentami trudną i wymagającą ogromu cierpliwości, ale prawdziwą, z której rodzi się Jack. Luke Allnut przeplata teraźniejszość z przeszłością, dzięki czemu nie nudzimy się ani przez moment.

Ciekawym i dawno przeze mnie nie widzianym 'zabiegiem' jest uczynienie głównym bohaterem i zarazem narratorem powieści, mężczyzny. Rob to człowiek - pasja. Wierzy w swoje 'wynalazki', nie daje sobie podciąć skrzydeł i mimo, iż długi czas pozostaje bez pracy, na utrzymaniu Anny w końcu spełnia swoje marzenia. Zdobywa sporo pieniędzy i może pracować z domu, sprawując jednocześnie opiekę nad synkiem Jackiem. To on jest tutaj pełnoetatowym rodzicem. To on widzi i doświadcza wszystkiego, co się z tym wiąże, jako pierwszy. To jego emocje wezmą górę gdy przyjdzie do kulminacyjnego momentu w walce o życie... Jack jest chłopczykiem, którego autor opisał tak, że nawet teraz, gdy minęło już trochę czasu odkąd skończyłam czytać powieść, kręci mi się łezka w oku na jego wspomnienie. Mały, dzielny chłopczyk, który musi zmierzyć się z czymś, co dzieciom nigdy nie powinno się trafić. Dzielność tego małego człowieka, dramat, który przeżywają jego rodzice są autentyczne, dlatego tak boleśnie i my je odczuwamy.
 
Taksówkarz przywiózł nas pod szpital z poważna miną. Wyciągnąłem dwudziestkę, żeby mu zapłacić, ale pokręcił głową.
-Biorę to na siebie, stary - powiedział, a ja dostrzegłem łzy w jego oczach.
Czasami doświadczamy miłości w najbardziej nieoczekiwanych chwilach. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak łatwo mogą kogoś rozczulić

"Niebo na własność" pokazuje nie tylko walkę, i to na dwa różne sposoby, nie tylko wpływ choroby na życie, funkcjonowanie i wzajemne relacje kiedyś tak bliskich sobie osób, ale też to, jak naiwni stają się ludzie, stanąwszy w obliczu dramatycznej sytuacji, jak łatwo ich wykorzystać i zmanipulować.

Kiedy przeczytacie książkę będziecie się zastanawiać, kto miał rację, czy w ogóle można mówić, że ktoś miał, a ktoś nie? Czy w tak dramatycznej sytuacji można, a może trzeba chwytać się każdej możliwości ratunku? A może lepiej odpuścić i celebrować chwile? Autor stawia przed czytelnikiem mnóstwo takich pytań, pokazuje nam rozkład rodziny, która przecież nigdy nie przestała się kochać. Pokazuje nam mądrość dziecka i bezsilność rodziców.  

Jeżeli poruszają Wasze serca takie książki jak "Apteka marzeń" Nataszy Sochy to "Niebie na własność" emocjonalnie Was zmiażdży.

Podsumowanie: Choroby i nieszczęścia, które dotykają dzieci łatwo przekuć na dramat, który ma jedynie wycisnąć łzy z oczu czytelnika. Z "Niebem na własność" jest inaczej. To nie jest tani melodramat. To nie jest historia, która ma jedynie wzruszać. To jest historia prawdziwa. To są prawdziwe emocje. To jest życie.  
Ocena: 8/10   
"Gdzie jest Mia"

marca 06, 2019

"Gdzie jest Mia"

 
Ten thriller trzyma w napięciu jak "Dziewczyna z pociągu'.

Książka tak wciągająca, że nie będziecie mogli jej odłożyć.

Takie obietnice składa okładka książki "Gdzie jest Mia?" Alexandry Burt... A ja tak czytam je po raz kolejny i myślę sobie, że chyba dotyczą one innej powieści niż ta, którą ja czytałam.  


Historia młodej matki, której najgorszy koszmar nagle się spełnia.

"Najpierw przypominam sobie ciemność. Później krew. Mia. Mój Boże, Mia". Estelle Paradise budzi się w szpitalu po tym, jak została znaleziona na dnie wąwozu bliska śmierci, z raną postrzałową głowy i amnezją. Wkrótce dociera do niej straszna prawda: jej siedmiomiesięczna córeczka Mia zaginęła. Kilka dni wcześniej Estelle odkryła, że łóżeczko jej córki jest puste. W mieszkaniu nie było śladów włamania, za to zniknęły z niego wszelkie ślady istnienia Mii: jej pieluszki, ubranka, butelki. Zrozpaczona matka nie potrafi tego wyjaśnić, ale za wszelką cenę usiłuje znaleźć córkę. Chaotyczne zachowanie Estelle i tajemnicze okoliczności zaginięcia dziecka sprawiają, że to ona staje się główną podejrzaną w oczach policji i opinii publicznej. Czy słusznie? Gdyby tylko sama to wiedziała…

Żyje sobie pewna kobieta o imieniu Estelle, która pewnego dnia nie znajduje w łóżeczku swojego dziecka, a jest prawie pewna, że takowe miała. Prawie, gdyż z mieszkania, oprócz dziecka, znikają wszystkie jego rzeczy, nawet śmieci z brudnymi pieluszkami. Sprawdza więc m. in. stan swego ciała, aby się upewnić, że jednak dziecko urodziła. Sprawa jest zagadkowa o tyle, że Estelle nie tylko nie wie, co się stało, ale też czy sama się do zniknięcia córki nie przyczyniła. Zwłaszcza, że leży w szpitalu z raną postrzałową głowy oraz amnezją. Mąż Estelle, prawnik pracujący w innym mieście, na wieść o wydarzeniach szybciutko wraca i zmusza żonę do podpisania papierów dotyczących przymusowego leczenia psychiatrycznego, mającego na celu powrócić jej pamięć. Czy jest w to zamieszany? Czy próbuje zrobić z żony wariatkę? Pytania się mnożą. Początek powieści jest więc obiecujący.... i tyle, bo obietnic swych, w miarę rozwijania się historii, nie spełnia.

Do książki Alexandry Burt mam sporo zastrzeżeń. Po pierwsze: kreacja bohaterów. Estelle to taka trochę 'pierdoła'. Nie chciałabym tu nikogo urazić, depresja poporodowa to coś strasznego, ale sposób przedstawienia jej w książce był dla mnie mało przekonywujący. Więcej realizmu postaci miała bohaterka Bezdomnej Katarzyny Michalak. Do tego dochodzi chora relacja z mężem. Czytając, ma się wrażenie swoistej schizofrenii ich związku. Niby się kochają, ale nie mówią sobie wszystkiego. Niby widać, że mąż się stara, a więc i kocha, a z drugiej Estelle stale podejrzewa go o romans. Cofanie się do przeszłości, opis spotkań bohaterów, to wszystko było po prostu NUDNE. Z thrillera, na jaki zapowiadała się książka, nie zostało nic. Po drugie: akcja powieści mocno się ślimaczy, na dodatek autorka jeszcze ją wydłuża niepotrzebnymi, przydługimi, nic nie wnoszącymi opisami codzienności. Nie ma tempa, nie ma napięcia, wychodzące na jaw nowe okoliczności nie wzbudzają zainteresowania, żadnej ekscytacji. Książka jest napisana jakby na jednym poziomie emocjonalnym, a to nuży. 

Większość powieści to powolne, wręcz mozolne przedzieranie się przez pamięć bohaterki, 'urozmaicane' nudnymi, nic nie wnoszącymi opisami. Nudne i męczące poznawanie jej uczuć, chęci poznania prawdy, ale i strachu przed nią. Nie ma tu uczuć i emocji jakie powinny targać matką, która straciła dziecko, a może raczej to autorka nie potrafiła ich przekazać. Muszę przyznać, że w połowie miałam serdecznie dość, bardzo chciałam nią trzasnąć, zamknąć i dać sobie spokój, ale było mi szkoda, bo jednak połowa to połowa, więc doczytałam. Zakończenie, jak i cała książka mało ekscytujące.
Podsumowanie: Powieści "Gdzie jest Mia" zabrakło ikry, akcji, tempa, napięcia. Z czegoś, co CHYBA, miało być thrillerem powstał dramat. Dosłownie i w przenośni. Polecam osobom mającym kłopot z zasypianiem. Pozostali znajdą sporo ciekawszych książek o tej samej bądź podobnej tematyce.   
Ocena: 3/10
Podsumowanie lutego

marca 03, 2019

Podsumowanie lutego

Witam w MARCU! Ciekawe, czy to będzie dla Nas dobry miesiąc? Mam nadzieję, że tak i bardzo Wam tego życzę!

Jednak póki nowy miesiąc za bardzo się jeszcze nie zadomowił, powrócę na chwilę do lutego. A luty upłynął mi, w dużej mierze, na Instagramie. Jeszcze nie do końca łapię wszystkie jego możliwości, niestety, też mój telefon-haszpel nie ułatwia tam funkcjonowania. Ale mimo wszystko jest tam nas już ponad 580 osób! Dziękuję!!!

@femina_domi