Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Majcher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Majcher. Pokaż wszystkie posty
Małe zbrodnie - Magdalena Majcher

marca 09, 2022

Małe zbrodnie - Magdalena Majcher


W małej miejscowości na Mazowszu policja znajduje szczątki noworodka. Wkrótce okazuje się, że poukrywanych dziecięcych szkieletów jest więcej, a Lidia Gładoch, domniemana matka dzieci, zapadła się pod ziemię. Śledztwo prowadzi doświadczony prokurator z Węgrowa Sławomir Rybus. Sprawą błyskawicznie interesują się dziennikarze. O makabrycznym znalezisku we Wrotnowie mówi już cała Polska, ale lokalna społeczność, a także rodzina Lidii, nabiera wody w usta. Czy prokuratorowi uda się przełamać zmowę milczenia?
A może prawda nie jest wcale taka oczywista…

"Małe zbrodnie" to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami powieść, która jest jak życie – nigdy nie czarno-białe.


Magdalena Majcher cofa się do początku lat 2000-ych, by opisać historię dzieciobójczyni. W oparciu o akta sprawy nakreśliła obraz polskiej wsi ze wszystkimi możliwymi stereotypami, a może prawdą? Nie będę tego roztrząsała. Niemniej, mamy tu gloryfikację ziemi, to ona jest wyznacznikiem wartości człowieka. Jeżeli jej nie masz - jesteś nikim. Mamy bardzo mocno zaakcentowany podział ról, facet pracuje - kobieta także, ale ona dodatkowo zajmuje się domem i dziećmi. Sklep to oczywiście wytwórnia plotek, a małżeństwo? Tylko nierozerwalne. Nieważne, że mąż pije, bije i gwałci, kobieta nie ma prawa go zostawić. W takim środowisku przebywa bohaterka "Małych zbrodni", Lidia - postać nakreślona powierzchownie, nie wzbudzająca ani naszej sympatii, ani też antypatii. 

Fabuła jest jasna i klarowna, tajemnica właściwie nie jest tajemnicą, bo znając historię prawdziwą znamy jej rozwiązanie. Autorka nie sili się na żadne zmiany, nie próbuje stworzyć historii opartej, a po prostu ją spisuje, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie, czytając powieść. Brakowało mi w niej emocjonalnego zaangażowania. Owszem, historia jest ciekawa, ale napisana stylem 'reportażowym', suchym. Śledzimy, jakby nie było, tragiczne losy, a jednak nie angażujące czytelnika emocjonalnie. Poznajemy smutną historię dziewczyny pozbawionej rodzinnego ciepła i wsparcia, czytamy o zmaganiach z nieakceptującą jej rodziną męża, a jednak nie wywołuje to w nas współczucia. Właściwie nie wywołuje niczego. Ot sucha opowieść o tym jak ciężkie życie doprowadziło do tragedii. 

Liczyłam, że Magdalena Majcher wyciągnie z opowieści coś więcej niż suche spisanie starej historii. Co prawda mamy w powieści pokazane jak toczyło się śledztwo, ale i ono było mało emocjonujące. Trudno mi stwierdzić po co powstała ta książka. Moim zdaniem, autorka nie udźwignęła tematu, jedyne co się mocno rzuca w oczy po przeczytaniu to morał, żeby nie oceniać, bo nigdy nie wiemy, co się kryje za daną historią. 


Inne książki autorki

Obca kobieta - Magdalena Majcher

stycznia 15, 2022

Obca kobieta - Magdalena Majcher

Weronika ma pewien mroczny sekret, który zdeterminował całe jej życie. Pod maską spokojnej bibliotekarki ukrywa błędy i grzechy młodości. Nie planowała dzieci. Uważała, że nie nadaje się na matkę, ale los zdecydował za nią, stawiając na jej drodze Huberta i jego córkę Oliwię.



Dziesięć lat później Hubert odchodzi. Weronika z dnia na dzień staje się dla Oliwii tym, kim właściwie zawsze była – obcą kobietą. A może jednak nie? Może nie trzeba urodzić, żeby zostać matką?


Czy o kobiecie, która prawie 10 lat wychowuje dziecko swojego partnera można powiedzieć, że jest obca?

Czy kobieta, którą partner zdradził, porzucił i zabronił kontaktów z dzieckiem, które się prawie dekadę wychowywało wart jest chociaż cienia skrupułów kobiety?

Oczywiście, że nie rodząc dziecka, ale je wychowując i kochając nie można być 'obcą'.
Oczywistym powinno być, że facet, który myśli przyrodzeniem i nie ma skrupułów w stosunku do nas nie zasługuje nawet na to byśmy my o nich chociaż pomyśleli.

Weronika to kobieta, którą uformowała jedna decyzja - jaka? Z pewnością tak jak ja od razu ją odgadniecie, autorka nie wysiliła się na nic oryginalnego. Otóż, ta Weronika wchodzi w związek z mężczyzną po przejściach, który sam wychowuje maleńką córeczkę. Nie formalizują związku, żyją w tzw. konkubinacie, mieszkając razem i wychowując małą Oliwię. Po dziewięciu latach ten czuły, kochany mężczyzna zmienia się w podążającego za pieniądzem, niedbającego szczególnie o więzi rodzinne, faceta. No i ten facet, jak łatwo się domyślić, nawiązuje biurowy romans. Mamy tutaj do czynienia z inną niż zwykle sytuacją, ponieważ to nie mężczyzna odchodzi, zostawiając żonę i dzieci, ale kobieta MUSI odejść, opuszczając nie tylko partnera i mieszkanie, ale także przybraną córkę. Facet, jak to facet. Zakochany w nowej kobiecie, nie chce mieć nic wspólnego ze 'starą', nie chce też by 'stara' miała kontakt z JEGO dzieckiem.

Narracja w utworze toczy się dwubiegunowo, teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Jesteśmy świadkami pierwszych spotkań Huberta i Weroniki, śledzimy ich próby stworzenia związku, szoku kobiety na wiadomość, że Hubert nie jest sam. Ponieważ wiemy jak to się skończy, znamy przyszłość, to przeszłość staje się nudnym przerywnikiem współczesnych wydarzeń. Jeżeli nie jesteście uczuleni (tak jak ja) na pierdołowatość bohaterek, o których skrupułach wobec niewartego ich człowieka musimy czytać, to spokojnie przebrniecie książkę i być może będziecie nawet usatysfakcjonowani z przeczytanych stron. Niestety, dla mnie Weronika jest ucieleśnieniem najgorszej, stereotypowej bohaterki, która irytuje czytelnika przemyśleniami: czy aby na pewno chce podjąć działanie, które jest dla jej dobra (w tym wypadku i dziecka) i sprawić przykrość facetowi, który ją zdradził o porzucił.

Mogłabym jakoś przeboleć naiwność Weroniki, gdyby książka była lepiej napisana. Niestety, największym jej minusem jest brak emocji, a to już zupełna ją dyskwalifikuje. Opowieść Magdaleny Majcher nie wzbudziła we mnie żadnych głębszych uczuć poza irytacją na główną bohaterkę. Sposób przedstawienia wydarzeń jest taki jakby autorka opisywała nam historię powstania chleba - choć i tam można by pewnie znaleźć więcej pasji, niż emocji i uczuć w "Obcej kobiecie"... Na dodatek, również negatywny, cała historia jest przewidywalna. Mroczna tajemnica bohaterki jest tak łatwa do odgadnięcia, że nazywanie jej mroczą i tajemnicą to jakiś oksymoron.


Podsumowując, ciekawy temat poruszony powierzchownie i przewidywalnie. Stereotypowa bohaterka, brak emocji i chyba ogólny brak pomysłu ugryzienia tematu spowodowały, iż zaliczam godziny z 10.01.2022 roku spędzone z tą książką za doszczętnie zmarnowane.

Inne książki autorki:
"Małe zbrodnie"