listopada 22, 2020

"Małe sekrety" Jennifer Hillier

Wystarczy jeden mały sekret, żeby twoje życie rozsypało się jak domek z kart…



Marin miała idealne życie. Jej mąż, Derek, którego poznała jeszcze na studiach, prowadzi własną firmę produkującą zdrową żywność, ona sama jest właścicielką kilku luksusowych salonów fryzjerskich. Są poważaną i podziwianą w Seattle parą, cieszącą się ponadto szczęśliwym życiem rodzinnym – do czasu, aż ich czteroletni synek Sebastian zostaje porwany i cały ich świat wali się w gruzy. 

Szesnaście miesięcy później Marin jest cieniem samej siebie. Prowadzone przez FBI śledztwo utknęło w martwym punkcie. Sprawa Sebastiana dawno przestała być medialną sensacją, a chłopiec wciąż pozostaje zaginiony. Marin i Derek prawie ze sobą nie rozmawiają. Marin zatrudnia w sekrecie prywatną panią detektyw, ta jednak zamiast odnaleźć Sebastiana, w toku poszukiwań odkrywa, że Derek ma romans z dwudziestoczteroletnią studentką. To dramatyczne odkrycie paradoksalnie przywraca Marin do życia. Straciła synka, nie zamierza stracić również męża. W kochance męża, Kenzie, odnalazła wreszcie konkretnego wroga i może stanąć do walki. Walki na śmierć i życie… Pomocą służy Marin jej najdawniejszy i jedyny prawdziwy przyjaciel, Sal. Zrozpaczona kobieta nie wie jednak, że w tej zabójczej rozgrywce nic nie jest takie, jak się wydaje…
*****
"Małe sekrety" rozpoczęły się tak jak najbardziej lubię - od mocnego uderzenia. Matka, trzymając za rękę 4-letniego szkraba próbuje zrobić świąteczne zakupy. W jednej ręce dłoń dziecka, w drugiej torba z zakupami i jeszcze zimowe okrycia, na dodatek dzwoni telefon. Parę sekund, chwila i nagle dziecka nie ma. 240 sekund nieuwagi i najukochańsze dziecko Marin i Dereka znika. Mija 16 miesięcy, w których dziecko się nie odnalazło. Marin jest pogrążona w depresji, nie potrafi sobie wybaczyć. Przyjaciele drżą o jej życie, którego próbowała się pozbawić. Stara się w miarę normalnie funkcjonować, dogląda swojego biznesu, spotyka się z najlepszym przyjacielem Salem, który codziennie rano przysyła jej smsy, czy żyje. Derek również przeżywa zniknięcie syna, ale znajduje inne lekarstwo, młodą kobietę, z którą nawiązuje romans. 

Jennifer Hillier postawiła w książce na mocne portrety psychologiczne kobiet. Z jednej strony mamy Marin, silną, twardą kobietę, którą złamała tragedia, błąd, niedopatrzenie, sekundy nieuwagi. Autorka bardzo dobrze oddała w postaci bohaterki te wszystkie uczucia; utożsamiamy się z nią, współczujemy. Trudno nam, czytelnikom, przejść obok tej postaci obojętnie. Z drugiej strony poznajemy Kenzie, młodą wyrachowaną studentkę, której zachowanie trudno nam zaakceptować, ale która również ma coś na swoją obronę. 

To jak Hillier żongluje osobowościami bohaterek, jak pokazuje i udowadnia nam, że powstałe okoliczności są w stanie wyzwolić w nas najgorsze zachowania jest prawie mistrzowskie. Ciekawym zabiegiem jest oddanie głosu zarówno Kenzie, jak i Marin. naprzemienna narracja jest tu dużym plusem. Muszę przyznać, że najbardziej nielubianą postacią w tym dramacie był dla mnie Derek. Nie do końca moja odczucia względem niego utrzymały się, powiedziałabym, że delikatnie złagodniałam w jego ostatecznej ocenie, gdyż zachowanie Marin, w pewnym momencie, zdecydowanie go przebiło. Byłam mocno rozczarowana kierunkiem, w którym fabula zmierzała.

"Małe sekrety", tak jak wspomniałam, zaczęły się bardzo intrygującą, z ciekawością przewracałam strony, jednak gdy na jaw wyszedł romans męża Marin i akcja skupiła się na tym wątku mój entuzjazm mocno oklapł. Nie bardzo interesowały mnie życie Kenzie, jej romanse, spotkania z Derekiem. Zamiast thrillera czytałam powieść obyczajową. Gdy myślałam, że tak będzie już do końca, że dostałam odgrzewane kotlety w postaci rozbitego małżeństwa, romansu starszego mężczyzny ze studentką i zdesperowaną żonę, która chce go odzyskać, akcja obróciła się o 180st. Nagle okazało się, że wszystko było po coś, że autorka wcale nie stosowała tzw. zapchajdziur tylko od początku do końca realizowała swój plan na fabułę .... i jeżeli myślicie, że już wszystko wiecie, to się mylicie ;)      
Ocena: 6/10

11 komentarzy:

  1. Wydaje się ciekawa. Mi by za pewnie nie przeszkadzało, że momentami czytam powieść obyczajową zamiast thrillera :p Fajnie, ze akcja jest zmienna :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że pojawił się ten tak mocno wyeksponowany wątek obyczajowy. Nie czytałam jeszcze tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo chciałabym upolować tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie czytałem tej książki. Jednak thrillery i kryminały w sumie ostatnio omijam. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Fabuła mnie zaintrygowała, porwania to straszne rzeczy, a są przypadki gdzie osoby odnajdują się po iluś latach. Jestem ciekawa jak skończy się ta książka. Szkoda, że pojawił się tak mocno nakreślony wątek tego romansu, ale jeśli to było po coś to książką mnie naprawdę zaintrygowałaś.
    weruczyta

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa fabuła, jeśli znajdę w formie e-book to chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka rzuciła mi się w oczy na instagramie. Przyznam, że zbyt emocjonalnie podchodzę do historii w której giną dzieci, może dlatego, że sama je mam? Nie wiem, odkąd jestem mamą, to jakoś takie historie omijam z daleka...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki…ech. Byle do Świąt;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze wiedzieć, że mam się nie zniechęcać kiedy mój entuzjazm zacznie słabnąć :D Książkę mam na liście do przeczytania

    Pozdrawiam
    https://subjektiv-buch.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Och, Derek budził we mnie obrzydzenie, dziecko zaginęło, żona rozpacza, a on sobie znalazł kochankę. Taki to niezbyt pochlebny portret mężczyzny.

    OdpowiedzUsuń

Witaj na moim blogu. Będzie mi bardzo miło jeżeli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i dodasz go do obserwowanych. Zostaw również adres swojego miejsca, z przyjemnością Cię odwiedzę.

Copyright © Femina domi , Blogger