"Żywica" Ane Riel

grudnia 28, 2020

"Żywica" Ane Riel

Nie ocenia się książki po okładce, ale dobra, przyciągająca uwagę okładka to ogromna zaleta i duża szansa, że o książce nie zapomnimy i jeżeli nie od razu, to kiedyś na pewno po nią sięgniemy. Tak było ze mną i "Żywicą" Ane Riel. Książka - na szczęście - okazała się bardzo ciekawa, nietuzinkowa i godna polecenia! Spędziłam z nią całe tegoroczne święta Bożego Narodzenia i nie żałuję ani minuty spędzonej na jej czytanie.
 

Co się dzieje, jeśli kochasz kogoś tak bardzo, że chcesz go zatrzymać przy sobie za wszelką cenę, w bezpiecznym miejscu?

Rodzina Haarder mieszka na odosobnionej, porośniętej świerkami małej wysepce i z rzadka kontaktuje się z obcymi. Mieszkańcy sąsiedniej wyspy uważają ich za dziwnych, ale nie wtrącają się w ich życie. Gdy ojciec zgłasza śmierć 9-letniej córki, szanują ich żałobę i coraz mniej się interesują tym, co się dzieje w odosobnionym domostwie.

Żywica to wstrząsająca i zarazem wzruszająca kronika stopniowego upadku i szaleństwa, do którego może doprowadzić ludzi lęk przez kolejną utratą i traumą.
(Wydawnictwo Zysk i S-ka)

Autorka w swojej książce postawiła na opisy i bohaterów. Gdyby nie mocna, brutalna, miejscami szokująca treść mogłabym powiedzieć, że to była poetycka książka...

W "Żywicy" nie ma szybkiej akcji, fabuła toczy się raczej spokojnie i powoli (choć z elementami dynamiki), skupiając się na drobiazgach, które dla wielu mogą być nudne i monotonne. Te szczegóły składają się na obraz rozwijającego się szaleństwa. Tutaj wydarzenia są epizodami, ukazującymi życie w odosobnieniu, z dala od rozwijającej się cywilizacji, z dala od sąsiadów, sam na sam z tragicznymi wydarzeniami i bólem, które w pewnym momencie zakrzywiają obraz rzeczywistości, pozostawiając pole do wynaturzeń. 

Rodzina Haarder żyje sobie spokojnie, nie wadząc nikomu na małej wyspie, oddalonej od głównej jedynie krótkim przesmykiem. Autorka zapoznaje nas z życiem małego Jensa, którego największą miłością jest przekazane mu przez ojca umiłowanie natury. Ojciec Jensa to stolarz, który fachu uczy także synów. Utrzymują się z różnych napraw, sprzedaży choinek, stolarki. Gdy ojciec umiera, umiera również część duszy chłopca, bardzo mocno związanego z tatą. Od tego momentu wraz ze starszym bratem Mogensem zmuszeni są zastąpić ojca i zapewnić byt swojej rodzinie. Niestety, wkrótce potem z domu ucieka brat Jensa, który nie potrafi i nie chce żyć dłużej w odosobnieniu. Autorka opowiada o tych wydarzeniach bez większych emocji, bez nacisku. To my czytelnicy widzimy, jak te wydarzenia wpływają na młodego chłopaka, to my musimy czytać między wierszami i dostrzegać, jak wielki wpływ na rozwój emocjonalny i psychiczny ma sposób życia, w którym od urodzenia znajduje się Jens. On nie potrafi i tak naprawdę nie chce wyrwać się z niego, nie chce niczego zmieniać. I właśnie to jest kluczem powieści, o którym czytamy w opisie książki.    


Zaglądanie w psychikę bohaterów, odkrywanie ich motywów, podążanie za ich niezrozumiałym zachowaniem to czynniki, które sprawiały, że ciężko było mi powieść odłożyć na bok. Kiedy Jens zakłada rodzinę, mamy nadzieję, że wszystko będzie dobrze, że jego życie będzie proste, ale szczęśliwe. Czytając jesteśmy świadkami szczęścia, które niestety nie trwa długo, przerwane wypadkiem, które na zawsze zmieniło tę rodzinę. Nie wiemy w jaki sposób doszło do wypadku i kto jest za niego odpowiedzialny, podejrzani są wszyscy - świetnym posunięciem jest oddanie głosu każdemu bohaterowi i uczynienie narratorem każdego z nich, przy czym głównym pozostaje mała Liv - córka Jensa.  

Autorka dawkuje nam wiedzę, nie podaje wszystkich szczegółów, świetnie wprowadza atmosferę napięcia, jednocześnie odkrywając przed nami patologię zachowań rodziny Haarder. Uwidocznione jest to przede wszystkim w sposobie wychowywania Liv. Towarzyszymy małej dziewczynce w poznawaniu świata, które przedstawia jej ojciec - mrok zabiera cierpienie, kradzież jest usprawiedliwiona itp. Historia w "Żywicy" opowiadana jest w sposób, który wymaga od nas skupienia, który nie narzuca oceny bohaterów, pozwala nam je poznawać, zagłębiać się w psychikę, poznawać motywy, ale robi to bardzo powoli.  

Czytając powieść Ane Riel miałam w pamięci genialny dla mnie thriller psychologiczny "Córka króla moczarów". Podobna bezwarunkowa miłość dziecka do rodzica, niezachwiana wiara w jego słowa i zapewnienia. "Żywica" to smutny obraz postrzegania świata przez dziecko uwarunkowane wychowaniem oraz ukazanie matki, której miłość do mężczyzny przysłania patologię jego zachowań. To co mnie najbardziej poruszyło w "Żywicy" to powolne odkrywanie rozwoju szaleństwa i przejmujący obraz dziecka, które musi w nim żyć. 
Polecam!
Ocena: 8+/10

Sprawdza się powiedzenie: "Dania: mały kraj - wielka literatura"

"Test na miłość" Helen Hoang

grudnia 26, 2020

"Test na miłość" Helen Hoang

Dwudziestosześcioletni Khai cierpi na zaburzenia autystyczne. Jego głównym problemem jest brak zdolności do odczuwania głębszych emocji. Mama chłopaka postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć synowi idealną kandydatkę na żonę. Wkrótce na swojej drodze dość przypadkowo spotyka Esme, której proponuje zostanie „próbną” narzeczoną jej syna. Dziewczyna początkowo się waha, ale w końcu uznaje, że to dla niej jedyna szansa na lepszą przyszłość.

Uwiedzenie Khaia okazuje się jednak nie lada wyzwaniem. Starania Esme nie przynoszą pożądanych efektów, a chłopak wydaje się nieczuły na jej zaloty. Khai ceni sobie rutynę i ustalony porządek, a narzucona przez matkę narzeczona wprowadza w jego życie niepotrzebny chaos. Chłopak nie ma wiele czasu, żeby wreszcie zrozumieć, jak działa jego serce. Inaczej Esme wróci do domu na drugi koniec świata. Czy dwoje nieznajomych może stworzyć udany związek? Czy małżeństwo aranżowane okaże się receptą na szczęście? Jak zachowa się Khai, gdy pozna sekret, którego strzeże dziewczyna


"Test na miłość" to druga powieść Helen Hoang, która swoich głównych bohaterów naznacza autyzmem. Autorka pisze niejako z doświadczenia, gdyż parę lat temu został u niej zdiagnozowany zespół Aspergera. To jest największy atut jej powieści. Czuć, że bohaterowie są ludzie z krwi i kości. Ich zachowanie, uczucia zdają się nam autentyczne.

Historia zawarta w "Teście na miłość", w przeciwieństwie do debiutanckiej "Więcej niż pocałunek", podobała mi się dużo mniej. Tamta była bardzo urokliwa, wywoływała uśmiech, wzruszenie, ta jest przede wszystkim naiwna. Bohaterowie mniej charakterystyczni, fabuła naciągana, i mimo, że czytało się przyjemnie to jednak ze świadomością czytania bajki. To, co najbardziej mi się podobało w czytanej historii to fakt, że tym razem głównym bohaterem, zmagającym się z autyzmem jest mężczyzna, Khai. 

Mama mężczyzny, wraca do rodzinnego Wietnamu, aby znaleźć synowi żonę. Casting na wybrankę nie przynosi rezultatu, ale dzięki niemu kobieta poznaje sprzątaczkę Esmę, która zdobywa jej serce, i której proponuje wakacje w Stanach Zjednoczonych, w których mieszkają oraz możliwość poślubienia przystojnego, bogatego mężczyzny. Haczyk jest taki, że Khai musi tego chcieć. Początkowo sceptyczna Esme nie chce o tym słyszeć, szybko jednak zmienia zdanie i wyrusza do USA aby podbić serce mężczyzny.

Esme to kobieta naiwna, której postawa często mnie dziwiła. Kobieta z malutkiego miasteczka, która nie do końca potrafiła się odnaleźć - to mogło być ciekawe. Niestety, zachowanie bohaterki mnie nie przekonywało. Między bohaterami nie było chemii, nie czułam tego rodzącego się uczucia, wszystko było raczej mechaniczne. Nijak nie umiałam się przekonać i zaakceptować Esme. Na szczęście było parę momentów śmiesznych, wywołujących uśmiech, nawet tkliwych, które uprzyjemnialy lekturę, jednak dla mnie było mimo wszystko trochę za prosto. Gdyby chociaż była w tym jakaś nutka uczucia, czułości, emocji pewnie odczucia miałabym podobne, jak przy książce "Więcej niż pocałunek". Niestety tutaj tego nie było. Na dodatek to, co mogło być smaczkiem, dwie sprawy dotyczące Esme, zostały potraktowane po macoszemu i naiwnie. Zakończenie to bajka. Więc jak ktoś potrzebuje czystej, naiwnej rozrywki to tutaj ją znajdzie. Ja chciałam odrobinę więcej.
Ocena: 5/10
Zbrodnia po polsku - Aleksandra Rumin

grudnia 17, 2020

Zbrodnia po polsku - Aleksandra Rumin

Na mieszkańców Warszawy pada blady strach, ponieważ na ulicach stolicy grasuje zabójca, który za cel obrał sobie młode kobiety.

Jego tropem podąża kiepsko opłacany, ale niezwykle dzielny kwiat polskiej policji. Członkowie specjalnej grupy dochodzeniowej, na czele ze steranym życiem komisarzem, który zasłynął schwytaniem aż trzech seryjnych morderców, harują dzień i noc, by powstrzymać niebezpiecznego maniaka. Mogą liczyć na pomoc szkolonego za granicą profilera, wschodzącej gwiazdy polskiej prokuratury, rzeszy ekspertów, a nawet hierarchów kościelnych oraz samego ministra spraw wewnętrznych i administracji, ale dochodzenie, niestety, stoi w miejscu. Kiedy w wyniku przecieku wychodzą na jaw drastyczne szczegóły zbrodni, rozpętuje się medialna burza, a "góra" domaga się natychmiastowych wyników. Czy niestrudzonym stołecznym policjantom uda się złapać zwyrodnialca, zanim życie straci kolejna niewinna kobieta?


Aleksandra Rumin to autorka, która 'kupiła' mnie swoją debiutancką książką "Zbrodnia i Karaś". Tak dobrze, jak przy niej dawno się nie bawiłam. Najlepsza komedia kryminalna od czasów Joanny Chmielewskiej. Chyba więc się nie dziwicie, że z wielkimi oczekiwaniami wypatrywałam każdej kolejnej. Na szczęście mimo różnych minusów książki były warte czekania. 

20.11 premierę miała najnowsza komedia kryminalna autorki, czyli "Zbrodnia po polsku". Zanim przejdę do fabuły, chciałam zwrócić Waszą uwagę na okładkę. Genialna, przykuwająca uwagę, świetnie pasująca do pozostałych książek Rumin. Nie da się nie zwrócić na nią uwagi. Gratuluję grafikowi bo ta i pozostałe to jedne z lepszych okładek na naszym polskim rynku. A przechodząc już do treści...

„Jak każdy pracownik budżetówki, nienawidził poniedziałków. Właściwie nie znosił też wtorków, nie przepadał za środami, pałał niechęcią do czwartków i z bliżej nieokreślonych powodów nie cierpiał piątków, ale tych przeklętych poniedziałków nienawidził w szczególności.”

Autorka, tym razem, na warsztat wzięła polską policję. Głównym bohaterem jest więc mężczyzna w średnim wieku, komisarz, as specjalnej grupy dochodzeniowej, który bardzo chciałby już odejść na emeryturę, ale niestety brakuje mu jeszcze jakiś 30 lat. Zmęczony życiem - rozwód, problemy wychowawcze z córką, kiepska płaca, nie ułatwiają mu egzystencji. Mimo kilku poważnych sukcesów, (z przypadku), nie czuje satysfakcji z wykonywanego zawodu. I taki styrany życiem, z kolejnym odrzuconym wnioskiem o emeryturę, dostaje następne zadanie: musi znaleźć zabójcę młodych kobiet, który nazywa siebie 'polskim patriotą'. Aleksandra Rumin dość brutalnie obchodzi się z polską policją, dostaje się właściwie wszystkim, aż muszę przyznać, że wzbierała się we mnie litość na tych biedaków. Co ciekawe, tym razem autorka postawiła również na brutalniejsze niż dotychczas zbrodnie i opisy zbrodni, które poprzedzały tortury, (specyficzne dodajmy).

Bohaterowie, jak zwykle są bardzo wyraziści i pokazani w mocno krzywym zwierciadle. Od razu uprzedzam, że jak nie lubicie satyry i groteski to lepiej po komedie kryminalne pani Rumin nie sięgajcie. To jest specyficzny humor i nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie bawi. Poszukiwania 'prawdziwego patrioty', który do torturowania swoich ofiar używał nawet Zenona Martyniuka, policjant, któremu sukcesy wychodziły przypadkiem, a wpadki na spotkaniach z dziennikarzami były nie do pozazdroszczenia, zagadka, która mnie zaskoczyła to niewątpliwe walory najnowszej powieści Aleksandry Rumin. I chociaż nie wszystkie 'gagi' były śmieszne - niektóre, miałam wrażenie, były tworzone za bardzo na siłę, to jednak całość zgrabnie się ułożyła i spędziłam z nią bardzo przyjemne dwa wieczory. 

Nie była to książka lepsza niż jej poprzedniczki, można jednak powiedzieć, że utrzymała poziom. Pokazanie rzeczywistości w mocno przerysowanej, ale jakby nie patrzeć, trafnej formie do mnie przemówiło. Minusem niektóre sytuacje (dosłownie kilka), które były bardziej głupie niż śmieszne, stworzone na siłę i to czuć, można też wyłapać fragmenty książki, które są nużące. Niemniej polskość i jej atrybuty - pola maków, bociany, disco polo - zostały bardzo dobrze wykorzystane, a zagadka kryminalna godna dobrego kryminału :)
Tak więc ocena to:
-7/10    

Lubicie komedie kryminalne?
#PolecajkiBlogerów - książki świąteczne

grudnia 14, 2020

#PolecajkiBlogerów - książki świąteczne


Nastał grudzień, a z grudniem czas oczekiwania na Boże Narodzenie. Na pewno wielu z Was planuje obdarowanie bliskich m.in. książkami  - u nas to zawsze stały dodatek. Zapewne bierzecie pod uwagę cudownie wydawane powieści świąteczne, które aż się proszą o podarowanie bliskim. A może po prostu sami chcielibyście, dzięki nim poczuć atmosferę zbliżających się świąt? Nastroić się na ten magiczny czas? Zrelaksować po przygotowaniach? Ponieważ z roku na rok wychodzi ich coraz więcej, pomyślałam, że zwrócę się do zaprzyjaźnionych blogerek i bookstagramerek o polecenie - wg nich - najlepszej książki świątecznej. 

Jestem bardzo ciekawa, czy zgadzacie się z wyborami dziewczyn, albo czy któraś szczególnie Was zainteresowała? 


Chcielibyście ujrzeć ośnieżone szczyty i sanki sunące po białym puchu...? Jeśli ktoś, tak jak ja marzy o białych świętach - dzięki książce "Najważniejszy" Magdaleny Majcher ma szansę to poczuć. Historia ta uzmysławia, że człowiek zawsze potrzebuje obecności drugiej osoby obok. Zwłaszcza w tak wyjątkowym okresie jak święta. To także doskonały czas, by przebaczyć, zapomnieć o tym, co złe, dać sobie szansę na nowe życie. Ale najpierw trzeba wysłuchać, pozwolić mówić, nie snuć własnych domysłów, jak ma to miejsce w przypadku bohaterów tej książki. To pełna ciepła, wzruszająca, otulająca ciepłem i nadzieją powieść o rodzicielstwie, skomplikowanych relacjach międzyludzkich, odrzuceniu, przebaczeniu, pragnieniu kochania i bycia kochanym, ale i strachu przed uczuciem, najgłębiej skrywanych lękach, obawach i rozczarowaniach. Uwielbiam tę książkę, tę historię i pierwszoosobową narrację. A kim był ten najważniejszy? Sami musicie to sprawdzić, bo gdybym Wam to wyjawiła, to już nie byłoby tak intrygujące czytanie.

Sza! Teraz czytam

*********************************************************************************


Świąteczne powieści to nie tylko choinka, pieczenie pierników i prezenty. Lubię gdy przedstawione historie zapadają w pamięć, wywołują emocje i zmuszają do refleksji. Przeczytajcie zatem powieść niezwykłą, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Lisa Aisato, Maja Lunde „Śnieżna siostra” to książka którą powinien przeczytać każdy. W niezwykły sposób porusza temat śmierci, smutku i tęsknoty za ukochaną osobą. Tutaj radość przeplata się ze smutkiem. 

Piękne, bogate ilustracje potęgują emocje i sprawianą, że radości i smutki bohaterów przeżywamy intensywniej. 

Mama_książka_i_ja

*********************************************************************************
Trudno mi wybrać najlepszą książkę świąteczną, bo nie przeczytałam ich wielu. Jest jednak pośród nich jedna, która się wyróżnia. Klimat świąt czuć w niej od pierwszych stron, ale nie jest to typowa świąteczna historia. Książka, którą polecam to "Ominąć święta" Johna Grishama

To zabawna opowieść o tym jak odpuścić sobie te wszystkie przygotowania i ominąć cały ten świąteczny klimat. Bohaterowie rezygnują ze świąt, ale czy to się może udać? To powieść, w której nie brakuje humoru, ale opowiada również o miłości, przyjaźni i wzajemnej pomocy. Jeśli chcecie przeczytać książkę, w której święta są przedstawione nieco inaczej to warto zwrócić na nią uwagę. Na jej podstawie powstał nawet film "Święta Last Minute".

Czytam wszystko

*********************************************************************************


Poproszona o polecenie najlepszej książki świątecznej tudzież opowieści od razu pomyślałam o jednej bardzo bliskiej mojemu sercu, jednak ze względów osobistych tytuł zachowam dla siebie - to zbyt prywatne. Jednak istnieje druga taka książka bez której nie wyobrażam sobie Wigilii i Bożego Narodzenia. Książki, którą pokochałam od dopiero od drugiego spotkania, kiedy omawialiśmy ją w szkole ją w szkole na lekcjach języka polskiego (niestety dużo, dużo wcześniej nie sięgałam po nią mimo iż stała u mnie na półce - wydaje mi się, że to przez wydanie z opracowaniem w którym czcionka była tak mała i niewyraźna, że aż odechciewało się czytać). Magicznej, wyjątkowej, z wyjątkowym - magicznym klimatem, której akcja rozgrywa się w mojej ulubionej epoce i z ponadczasowym przesłaniem. Pięknej i niezwykłej i bez której nie wyobrażam sobie przedświątecznego czasu (tak samo jak z tą, którą zachowałam dla siebie - mojego numeru jeden) i którą "zbieram" na półce w przeróżnych wydaniach (aktualnie poszukuje wydania Olesiejuk w oprawie z gąbką i ilustracjami Anny Garcia).

Mowa o "Opowieści wigilijnej" Karola Dickensa.... Historia o wewnętrznej przemianie, prawdziwej "Magii Świąt" - czym ona jest, gdzie ją odnaleźć, jak poczuć, tym co naprawę jest ważne w życiu i nie tylko... to znacznie "głębsza" historia, która porusza wiele płaszczyzn ludzkiego życia i ludzkich serc. Taka, która przypomina, że to nie bogactwo, dobre stanowisko w pracy, władza czy też rozpamiętywanie przeszłości liczą się w zyciu a czyste serce, wrażliwość i ludzie, którzy nas otaczają a takze by dzielić się z nimi swoimi uczuciami, nauczyć słuchać a w razie potrzeby pomóc. Dobroć i miłość płynąca z serca nie tylko w Wigilię i Święta Bożego Narodzenia ale każdego dnia – nieustannie. Pieniądze, choć ułatwiają życie, szczęścia nie dają – to złudne szczęście, które szybko mija.

Magiczny kociołek

*********************************************************************************


Oto 20 czarujących świątecznych opowiadań, które zabierają nas do świata kryminalno-detektywistycznych zagadek, a całość jest utrzymana w starym klasycznym stylu. Wśród autorów przepięknie wydanych "Świątecznych tajemnic" można spotkać bardzo znane amerykańskie i brytyjskie nazwiska - Agathę Christie (twórczynię niepowtarzalnych postaci Herkulesa Poirota i panny Marple), Maxa Allana Collinsa (znanego z papierowych wersji przygód znanych bohaterów seriali takich jak Zabójcze umysły czy CSI), Mary Roberts Rinehart zwaną amerykańską Agathą Christie, Ellis Peters (autorkę wielotomowej opowieści osadzonej w średniowieczu o bracie Cadfaelu) czy Arthura Conan Doyle'a (który podarował światu przygody słynnego Sherlocka Holmesa). Książka przeplata starsze śledztwa z tymi bardziej współczesnymi, niektóre z nich trzymają nas w napięciu, inne są nieco weselsze i ta wspaniała różnorodność nie pozwala nam czytelnikom nudzić się podczas lektury. Warto także podkreślić, że wielbiciele kryminałów klasycznych, niekoniecznie pełnych wymyślnych i bardzo brutalnych morderstw, z całą pewnością znajdą tu coś dla siebie. 

Dla mnie "Świąteczne tajemnice" były taką przedświąteczną książką jaką lubię – nieprzeciętną, nie za słodką, intrygującą, a do tego przenoszącą mnie w czasie, a jednocześnie pozwalającą mi poczuć zapach choinki i puddingu!

W sercu książki 



Zainteresowała Was, któraś z przedstawionych książek? A może z jakąś polecajką się nie zgadzacie, uważacie, że nie zasłużyła na takie wyróżnienie? 
A jaką Wy wskazalibyście najlepszą książkę świąteczną? 
"Świąteczny nieznajomy" Richard Paul Evans

grudnia 07, 2020

"Świąteczny nieznajomy" Richard Paul Evans


CZY ZŁAMANE SERCE BĘDZIE JESZCZE POTRAFIŁO ZAUFAĆ?

Życie Maggie Walther nagle rozpada się na kawałki. Kłamstwo męża, któremu ufała, zabija w niej wiarę w ludzi. Po druzgocącym rozwodzie kobieta zaszywa się w domu, najchętniej w ogóle by z niego nie wychodziła.

Jest zła na przyjaciółkę, kiedy ta namawia ją do świątecznych przygotowań. Przecież święta spędza się z najbliższymi, a jej rodzinne szczęście runęło jak domek z kart. I wtedy w życiu Maggie pojawia się Andrew – niespodziewanie, bez zaproszenia. Jak anioł, który chwyta za rękę dokładnie w tej chwili, w której tracimy resztki nadziei. Niestety, on też skrywa pewien sekret…

Czy tajemniczy nieznajomy wniesie do jej życia światło i nadzieję? Czy po tym, co przeżyła, Maggie zaufa jakiemukolwiek mężczyźnie?

Świąteczny nieznajomy to zaskakująca i pełna emocji opowieść o mierzeniu się z przeszłością. Richard Paul Evans, mistrz świątecznych opowieści pokazuje, że tylko przebaczenie daje prawdziwą wolność.


Pierwsza książka świąteczna zaliczona!
Czy mi się podobała? I tak i nie.

Maggie to kobieta sukcesu, a jej mąż to polityk, który okazuje się bigamistą. Dość ciekawa jest naiwność bohaterki, która nie zauważyła niczego niepokojącego w zachowaniu męża, nie domyślała się ani romansu, ani tego, że jej mąż ma drugą rodzinę. Co ciekawsze, mimo, iż Clive, był osobą publiczną, politykiem, to druga żona również nie wiedziała o istnieniu tej pierwszej. Nie wiedział o tym nawet żaden ich znajomy. Jak to jest możliwe? No cóż, ja tego nie rozumiem. W każdym razie poznajemy Maggie, gdy jest już kilka miesięcy po rozwodzie, na etapie depresji i niechęci do życia, pracy, wychodzenia z domu. Przyjaciółka Maggie, chcąc jej pomóc radzi by zajęła się przygotowaniami do zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, na co ta w końcu przystaje. Na targu, kupując choinkę, poznaje Andrew... 

Główna bohaterka powieści "Świąteczny nieznajomy" to typ książkowej kobiety, który bardzo lubię. Przeżywa życiową tragedię, ale humor jej nie opuszcza. Ironia i ciętość wypowiedzi o swoim stanie bawiła mnie. Autor nie zrobił z niej cierpiętnicy i to mu się bardzo chwali. Niestety, jej poczucie humoru zatraca się jeszcze przed drugą polową książki. Do akcji wkracza mężczyzna (Andrew) i bohaterka już po pierwszym spotkaniu, parę miesięcy po głośnym rozwodzie, praktycznie już od pierwszego spojrzenia jest zakochana, gotowa rozpocząć nowy związek. Dla mnie to dość naiwne spojrzenie, na które mógł wpaść chyba tylko facet. Na szczęście przebłyski humoru bohaterki powodowały, że jej niektóre zachowania były dla mnie strawne i czytało się je z uśmiechem na ustach.

Richard Paul Evans nie postawił w powieści na proste rozwiązania i typowy romans, ale dodał parę ciekawych zwrotów akcji. Niestety, zupełnie nie wyszło mu oddanie chemii między bohaterami, nie ma iskier, emocji, uczuć. Ich związek, chociaż rozwija się bardzo szybko jest mało angażujący.  Nie ma tu również mocno wyczuwalnego świątecznego klimatu. 

Mimo, iż książkę czytało mi się przyjemnie i szybko to bez emocji. Autor pisze prostymi zdaniami, bez zbędnych opisów. Mamy za to sporo dialogów i akcji, które naturalnie pchają fabułę do przodu. Niestety książka ma dość 'tanie', naiwne zakończenie i być może gdyby wcześniej było w niej więcej uczuć i emocji, odebrałabym je lepiej, a tak... 


Podsumowanie: Nie mogę powiedzieć, że nie polecam, bo jednak te kilka godzin jej poświęconych nie uważam za stracone, z pewnością jednak nie jest to powieść, którą za miesiąc będę ze szczegółami pamiętała.
Ocena: 6/10